Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

Dariusz Nowiński

Dariusz Nowiński

URL strony:

18 Sty

Straż nad Prosną

Opublikowano w Recenzje

straz nad prosnaKsiążek poświęconych historii harcerstwa na rynku wydawniczym nie jest wcale mało. Te poświęcone historii odwołują się często się do wydawnictw przedwojennych, które są trudno osiągalne. Tym większa więc zasługa Oficyny Wydawniczej „Implus”, że podjęła się trudu przywracania szerszemu gronu czytelników prac powstających w okresie międzywojennym. Kolejną pozycją wydaną w serii „Przywrócić Pamięć” jest „Straż nad Prosną. Jednodniówka Jubileuszowa Harcerstwa Ziemi Kaliskiej”. Ze względu na fakt, że wydawnictwo obejmuje okres dwudziestu pięciu lat, musiało ono mieć charakter przekrojowy.

Interesując się historią skautingu, z zazdrością zerkam na opracowanie sprzed ponad osiemdziesięciu lat. Ilość pojawiających się nazwisk osób tworzących pierwsze drużyny na terenie ziemi kaliskiej, wspomnienia z pracy najpierw pod zaborem rosyjskim, a później okupacją niemiecką wywołują u mnie uczucie lekkiej zazdrości, gdyż skauting łódzki będący głównym przedmiotem mojego zainteresowania nie posiada tak dobrego opracowania swych korzeni.

Wspomnienia druhów tworzących struktury skautowe w Kaliszu i okolicach bywają niekiedy zaskakujące. Jeden z nich opisuje, że o przynależności do drużyny nie wiedzieli nie tylko szkolni koledzy, ale także rodzice. Zastanawiające musi być jak tłumaczyli znikanie na całe niedziele, gdyż w ten dzień odbywały się zajęcia. Na szczęście wsparcie otrzymywali od części grona nauczycielskiego szkół, do których uczęszczali.

Skauting, to nie tylko miłe chwile spędzane na łonie natury w gronie przyjaciół, ale także praca niepodległościowa, która narażała młodych ludzi na represje. Przykład udanej akcji przeciwko carskiemu zaborcy opisuje Henryk Głowania. Udaremnienie akademii ku czci Romanowych w jednej ze szkół oraz wyłączenie iluminacji na ulicach Kalisza spowodowało zesłanie w głąb Rosji pięciu członków Komendy Drużyny Skautowej oraz Związku Młodzieży Niepodległościowej.

Nie brakuje też wspomnień dotyczących organizacji poczty skautowej obsługującej połączenia listowe na trasie Kalisz-Sieradz-Łódź-Piotrków. Odgrywało to znaczną rolę w utrzymywaniu kontaktu pomiędzy żołnierzami Legionów Polskich a ich bliskimi. Współpraca z Polską Organizacją Wojskową, rozbrajanie Niemców oraz udział w walkach o granice Rzeczypospolitej, to kolejne elementy obecne na kartach wydawnictwa.

Nie zabrakło tez tekstów przygotowanych przez żeńską część kaliskiego harcerstwa. Dotyczą one zarówno początków działalności jak i okresu międzywojennego. Tego ostatniego dotyczą też fragmenty poświęcone kilkunastu drużynom męskim. Niewątpliwą wartością jest też wykaz drużyn należących do hufców (męskiego i żeńskiego) w okresie gdy powstawała publikacja.

Recenzowane wydawnictwo z pewnością zasługuje na uwagę historyków harcerstwa, jak i regionalistów. Stanowi swoistą kopalnię wiedzy na temat organizacji młodzieżowych działających na ziemi kaliskiej, a przed wszystkim pozwala poznać wielu bezimiennych do tej pory bohaterów, którzy swym zaangażowaniem doprowadzili do odzyskania przez Polskę Niepodległości. Warto wspomnieć, że jednym z kaliskich skautów był późniejszy pułkownik pilot Stanisław Skarżyński, który w 1933 r. wsławił się jako pierwszy Polak przelotem przez Atlantyk.

Dariusz Nowiński

Ocena recenzenta

Temat i treść: 9/10

Język, styl, kompozycja tekstu – 9/10

Forma wydawnicza: 9/10

Informacje o publikacji

Tytuł: Straż nad Prosną. Jednodniówka jubileuszowa harcerstwa ziemi kaliskiej.

Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza „Impuls”

Rok wydania: 2017

Ilość stron: 208

Format: 120x160 mm

Okładka: twarda

ISBN: 978-83-8095-294-2

T318452Adam Uziębło w swoich wspomnieniach „Niepodległość socjalisty” wspomina zdarzenie, jakie miało miejsce w Zakopanem przed 1914 r. Był wówczas członkiem „Strzelca” i dla celów propagandowych poruszał się po mieście w mundurze. Pewnego dnia, wracając z nart spotkał Jerzego Żuławskiego, który w prześmiewczy sposób zaczął wypytywać go o to, jaki to mundur, gdzie oznaczenie stopni itd. Uznał działalność prowadzoną przez strzelców za zabawę i na dodatek niebezpieczną. Uziębło wspomina, że poeta wkrótce napisał słynny wiersz zaczynający się od słów „Synkowie moi, poszedłem w bój”, przywdział mundur strzelecki i w nim zginął.

Jerzy Żuławski, to postać, która zamyka listę stu dwudziestu siedmiu oficerów Legionów Polskich, którzy w latach 1914-1916 zginęli i zmarli. 9 sierpnia 1914 r., zabierając z domu szablę swego ojca, której używał on w powstaniu styczniowym, zgłosił akces do formujących się oddziałów strzeleckich. Wbrew przytoczonemu powyżej wspomnieniu nie zginął, ale zmarł na tyfus równo po roku służby.

Autorem biogramów zmarłych i poległych oficerów jest Marek Gałęzowski. Twórcy osobom zainteresowanym historią Legionów nie trzeba przedstawiać. Dla porządku warto wspomnieć, że w swoim dorobku posiada biografię ppłk. dr. Wacława Lipińskiego, monumentalną książkę o Żydach w Legionach Polskich pt. „Na wzór Berka Joselewicza” czy równie imponującą pozycję „Wierni Polsce. Ludzie konspiracji piłsudczykowskiej 1939-1945”. Recenzowana książka nosi tytuł „My idziemy w zórz świtanie… Sylwetki oficerów Legionów Polskich poległych i zmarłych w walce o niepodległość w latach 1914-1916” i została przygotowana na stulecie odzyskania Niepodległości.

Wśród zaprezentowanych postaci znajdziemy nazwiska tak znane, jak Albin Fleszar ps. „Satyr”, Stanisław Zwierzyński „Sław”, Kazimierz Piątek „Herwin”, Stanisław Długosz „Jerzy Tetera”, Zbigniew Dunik-Wąsowicz czy Jerzy Kisielnicki „Topór”. Najmłodszy z nich, ppor. Władysław Tęcza „Kondycki”, w chwili śmierci na polu walki miał siedemnaście lat. Najstarszy, to czterdziestosześcioletni kapitan Bolesław Rutkowski, który zmarł z powodu choroby serca. Mieli różne talenty i pasje. Niektórzy stworzeni byli do dowodzenia ludźmi, inni dużo wcześniej ujawnili swe talenty artystyczne. W momencie śmierci przeciętnie mieli dwadzieścia kilka lat. Większość znalazła śmierć w boju, a zdecydowana większość pośmiertnie otrzymała najwyższe odznaczenie bojowe w postaci Krzyża Orderu Wojennego Virtuti Militari.

Niewątpliwą zaletą recenzowanej książki jest umieszczenie przez autora cytatów pochodzących z wniosków odznaczeniowych oraz pośmiertnych wspomnień. Niepublikowane wcześniej znacząco podnoszą wartość omawianej pozycji. Duża ilość materiału ikonograficznego powoduje, że zapoznawanie się z tekstem nie jest nurzące. Nie brakuje też wykazu źródeł i opracowań. W połączeniu z wydaną kilkanaście lat temu „Listą strat Legionów Polskich 1914-1918” Janusza Ciska i Kamila Stepana stanowi omawiana książka kompendium wiedzy na temat ofiary, jaką poniosła pierwsza ochotnicza formacja zbrojna z czasów Wielkiej Wojny. Trudno sobie wyobrazić historyka zajmującego się polskim czynem niepodległościowym, który nie miałby na swej półce książki Marka Gałęzowskiego, choć ze względu na przystępną formę i zakres informacji polecić ją można każdemu, kto interesuje się Legionami Polskimi.

Dariusz Nowiński

Ocena recenzenta

Temat i treść: 10/10

Język, styl, kompozycja tekstu – 10/10

Forma wydawnicza: 10/10

Informacje o publikacji

Tytuł: „My idziemy w zórz świtanie… Sylwetki oficerów Legionów Polskich poległych i zmarłych w walce o niepodległość w latach 1914-1916”

Autor: Marek Gałęzowski

Wydawnictwo: Instytut Pamięci Narodowej

Rok wydania: 2019

Ilość stron: 304

Format: 170x240 mm

Okładka: twarda

ISBN: 978-83-8098-685-5

67 historia iv ej dywizji st 200Oficyna Wydawnicza „Impuls” w swojej serii „Przywrócić Pamięć” koncentruje się głownie na tytułach dotyczących początków harcerstwa oraz okresu międzywojennego, ale od czasu do czasu można trafić wśród wznawianych pozycji na książki poświęcone walkom o odzyskanie niepodległości. Jednym z wolumenów dotyczących tej tematyki jest reprint pracy autorstwa Tadeusza Kawalca (to nie pierwsze ze wznowień tego autora) poświęconej historii IV Dywizji Strzelców generała Lucjana Żeligowskiego. Generał osobom zainteresowanym historią kojarzy się najczęściej z tzw. buntem Żeligowskiego, który doprowadził do zajęcia Wileńszczyzny w 1920 r. Jednak jego historia nie rozpoczyna się wcale wraz z wojną z bolszewikami. Miał okazję walczyć z nimi jeszcze przed odrodzeniem państwa polskiego.

Historia IV Dywizji Strzelców sięga sierpnia 1918 r., kiedy to na Kubaniu (na Kaukazie) rozpoczęło się formowanie polskich oddziałów z byłych żołnierzy Korpusów Polskich na Wschodzie. Konieczność zapewnienia utrzymania i uzbrojenia nowotworzonych jednostek zmuszała dowództwo do podjęcia zbrojnych starć z bolszewikami. Dzięki wytrwałości przełożonych oraz zaangażowaniu i bitności żołnierzy udało się sformować Dywizję, dać jej poczucie własnej wartości i przede wszystkim wzbudzić respekt u przeciwnika.

W grudniu 1918 r. oddział przeniósł się do Odessy. Tam musiał podjąć walkę z wojskami ukraińskimi dowodzonymi przez atamana Petlurę. Dywizja wsławiła się m.in. obroną Odessy prowadzoną wraz z oddziałami francuskimi, co skutkowało tym, że z czasem przeszła na utrzymanie i żołd francuski. Co prawda formalnie wchodziła w skład Błękitnej Armii gen. Hallera, ale zamiarem dowództwa było jak najszybsze poddanie się pod rozkazy Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego.

Przejście do Besarabii, a następnie do Polski, to końcowe fragmenty działalności dywizji pod dotychczasowa nazwą. Jednak zanim doszło do połączenia z z pułkami Wojska Polskiego, siły dowodzone przez Lucjana Żeligowskiego odegrały ważną rolę w obronie Stanisławowa. W lipcu 1919 r. w oparciu o 13, 14 i 15 pułk strzelców połączonych z 28, 29 i 31 pułkami piechoty sformowana została 10 Dywizja Piechoty, a jej dowództwo objął gen. ppor. L. Żeligowski.

Autor przygotowując historię dywizji oparł się w bardzo dużym stopniu na wspomnieniach oficerów Dywizji oraz zgromadzonych przez nich dokumentach. Wśród tych, którzy dzielili się swą wiedzą z Tadeuszem Kawalcem byli późniejsi generałowie Wiktor Thommee i Stanisław Małachowski. Oficerów służących w Dywizji, którzy sięgnęli po szlify generalskie było jeszcze więcej.

Oceniając recenzowaną pozycję warto zwrócić uwagę, na fakt, że krótki okres dzielący walki oddziału od momentu napisania jego historii ma swoje plusy i minusy. Do plusów należy zbieranie relacji, które zawierają fakty, jakie nie zatarły się jeszcze w pamięci. Minusem był brak możliwości skorzystania z dokumentów opracowanych przez zawodowych historyków, które na pewne wydarzenia i procesy mogły rzucić nowe światło. Nie zmienia to faktu, że dzięki temu otrzymaliśmy pozycję, która w znacznym stopniu oddaje ducha, jaki towarzyszył dowódcom i żołnierzom IV Dywizji Strzelców. Oprócz powodów do dumy pokazuje też momenty załamania części kadry oficerskiej, które na szczęście nie wpłynęły negatywnie na funkcjonowanie oddziału.

Warto, aby po tę pozycję sięgnęli zarówno ci, którzy interesują się historią wojskowości w sposób ogólny, jak i te osoby, które pragną poznać historię 10 Dywizji Piechoty, której pułki kontynuowały tradycję formacji dowodzonej przez gen. Żeligowskiego. Natomiast pasjonaci, zamierzający wejść z większą szczegółowością w dzieje tej dywizji sięgną niewątpliwie po książkę jej poświęconą, która ma się ukazać w pierwszej połowie 2020 r.

Dariusz Nowiński

Ocena recenzenta

Temat i treść: 9/10

Język, styl, kompozycja tekstu – 9/10

Forma wydawnicza: 10/10

Informacje o publikacji

Tytuł: Historia IV-ej Dywizji Strzelców generała Żeligowskiego w zarysie

Autor: Tadeusz Kawalec

Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza „Impuls”

Rok wydania: 2017

Ilość stron: 76

Format: 120x160 mm

Okładka: twarda

ISBN: 978-83-8095-228-7

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version