Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

Dariusz Nowiński

Dariusz Nowiński

URL strony:

788563983oJako wielokrotny uczestnik Marszu Szlakiem Pierwszej Kompanii Kadrowej mogę stwierdzić, że wśród uczestników tego przedsięwzięcia postać Romana Szymańskiego jest praktycznie nieznana. Mimo, że ukoronowaniem kariery wojskowej tego żołnierza był stopień generalski, to fakt, że otrzymał go dopiero po drugiej wojnie światowej nie stawia go w szeregu tych, którzy są najbardziej znani spośród kadrowiaków. Dlatego dobrze się stało, że wieloletnia praca dr. Jerzego Kirszaka została ukończona, a co najważniejsze opublikowana. Staraniem Instytutu Pamięci Narodowej ukazała się niedawno książka „Generał Roman Szymański. Żołnierz Pierwszej Kompanii Kadrowej. Zdobywca Monte Cassino”.

Podzielona została na cztery rozdziały. W pierwszym opisane zostały lata jego młodości. Wywodził się z rodziny żydowskiej, dopiero jego ojciec Józef Szymon (wcześniej Mojżesz Tywelman) przyjął chrzest w kościele rzymskokatolickim. Musiało to być bardzo znaczące wydarzenie w życiu ojca generała, ponieważ Roman do końca swych dni był niezwykle religijnym, choć nie obnoszącym się z tym na zewnątrz, człowiekiem. W dzieciństwie uczęszczał do rosyjskiej szkoły w Sosnowcu, a później do gimnazjum w Będzinie. Tam zaangażował się najpierw w działalność Dąbrowskiego Kółka Wycieczkowego, a następnie tajnego skautingu. Uczestnicząc od początku w jego tworzeniu został zastępowym, a następnie plutonowym. Tu zdobył pierwsze doświadczenia w kierowaniu i dowodzeniu zespołem ludzi. Dla wielu skautów pobyt w tych strukturach był drogą do organizacji paramilitarnych. Roman Szymański od 1913 r. należał do Polskich Drużyn Strzeleckich. Po ukończeniu szkoły średniej przeniósł się do Warszawy, gdzie kontynuował naukę na Wyższych Kursach Handlowych im. Augusta Zielińskiego. Równocześnie był członkiem Komendy III Okręgu PDS, który obejmował swym zasięgiem zabór rosyjski. Na początku 1914 r. uczestniczył w kursie instruktorskim Drużyn zorganizowanym w Rabce. Kilka miesięcy później udał się na kolejny kurs w Nowym Sączu, w czasie którego pełnić miał funkcję instruktora. Jak wielu spośród czytelników wie, wybrani uczestnicy tego kursu stworzyli 3 sierpnia 1914 r. Pierwszą Kompanię Kadrową, a wśród jej członków znalazł się Roman Szymański. Nie dane mu było obalać słupów granicznych w Michałowicach, gdyż dzień wcześniej wszedł w skład pięcioosobowego patrolu pod dowództwem Mariana Januszajtisa i jeszcze przed Kadrówką znalazł się na terenie Królestwa Polskiego. Choroba jakiej nabawił się pod koniec listopada 1914 r. spowodowała, że nie uczestniczył w walkach w okolicach Limanowej i Łowczówka. Po okresie rekonwalescencji trafił do szkoły podoficerskiej Legionów Polskich, gdzie należał do kadry prowadzącej zajęcia. Kolejny jego przydział, to 6 pp Legionów, gdzie dowodził plutonem skautowym. W składzie tego pułku uczestniczył w walkach na Wołyniu. W trakcie kryzysu przysięgowego opowiedział się za złożeniem przysięgi i pozostał w polskim Korpusie Posiłkowym i Polskiej Sile Zbrojnej.

W odrodzonej Rzeczpospolitej nadal służył w mundurze. Najpierw jako oficer w Szkole Podchorążych, a od czerwca 1920 r. w rezerwowym 105 pp, gdzie dowodził batalionem. Za dowodzenie nim odznaczony został Virtuti Militari V klasy. Po zakończeniu działań wojennych powrócił do szkolnictwa wojskowego, najpierw w roli wykładowcy dla podchorążych, a następnie jako słuchacz Wyższej Szkoły Wojennej, którą ukończył w 1925 r. Przez kolejne sześć lat piastował stanowiska sztabowe, najpierw w Dowództwach Okręgu nr VI, a później nr X. Przed przejściem do linii służył jeszcze jako szef sztabu w 25 Dywizji Piechoty w Kaliszu. Dowodził batalionem 48 pułku Strzelców Kresowych, następnie został II oficerem sztabu w inspektoracie armii w Wilnie. W 1937 r. powrócił po latach przerwy do 6 pp Legionów, a od stycznia 1938 r. rozpoczął dowodzenie 39 pułkiem Strzelców Lwowskich, z którym wyruszył na wojnę.

Trzeci rozdział opisuje wojenne losy generała. Po zakończeniu działań wojennych w Polsce udaje mu się przedostać do Francji, a następnie Wielkiej Brytanii. Podpisanie układu Sikorski-Majski rozpoczyna tworzenia Wojska Polskiego w ZSRS. Bohater biografii odpowiada tam za sprawy organizacyjne i szkoleniowe, najpierw jako zastępca komendanta Ośrodka Organizacyjnego Armii, a od początku 1943 r. jako komendant Ośrodka Wyszkolenia Piechoty. Tu przydały się jego doświadczenia z okresu międzywojennego oraz wrodzone zdolności w tym zakresie. Po niespełna roku mianowany został dowódcą 2 Brygady Strzelców Karpackich, którą dowodził pod Monte Cassino. Należał do tych oficerów, którzy dość krytycznie oceniali dowodzenie przez gen. Andersa w trakcie bitwy, co mogło się wiązać z dość szybkim przeniesieniem go do Wyższej Szkoły Wojennej w Szkocji na stanowisko komendanta. Pozostał na nim do jesieni 1946 r.

Ostatni rozdział dotyczy powojennych losów generała. Należąc do osób, które nie akceptowały zmian, do jakich doszło w Polsce po układach mocarstw zachodnich z Józefem Stalinem podjął decyzję o pozostaniu w Wielkiej Brytanii. Angażował się mocno w działalność środowiska byłych żołnierzy Wojska Polskiego. Nie zważając na trudności, z jakimi wiązało się przejście ze służby wojskowej do życia cywilnego na obczyźnie starał się zapewnić życie na odpowiednim poziomie rodzinie, jak i nie rezygnować z działalności społecznej. Ten okres stanowi jednak (przynajmniej do 1955 r.) najmniej znaną część życia generała. Praca fizyczna, a później wysiłki zmierzające do stabilizacji przyniosły jednak efekty. Zamieszkał w Londynie, gdzie był świadkiem rozłamu jaki nastąpił między środowiskami wiernymi Prezydentowi RP Augustowi Zaleskiemu, a osobami, które opowiedziały się za gen. Andersem. Jako legalista stanął po stronie prezydenta, z czasem obejmując stanowisko Szefa Sztabu Głównego, zastępcy Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych i kanclerza Kapituły Orderu Virtuti Militari.

Wieloletnia praca dr. Jerzego Kirszaka zasługuje na uznanie i upowszechnianie. Przy pisaniu pracy wykorzystane zostały źródła zarówno w kraju, jak i zagraniczne (m.in. Biblioteka Polska i Instytut Sikorskiego w Londynie, Instytut Józefa Piłsudskiego w Ameryce oraz w Londynie, Instytut Hoovera). Zachowała się część zapisków Romana Szymańskiego, a autor mógł czerpać także ze wspomnień syna generała. Między innymi dzięki zbiorom rodziny Szymańskich udało się opublikować niezwykle obszerną jak na polskie warunki wkładkę zdjęciową. Dokumentuje ona całe życie Romana oraz jego najbliższej rodziny. Na plus należy zapisać także stronę edytorską. Prawie bezbłędna korekta, dobra jakość zdjęć (zajmujących mniej więcej jedną trzecią objętości) plus twarda oprawa stanowią, że książkę czyta się nie tylko dobrze pod względem językowym, ale także chętnie po nią sięga ze względów estetycznych. Wypada życzyć sobie, aby inne postacie, do tej pory mało znane, bądź nawet zapomniane znalazły chętnych do opracowania ich biografii na poziomie zbliżonym do tego, jaki zaprezentował Jerzy Kirszak.

Wracając do Marszów Szlakiem Pierwszej Kompanii Kadrowej warto dodać, że recenzowana książka została wręczona jako nagroda jednemu z laureatów konkursu historycznego o Józefie Piłsudskim i Legionach Polskich odbywającego się w czasie Marszu. Między innymi do takiego środowiska powinny trafiać podobne pozycje.

Dariusz Nowiński

Ocena recenzenta

Temat i treść: 10/10

Język, styl, kompozycja tekstu – 10/10

Forma wydawnicza: 10/10

Informacje o publikacji

Tytuł: Generał Roman Szymański. Żołnierz Pierwszej Kompanii Kadrowej. Zdobywca Monte Cassino

Autor: Jerzy Kirszak

Wydawnictwo: Instytut Pamięci Narodowej

Rok wydania: 2019

Ilość stron: 536 + 264 wkł. zdj.

Format: 175 x 250 mm

Okładka: twarda

ISBN: 978-83-8098-599-5

batalion harcerskiTrudno znaleźć jakikolwiek powód, by negatywnie ocenić jedną z kolejnych pozycji wydanych w serii „Przywrócić Pamięć” Oficyny Wydawniczej „Impuls”. Batalion Harcerski, to formacja, która nigdy nie miała okazji wejść do walki. Stworzony w listopadzie 1918 r. po pół roku został rozformowany, a jego członkowie znaleźli się na froncie w szeregach innych jednostek wojskowych. Dlaczego więc go sformowano i dlaczego nie udało się mu zaistnieć wśród tych pododdziałów, które krwawiły w walce z Ukraińcami, bolszewikami czy Czechami? Pomysł tworzenia własnych oddziałów wojskowych zrodził się w środowisku harcerskim jeszcze przed odzyskaniem niepodległości. Co prawda funkcjonowały wtedy struktury Polskiej Organizacji Wojskowej, ale kierownictwo harcerskie zwracało uwagę na przestrzeganie reguł wynikających z Prawa Harcerskiego, co nie zawsze byłoby możliwe jeśli harcerze roztopiliby się w masie peowiaków. Dlatego już 6 listopada 1918 r. podjęto decyzję o powołaniu harcerskiej władzy wojskowej (Wydział Wojskowy) i w każdym z okręgów harcerskich wyznaczono inspektora wojskowego.

O udziale harcerzy w rozbrajaniu Niemców i Austriaków w 1918 nie czas i miejsce w tym miejscu pisać, ale pokłosiem tych wydarzeń był rozkaz powołujący w Warszawie Batalion Harcerski. W jego składzie znaleźli się harcerze ze stolicy, Łodzi, Radomia, Kielc, Zagłębia Dąbrowskiego oraz wielu innych miejscowości. Przez pół roku nie tylko się szkolili, ale także pełnili w stolicy służbę, przede wszystkim wartowniczą. Przykładem poświęcenia w tym miejscu może być łodzianin Józef Hartman. Pełnił służbę na posterunku dwadzieścia cztery godziny, bo jego przełożony zapomniał dokonać zmiany. Przypłacił to zapaleniem płuc i śmiercią.

Właśnie takie postacie przybliża nam Oficyna Wydawnicza „Impuls” w reprincie „Batalionu Harcerskiego Wojsk Polskich. Zarys historyczny 1918-1919”. Wydana w 1939 r. książeczka stanowi cenny materiał do dziejów harcerstwa w okresie walk o odrodzoną Rzeczpospolitą. To zapis nie tylko tego, co działo się przez półroczny okres działania batalionu, ale także przykłady działań, których żaden z harcerzy nie musiał się wstydzić. Oprócz przywołanego powyżej Józefa Hartmana, można wspomnieć postać sierż. Mariana Pacholskiego, ciężko rannego w starciu z cywilnymi napastnikami. Biorąc pod uwagę fakt, że kadrę batalionu stanowili harcerze z przeszłością wojskową (najczęściej legionową) można też być pewnym, że poziom wyszkolenia jednostki stał na wysokim poziomie.

Oprócz części historycznej w reprincie znajdziemy też przykłady codziennego życia żołnierzy batalionu. Znaczna jego część, to przedruki z treści pisemek wydawanych przez harcerzy. Ukazywały się pod tytułami „Ordynans”, „Rekrut”, „Wartownik”, „Posterunek”, „Oferma Garnizonowa” i „Dekownik”, co już w samym nazewnictwie wskazuje na zmianę charakteru ich służby i postrzegania przez autorów sytuacji harcerzy. Stanowią one znakomitą ilustrację dystansu jaki mieli do swego położenia skauci. Brak odpowiedniego ekwipunku, niezbyt obfite wyżywienie, trudne warunki kwaterunkowe nie przeszkadzały im w utrzymaniu dobrego humoru.

Ostatnia część wydawnictwa, to lista żołnierzy Batalionu Harcerskiego. Z dużą radością odnajdowałem wśród wymienionych skautów tych, którzy pochodzili z mego miasta i znaleźli się w harcerskiej jednostce. To właśnie stanowi też znakomity materiał do poszukiwań dla tych, którzy pragną poszerzyć swą wiedze na temat historii harcerstwa swego regionu sprzed stu lat. Oczywiście pod warunkiem, że skauci z tych terenów mieli szansę na dotarcie do Warszawy. Wydawnictwo przygotowywane było przez osoby wchodzące w skład Batalionu Harcerskiego, co daje gwarancję, że zawierają one znaczną dawkę autentycznych przeżyć i atmosfery towarzyszącej skautom.

W Archiwum Akt Nowych zachowały się dokumenty źródłowe dotyczące Batalionu Harcerskiego, więc pewnym wyzwaniem badawczym jest opracowanie nieco szerszego wydawnictwa poświęconego tej wyjątkowej jednostce. Tym bardziej, ze w recenzowanej pozycji wyzyskano tylko niewielką ich część. Wielu z tych, którzy służyli w batalionie oddało w kolejnych miesiącach życie za Ojczyznę, ale także wielu z nich stanowiło o sile harcerstwa w Polsce w okresie międzywojennym. Warto by pamięć o nich nie zaginęła.

Dariusz Nowiński

Ocena recenzenta

Temat i treść: 10/10

Język, styl, kompozycja tekstu – 10/10

Forma wydawnicza: 10/10

Informacje o publikacji

Tytuł: Batalion Harcerski Wojsk Polskich. Zarys historyczny 1918-1919”

Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza „Impuls”

Rok wydania: 2018

Ilość stron: 108

Format: A6

Okładka: twarda

ISBN: 978-83-7850-615-7

78 general gustaw orlicz

Generał Gustaw Orlicz-Dreszer, to postać na wskroś przesiąknięta duchem patriotyzmu i godności żołnierskiej. Należał do tych dowódców wojskowych, którzy u boku Józefa Piłsudskiego zdobywali szlify oficerskie, a później wężyki generalskie. Uważany był zarówno przez Marszałka, jak i innych za dobrego dowódcę, zręcznego organizatora, a przede wszystkim za lojalnego podkomendnego. Biorąc pod uwagę fakt, że wywodził się z rodziny o zapatrywaniach narodowodemokratycznych musiał przejść dłuższą niż inni, aby zdobyć zaufanie Komendanta.

Po 1989 r. ukazały się dwie publikacje mające za zadanie przybliżyć postać generała. Autorem pierwszej, wydanej w 1993 r., był Piotr Kardela, a siedem lat później ukazała się książka Przemysława Olstowskiego. Pierwszy z autorów pokusił się o zarys biografii wojskowej i politycznej. Nie jest wykluczone, patrząc na objętość pracy i rok wydania, że jest to publikacja pracy magisterskiej. Natomiast druga z książek, to przygotowana do publikacji praca doktorska. Już na tej podstawie wydawałoby się, że osobą bardziej predystynowaną do napisania tekstu o Orlicz-Dreszerze jest obecny profesor Instytutu Historii PAN. Jednak, to aktualnemu dyrektorowi Oddziału IPN w Białymstoku powierzono zadanie opracowania merytorycznego tekstu poświęconego byłemu szefowi Ligi Morskiej i Kolonialnej. Drugim współautorem, odpowiedzialnym za dobór materiału ilustracyjnego jest Marcin Kruszyński.

Wydawałoby się, że postać Gustawa Orlicz-Dreszera, to przysłowiowy samograj. Od najmłodszych lat zaangażowany w walkę o polską szkołę w zaborze rosyjskim, jeden z przywódców młodzieży szkolnej w Częstochowie, oficer i zastępca Władysława Beliny-Prażmowskiego w kawalerii legionowej, dowódca 1 pułku szwoleżerów, a następnie brygady i dywizji jazdy. Autor pamiętnego wystąpienia skierowanego w listopadzie 1925 r. do Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, dowódca sił wiernych Marszałkowi w trakcie porządków majowych 1926 r. Następnie inspektor armii w Generalnym Inspektoracie Sił Zbrojnych, dowódca rewii kawalerii w 1933 r. w Krakowie z okazji 250-lecia wiktorii wiedeńskiej. Szef Ligi Morskiej i Kolonialnej, a wreszcie przez dwa tygodnie inspektor Obrony Powietrznej Państwa. Nimb bohatera nadały mu także okoliczności śmierci. Jeden z najbardziej zaufanych oficerów Józefa Piłsudskiego, to postać, która mogłaby być bohaterem nawet filmu ukazującego epokę..

Sięgając po album wydany przez Instytut Pamięci Narodowej byłem przekonany, że stanowił on będzie niezwykle cenne wydawnictwo, które będzie nie tylko ozdobą jednej z wielu półek, ale także okazją do uczty intelektualnej. Niestety, oczekiwania te spełniły się tylko częściowo. Posiadając książkę Przemysława Olstowskiego, nie spodziewałem się, że z kilkudziesięciostronicowego opisu postaci dowiem się czegoś nowego. Chciałem tylko zorientować się, na jakie elementy życia i charakteru autor zwrócił największą uwagę. Okazuje się jednak, że każda książka może zaskoczyć.

Spróbuję pokrótce wskazać te informacje, które stanowiły dla mnie novum. Okazuje się, że I Brygada Legionów Polskich funkcjonowała już w sierpniu 1914 r. (str. 23) oraz, że oddział Beliny działał do 10 października tego samego roku w okolicach Końskich, jak rozumiem nie uczestnicząc w walkach w okolicach Nowego Korczyna czy Opatowca (str. 24). Stronę dalej dowiedziałem się, że Orlicz był w Częstochowie 30 X 1914 r. i wtedy zwerbował dwa plutony ochotników do kawalerii, a całe to przedsięwzięcie związane było z operacją znaną jako „Ulina Mała”. Koniec roku Dreszer spędził w Rajbroju, a będąc członkiem (Oficerskiego) Sądu Honorowego zajmował się kwestiami odznaczeń dla wyróżniających się ułanów. Nie wiem jednak gdzie dokładnie zlokalizowana była ofensywa, która zdaniem autora przeprowadzona została na południe od Wisły (str. 27) Na tej samej stronie okazuje się, że ułani przebywali w tajemniczym Słupiu i nie mniej nieznanych Domarodzicach. Na kolejnej stronie kolejna nieznana miejscowość – Wołczek. Autor twierdzi, wbrew temu, co ustalił Przemysław Olstowski, że Orlicz został dowódcą dywizjonu kawalerii w 1915 r. i ze piastował stanowisko zastępcy dowódcy pułku. Kurs, w którym uczestniczył Orlicz miał miejsce w Zegrzu, a nie Zgierzu (str. 29). Do daty 19 grudnia czuję się niezwykle mocną estymę, która wynika jednak z tego, że w tym dniu obchodzę imieniny, a nie dlatego, że rzekomo (wg autora) 1 pułk szwoleżerów (wtedy nie noszący jeszcze tej nazwy) stoczył bitwę pod Dołhobyczowem. Piotr Kardela jest historykiem, a nie matematykiem, więc być może dlatego nie potrafił dokładnie podać wieku bohatera albumu. O ponad rok pomylił się w jego wieku (str. 37). W 1920 r. Juliusz Rómmel był pułkownikiem, a nie generałem. Kolejna rzecz, o której się dowiedziałem, to taka, że Dreszer już 17 kwietnia 1920 r. brał udział w walkach armii gen. Sikorskiego na froncie północnym. Ciekawostką jest także to, że to gen. Jan Sawicki dowodził w czasie wydarzeń majowych pułkiem popierającym Marszałka. W swej ignorancji sądziłem, że ten generała walczył po stronie rządowej i zajmował nieco wyższe stanowisko niż dowódca pułku (str. 47). To, że funkcjonował Sztab Główny wiem, ale że działał też Główny Inspektorat Sił Zbrojnych (str. 50) nie wiedziałem, choć moje zdezorientowanie pogłębił fakt, że kilka stron dalej pojawia się Generalny Inspektorat. Na stronie 51 występuje rotmistrz Protasowicki, choć ja słyszałem, ze podkomendnym generała był Protassowicki. Myślę, że również rzekome spotkanie między Orlicz-Dreszerem, a gen. Sikorskim przed południem 12 maja 1935 r. (jak twierdzi autor po śmierci Józefa Piłsudskiego) powinno być zdecydowanie zakwestionowane, a nie potraktowane jako mało prawdopodobne.

Zdziwiony taka ilością błędów postanowiłem sięgnąć do źródła, czyli do książki wydanej przez Piotra Kardelę w 1993 r. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że tekst w albumie, to nieomalże to samo, co ukazało się przed ćwierć wiekiem. Jedyne różnice, to błędy powstałe przy przepisywaniu tekstu (m.in. błędna data bitwy pod Dołhobyczowem). Wydaje się, że w dobrze pojętym interesie zarówno autora, jak i wydawnictwa byłoby poświęcenie większej uwagi korekcie.

Na szczęście album ma ponad dwieście stron więcej niż tekst Piotra Kardeli. Jako uzupełnienie zamieszczono relację Cypriana Odorkiewicza dotyczącą wydarzeń w listopadzie 1918 r. w Chełmie, gdzie oddziałami polskimi rozbrajającymi Austriaków dowodził Gustaw Orlicz-Dreszer. Blisko dwieście stron zajmują zdjęcia i dokumenty. Ich wyboru dokonał Marcin Kruszyński. Obrazują one panoramę życia generała. Znajdziemy wśród nich zarówno fotografie, które znane są z innych publikacji, jak i takie, które nie pojawiają się w powszechnym dostępie. Większość z nich dotyczy oczywiście wojskowej strony życia generała, ale trafimy też na chwile wypoczynku (np. polowania). Uzupełnieniem są reprinty czasopism i dokumentów, które związane są z bohaterem publikacji, I właśnie dla nich warto nabyć recenzowaną pozycję. W znakomitym stopniu zacierają one nie najlepszy odbiór części opisowej. To właśnie dla tej części warto nabyć recenzowaną pozycję, która zapewne na długi czas będzie najobszerniejszym źródłem ilustrującym życie i działalność wybitnego Polaka. Wydaje się, że optymalnym rozwiązaniem jest postawienie obok siebie na półce dwóch książek: pracy Przemysława Olstowskiego i przedmiotowego albumu.

Dariusz Nowiński

Ocena recenzenta

Temat i treść – 8/10

Język, styl, kompozycja tekstu – 7/10

Forma wydawnicza – 9/10

Informacje o publikacji

Autor: Piotr Kardela, Marcin Kruszyński

Tytuł: „Generał Gustaw Orlicz-Dreszer 1889-1936”

Wydawca: Instytut Pamięci Narodowej

Rok wydania: 2018

Format: 215 x 300 3mm

Okładka: twarda

Liczba stron: 272

ISBN: 978-83-8098-483-7

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version