Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

Dariusz Nowiński

Dariusz Nowiński

URL strony:

23 Gru

Przodek, to za mało

Opublikowano w Recenzje

koprowski legiony 1Szczerze przyznam, że po książkę „Legiony. Droga do legendy. Przed wyruszeniem w pole 1906-1914” sięgałem z dużą obawą. Przez kilka minut miałem w ręku jej drugą część w trakcie krakowskich Targów Książki, a rozmowa z autorem nastawiła mnie do przeglądanej części dość sceptycznie. Zadając autorowi kilka szczegółowych pytań natknąłem się na enigmatyczne tłumaczenie i niechęć do rozmowy. Zamiast merytorycznej dyskusji wolał podpisać kolejny egzemplarz nabytej książki. Rozumiem go doskonale. Wszak o sprzedaż, a nie o prawdę historyczną chodzi.

Marek A. Koprowski jest niczym pewien emerytowany pułkownik – absolwent Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dierżyńskiego. Obaj wydają liczne książki i do twórczości obu są liczne zastrzeżenia. Przede wszystkim do warsztatu, jakim się posługują jako autorzy książek o historii. O ile rzeczony pułkownik jest historykiem i wymagania wobec niego mogą być wyższe, to tego samego nie można wymagać od dziennikarza, jakim jest Marek A. Koprowski (co nie zwalnia go od dokładania należytej staranności i obiektywizmu). Specjalizuje się on w tematyce kresowej, a szczególnie Wołynia w czasie II wojny światowej. Wśród wydanych przez niego książek dominują zbiory wspomnień. Odbija się to aż nadto widocznie także w recenzowanej pozycji, którą trudno uznać za źródło rzetelnej wiedzy.

Na temat Legionów Polskich i lat poprzedzających ich utworzenie ukazało się w ostatnich latach (szczególnie w 2014 r.) sporo książek, które w sposób zdecydowanie bardziej szczegółowy i kompleksowy ukazują drogę jaką przeszło środowisko niepodległościowe od 1906 do 1914 roku. Klasyczną pozycją jest m.in. praca Wacława Lipińskiego „Walka zbrojna o Niepodległość Polski 1905-1918”, a nie mniejsze walory posiada opracowanie „Legiony Polskie 1914-1918” W. Milewskiej, J. T. Nowaka i M. Zientary. Do tego można dołączyć książki S. Czerepa, J. M. Majchrowskiego, L. Moczulskiego czy A. Narbutt-Łuczyńskiego.

Z książki można się dowiedzieć, że autor jest potomkiem Edwarda Dzik-Kleszczyńskiego, jednego z pierwszych ułanów Władysława Beliny-Prażmowskiego. Jak widać daleko pada jabłko od jabłoni. Edward Kleszczyński, to zdecydowany zwolennik Józefa Piłsudskiego, poseł i senator w okresie międzywojennym, aktywny działacz Instytutu Józefa Piłsudskiego w Ameryce. Autor, powiązany m.in. z „Najwyższym Czasem” stara się „demitologizować” czyn niepodległościowy Komendanta, uznając m.in., że dla powstania Legionów Polskich przyczynił się znacznie bardziej „Sam Pan Pułkownik, co jedzie na front”. Zapominając przy okazji, że gdyby nie strzelcy zmobilizowani na rozkaz Józefa Piłsudskiego, to nie byłoby z kogo owych Legionów tworzyć.

Proporcje tekstu napisanego przez Marka A. Koprowskiego do całej objętości książki, to mniej więcej połowa. Drugą połowę stanowią cytaty ze wspomnień bądź wyboru źródeł. To właśnie dotychczasowe doświadczenia autora, w przeważającej mierze związane z wydawaniem wspomnień wzięły górę nad rzetelnością, której wymaga się od osób piszących książki historyczne, nawet jeśli mają one charakter popularnonaukowy. Trudno oprzeć się wrażeniu, że zdolny licealista potrafiłby napisać podobną książkę. Nie znajdziemy w niej niczego odkrywczego, a pominięte cytaty i informacje pozwoliłyby stworzyć pozycję zupełnie inaczej przedstawiającą opisywane wydarzenia.

Lista zauważonych błędów też pozwala ocenić rzetelność pracy. Autor używa stwierdzenia, że I Brygada Legionów działa już w sierpniu 1914 r., na stronie 154 czyni z Mariana Januszajtisa generała (o kilka lat za wcześnie), a dziewięć stron dalej pisząc o armii austriackiej używa określenia „carska”. Na stronach 165 i 188 mamy Michów zamiast Miechowa, a na stronie 182 ofensywę na Warszawę w sierpniu 1914 r. Opisując niechętną oddziałom Józefa Piłsudskiego postawę właściciela majątku Czaple Małe Eustachego R. zapomina dodać, że to właśnie on (Eustachy Romer) ofiarował Komendantowi Kasztankę! Osoby znające biografię Aleksandry Szczerbińskiej zdziwią się zapewne, gdy przeczytają na str. 225, że w sierpniu 1914 r. kierowała ona biurem głównym służby celnej. Co robiła późniejsza żona Marszałka można bez trudu sprawdzić zaglądając do jej „Wspomnień”. Takie samo zdziwienie ogarnie zapewne osoby śledzące karierę dowódcy Legionów Rajmnuda Baczyńskiego. Według Marka Koprowskiego zaczynał on karierę od stopnia generała-majora. Wydawałoby się, że w XX wieku od czasów, gdy kupowano sobie stopnie oficerskie i generalskie upłynęło już bardzo wiele czasu. Choć Opatów leży niezbyt daleko od Wisły (w linii prostej nieco ponad dwadzieścia kilometrów), to ciężko uznać, że żołnierze Józefa Piłsudskiego przedostawali się na drugi brzeg Wisły właśnie pod tym miastem, a nie pod Opatowcem. Liczne są także przypadki, gdy autor znaleźć samemu oryginalne stwierdzenia czy fakty posiłkuje się opracowaniami, w których je przywołano. Nie wiadomo czy za podpisy pod zdjęciami odpowiada autor, czy redakcja, ale datowanie zdjęcia sztabu 1. pp Legionów w Kielcach na 12 sierpnia 1914 r. jest ewidentną pomyłką.

Reasumując, należy stwierdzić, że lektura „Legionów. Drogi do legendy” odbywać się powinna na odpowiedzialność czytających. Nie jest to książka dobra, a czas poświęcony na jej napisanie, autor spożytkowałby lepiej, gdyby poprawił błędy w biogramie swojego przodka na Wikipedii. Kolejna część książki doczeka się także recenzji na naszych lamach.

Dariusz Nowiński

Ocena recenzenta

Temat i treść – 5/10

Język, styl, kompozycja tekstu – 6/10

Forma wydawnicza – 7/10

Informacje o publikacji

Autor: Marek A. Koprowski

Tytuł: „Legiony. Droga do legendy. Przed wyruszeniem w pole 1906-1914”

Wydawca: Wydawnictwo Replika

Rok wydania: 2018

Format: 160 x 230 3mm

Okładka: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 384

ISBN: 978-83-7674-711-8

pobog jedrzejewiczOsobom interesującym się życiem i działalnością Józefa Piłsudskiego nazwiska Wacława Jędrzejewicza i Władysława Pobóg-Malinowskiego mówią bardzo wiele. Obaj wiele lat poświęcili na dokumentowanie wydarzeń z życia Marszałka i traktowani są praktycznie jak wyrocznia w kwestiach biograficznych wielkiego Polaka. O ile Wacław Jędrzejewicz (co wynikało m.in. z różnicy wieku) był bezpośrednim wykonawcą poleceń Komendanta i jedną z ważniejszych postaci obozu piłsudczykowskiego, o tyle Władysław Pobóg-Malinowski na swą pozycję musiał zapracować w zupełnie inny sposób. Czynił to głównie piórem, napotykając zarówno w okresie międzywojennym, jak i po drugiej wojnie światowej wiele przeszkód w swym upartym dążeniu do dania świadectwa prawdzie historycznej. Opublikowana w 2016 r. korespondencja pomiędzy nimi obejmuje okres lat 1945-1962. Wacław Jędrzejewicz przebywał wówczas w Stanach Zjednoczonych, gdzie współtworzył Instytut Józefa Piłsudskiego w Ameryce i pracował zarobkowo, a Pobóg-Malinowski spędził te lata we Francji. Wielu z PT. czytelników kojarzy tego ostatniego przede wszystkim z jego opus magnum w postaci trzytomowej „Najnowszej historii politycznej Polski”. Wątek powstawania tego dzieła stanowi najobszerniejszą część korespondencji pomiędzy autorami listów. Ukazują one kilkuletni proces towarzyszący wydaniu tej znakomitej pozycji. Poczynając od pomysłu, zarówno obejmującego okres, który miał być opisany, poprzez gromadzenie niezbędnych wiadomości i dokumentów będących podstawą pisania, a na najbardziej męczącej dla autora kwestii pozyskania źródeł finansowania wydawnictwa i problemów jakie z tym się wiązały. Dotyczyło to zarówno z druku, wysyłki i dotrzymania terminów określonych w subskrypcji. Widzimy powody, dla których objętość dzieła zwiększyła się kilkakrotnie, ale i też sposób, w jaki odbiło się to na stanie zdrowia autora. Przy okazji wymiany korespondencji poznajemy wiele innych problemów, które towarzyszyły życiu Polaków na emigracji. Główny problem, to słabe podstawy ekonomiczne życia na wygnaniu. One zmuszały do myślenia przede wszystkim o zabezpieczeniu bytu rodzinie, a dopiero później o pracy społecznej i historycznej. Zarówno Jędrzejewicz, jak i w o wiele większym stopniu Pobóg-Malinowski zrezygnować musieli ze swych aspiracji dotyczących pracy naukowej. O ile ten pierwszy znalazł zatrudnienie w szkołach amerykańskich, gdzie prowadził wykłady związane częściowo z Europą Środkowo-Wschodnią, to „Julian Woyszwiłło” przez wiele lat wegetował próbując nie poddawać się trudnej sytuacji materialnej, w jakiej się znalazł. Nie udało mu się wyjechać do Stanów Zjednoczonych, a perypetie związane ze staraniem się o amerykańską wizę dominują w tematyce pierwszych latach korespondencji. Jedynie dzięki wsparciu małżonki udawało mu się przetrwać i przeznaczać znaczną część czasu na wydawanie swoich publikacji oraz pracę nad książką Józefa Becka „Dernier Rapport” (Ostatni raport). Ilość frontów prac, które otwierał Pobóg-Malinowski musi zadziwiać dzisiejszych historyków.ABez dostępu do zniszczonych źródeł, z ograniczoną możliwością kontaktu z bohaterami wydarzeń (część z nich zmarła, część przebywała za „żelazną kurtyną”, a część zazdrośnie strzegła swej wiedzy), bez bazy książkowej nawet, potrafił zrealizować zadania, które w analogicznym wymiarze prowadzone były nawet w kilkudziesięcioosobowych zespołach. Najlepszym tego przykładem jest wydana równolegle z pracą Poboga komunistyczna wersja najnowszych dziejów Polski. Największą radością po pokonaniu przeszkód były dla autora wyrazy uznania napływające od czytelników z całego świata oraz recenzje ukazujące się w prasie emigracyjnej. Nie mniejszą radość czerpał ze słów uznania, na które natykał się w korespondencji od Jędrzejewicza.

Smutny obraz polskiej emigracji wyłania się z listów obu autorów. O ile Jędrzejewicz wskazuje głównie na ograniczenia w pracy Instytutu Józefa Piłsudskiego w Ameryce wynikające z braku środków na zatrudnienie etatowych pracowników oraz niemożność zmobilizowania Polonii amerykańskiej do większego wysiłku finansowego na rzecz działań niepodległościowych, to obraz wyłaniający się z listów Pobóg-Malinowskiego jest o wiele ciemniejszy. Wiele goryczy odnajdujemy w relacjach dotyczących postawy Aleksandry Piłsudskiej wobec niego. Mająca swe początki jeszcze w czasach polskich niechęć do autora „Akcji bojowej pod Bezdanami” nie pozwoliła mu na podjęcie bliższej współpracy z Instytutem Józefa Piłsudskiego w Londynie, szczególnie w zakresie pisywania do „Niepodległości” oraz w przygotowaniu wydawnictw związanych z Marszałkiem. Problemy we współpracy z wdową po „Dżimie” (Józefie Becku) skłoniły go do określenia obu pań jako „małych wdów po wielkich mężach”. Nie mniejsze problemy widzimy w opisach zachowań wielu Polaków, którzy ze względów politycznych starali się udaremnić plany Malinowskiego. Przeciwdziałanie subskrypcji na „Najnowszą historię”, to tylko jeden z przykładów.

Odnajdujemy w korespondencji sporą ilość informacji na temat życia rodzinnego obu autorów. Więcej uwagi poświęca temu tematowi Pobóg-Malinowski, który opisuje zarówno swe perypetie zdrowotne, jak i najważniejsze wydarzenia z życia rodziny, w tym spór o mieszkanie z Andrzejem Teslarem (więcej na ten temat pisze Przemysław Marcin Żukowski w 27. numerze „Res Historca”), czy najważniejsze momenty w życiu swego syna. Życie rodzinne Wacława Jędrzejewicza także ucierpiało ze względu a wieloletnią rozłąkę związaną z pracą w dużej odległości od miejsca przebywania żony. Widoczny jest także jakże odmienny temperament i charakter korespondentów. Wyważony i powściągliwy Wacław Jędrzejewicz stanowi przeciwieństwo ambitnego, ale zarazem często zapalczywego Władysława Pobóg-Malinowskiego.

W listach znajdziemy też sporo danych do pierwszych lat funkcjonowania obu Instytutów Józefa Piłsudskiego, sporów dotyczących obsady stanowiska Prezydenta RP na Wychodźstwie, problemów z bieżącym życiem we Francji (strajki, problemy z wydawnictwami) oraz wielkiej polityki z konfliktem koreańskim na czele. Niewiele osób wie zapewne, że Francuzi byli w dużym stopniu pogodzenia na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych z, nieuniknioną ich zdaniem, zbliżającą się okupacją sowiecką.

Zadanie przygotowania do druku korespondencji wzięli na siebie Sławomir M. Nowinowski oraz Robert Stobiecki. Tom uzupełnili oni kilkudziesięciostronicowym Wstępem, w którym przybliżyli sylwetki obu autorów, a także dokonali wstępnej analizy dokumentów. Minimalne uchybienia związane z przygotowaniem tomu nie obniżają jego wartości. Jednak dla zachowania zasad należy odnotować, że na str. 397 w czwartym przypisie błędnie wskazano tom „Res Historica”, w którym omówiono spór o paryskie mieszkanie między Andrzejem Teslarem, a Pobóg-Mlinowskim. Chodzi o tom dwudziesty siódmy, a nie dwudziesty dziewiąty. Na stronie 597 błędnie rozszyfrowano nazwę Instytutu, do którego chce udać się Jędrzejewicz w czasie pobytu w Londynie. Chodzi oczywiście o Instytut Polski i Muzeum Sikorskiego w Londynie, a nie IJPA. Wszak do tego ostatniego Jędrzejewicz wchodził nieomal jak do swego domu. Na stronie 679 w ostatniej linijce przypisu szóstego data wydania książki Arnolda Toynbee powinna być określona na 1948, a nie 1848 rok. Uwagi te nie zmieniają faktu, że wysiłek włożony przez Instytut Pamięci Narodowej w przygotowanie i wydanie recenzowanej pozycji ocenić należy bardzo wysoko. Coś dla siebie znajdą w niej zarówno badacze naukowi, jak i zwykli miłośnicy historii. Zyskać mogą także ci, którzy pragną spróbować wrócić do zapomnianej już wydawałoby się sztuki epistolografii.

Dariusz Nowiński

Ocena recenzenta

Temat i treść – 10/10

Język, styl, kompozycja tekstu – 10/10

Forma wydawnicza – 9/10

Informacje o publikacji

Autor: oprac. Sławomir M. Nowinowski, Rafał Stobiecki

Tytuł: „Władysław Pobóg-Malinowski – Wacław Jędrzejewicz. Listy 1945-1962”

Wydawca: Instytut Pamięci Narodowej

Rok wydania: 2016

Format: 170 x 240 mm

Okładka: twarda

Liczba stron: 784

ISBN: 978-83-8098-081-5

Litewskimi ścieżkamiŻycie Józefa Piłsudskiego nieodłącznie kojarzy się z Wileńszczyzną. Tam się urodził, tam spoczęło Jego serce. Wilno było ukochanym miastem Marszałka. Nie dziwi zatem fakt, że bardzo wiele wycieczek, jak i indywidualnych turystów odwiedzając miasto nad Wilią udaje się na Rossę, by oddać hołd Matce i Sercu Syna. Znając dziejową rolę jaką odegrał Józef Piłsudski w odbudowie Rzeczpospolitej warto spędzając czas Na Ziemi Wileńskiej odwiedzić kilka innych miejsc, które z życiem Komendanta mocno się splotły. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom polskich turystów Stanisław Wyrzycki przygotował przewodnik „Litewskimi ścieżkami Józefa Piłsudskiego”. Autor, znany  m.in. z wydania pięknego albumu „Józef Piłsudski na dawnej karcie pocztowej i fotografii”, postanowił przybliżyć naszym rodakom, te miejsca na terenie obecnej Litwy, które od zawsze kojarzą się z Marszałkiem.

Trasa trzydniowej wycieczki może oczywiście być modyfikowana dowolnie, ale warto przebyć ją zgodnie z sugestiami autora. Czeka nas wtedy nie tylko odkrywanie śladów po wielkim Polaku (ale i upartym Litwinie, jak mawiał Józef Piłsudski o sobie), ale i możliwość zetknięcia się z pięknymi zabytkami oraz atrakcyjnymi miejscami pod względem przyrodniczym i widokowym. Pierwszy dzień, zgodnie z sugestia autora, warto poświęcić na zwiedzanie Wilna. To właśnie w tym mieście znajduje się największa ilość miejsc, które wiążą się niezwykle mocno z Komendantem. Oprócz Rossy, Ostrej Bramy czy Uniwersytetu Stefana Batorego warto odwiedzić miejsca, w których mieszkał w trakcie pobytu w Wilnie i ulice, którymi się przechadzał. Drugi dzień, to odwiedzanie miejsc urodzenia, chrztu, słynnej akcji bezdańskiej oraz letniego wypoczynku rodziny Piłsudskich. Trzeci dzień autor proponuje poświęcić na wycieczkę do słynnego uzdrowiska w Druskiennikach.

Liczący dwadzieścia stron przewodnik niewielkiej objętości stanowić może znakomite uzupełnienie licznych opracowań, które dotyczą Wilna i ziem je otaczających. Poręczny format i niska cena zachęcają do nabycia go i wykorzystania w chwili wyjazdu na nasze Kresy północno-wschodnie. Warto jednak skorygować pewne informacje zawarte w przewodniku i je uzupełnić. 24 maja 1899 r. Józef Piłsudski nie zawarł związku małżeńskiego z Marią z Koplewskich Juszkiewiczową. Tego dnia przeszedł z wiary rzymsko-katolickiej na wyznanie ewangelickie, co pozwoliło mu w niespełna dwa miesiące później zawrzeć związek małżeński. Opisując pochówek Matki i Serca Syna na cmentarzu na Rossie wypadałoby wspomnieć, że nieopodal, na tym samym cmentarzu, spoczywa też pierwsza żona Marszałka – Maria Piłsudska oraz jego brat Adam. Na innym z wileńskich cmentarzy (bernardyńskim) pochowana jest ulubiona siostra Józefa Zofia. To właśnie na jej pogrzebie Naczelnik gościł po raz ostatni w Wilnie. Warto pomyśleć o sprostowaniu i uzupełnieniu w momencie przygotowania kolejnego wydania.

Dariusz Nowiński

Ocena recenzenta

Temat i treść – 8/10

Język, styl, kompozycja tekstu – 8/10

Forma wydawnicza – 8/10

Informacje o publikacji

Autor: Stanisław Wyrzycki

Tytuł: „Litewskimi ścieżkami Józefa Piłsudskiego”

Wydawca: Światowid

Rok wydania: 2018

Format: 125 x 170 mm

Okładka: miękka

Liczba stron: 20

ISBN: 978-83-62509-19-05

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version