Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

04 Cze

Szczypiorniak

Opublikowano w Ciekawostki
szczypiorniakSzczypiorniak. Lapidarnym zdaniem - "leguny wykombinowali grę", można podsumować genezę piłki ręcznej w Polsce. To właśnie internowani po kryzysie przysięgowym w 1917 roku, legioniści Józefa Piłsudskiego zainaugurowali pierwsze rozgrywki w tą popularną do dzisiaj grę. Piłka była zwykłym workiem wypchanym gazetami i szmatami, boiskiem - międzybarakowa przestrzeń, zaś same reguły doskonale wpisywały się w obozową rzeczywistość, ze względu na deficyt obuwia - więc jego oszczędność, szybko wypierając kopaną jej odmianę. Nowa gra stała się więc panaceum na obozową nudę, jak wspominał słynny poeta Władysław Broniewski - "koledzy całe dnie biegali za szmacianką, a zabawa ta tak podbiła ich serca, że zapominali o internowaniu. A wieczorami śpiewali żołnierskie pieśni i wznosili na cześć Komendanta okrzyki".

   pdsW 1907 roku krakowski zjazd Związku Młodzieży Polskiej „Zet” uchwalił zerwanie stosunków związku z Ligą Narodową, po opowiedzeniu Romana Dmowskiego po stronie Rosji. Decyzja ta został zawieszona na rok czasu, jednak kolejny zjazd „Zetu” w 1908 roku ją potwierdził. Z Ligi wystąpił także Narodowy Związek Robotniczy.

   W dniu 15 października przebywający w Krakowie działacze NZR w porozumieniu z „zetowcami” powołali Polski Związek Wojskowy. Inicjatorem jego powołania był Aleksander Mikuliński, członek Zarządu Głównego NZR. Wspomagali go Ludwik Skoczylas oraz Józefat Bohuszewicz, byli członkowie Ligi i redaktorzy „Myśli Wszechpolskiej”.

  

stanisaw-jasterStanisław Jaster urodził się 20 sierpnia 1892 roku w Warszawie jako syn Jana Gustawa i Marianny z domu Leszczyńskiej. 25 września 1892 roku został ochrzczony w warszawskiej parafii Ewangelicko-Augsburskiej. Wpisu do ksiąg metrykalnych kościoła dokonał ks. Wosel.

    Pierwsze lata edukacji odbył w czteroodziałowej szkole przy parafii Ewangelicko-Augsburskiej, do której uczęszczał w latach 1901-1906. Maturę z kolei uzyskał w roku 1911 w prywatnym Gimnazjum Realnym im. Konopczyńskiego w Warszawie. Podczas nauki w tej szkole związał się z tajnym polskim skautingiem. Studia rozpoczął w 1911 roku na Politechnice Lwowskiej, gdzie uczęszczał przez cztery semestry na budowę maszyn. Równocześnie wstąpił w szeregi II plut. 1 komp. akademickiej (szkoła podoficerska) Polskich Drużyn Strzeleckich we Lwowie. W roku 1912 został słuchaczem szkoły podchorążych PDS, którą ukończył w stopniu podoficera-kadeta.

Lwowskie aspiracje Przemyśla

Prowincjonalnemu Przemyślowi bliżej było do Lwowa niż do Krakowa. Transmisja prądów kulturowych i wszelkich wzorców płynęła głównie z miasta nad Pełtwią. Te szczególne więzi zostały zerwane po drugiej wojnie światowej. Dzisiaj Przemyśl, nazywany przez niektórych „Małym Lwowem”, jest najlepszym punktem wypadowym na Ukrainę, do Lwowa i na dawne polskie Kresy.

Przemyśl jak i Lwów miał obrońców, którzy jako pierwsi bronili „swoich” miast w listopadzie 1918 r. Nazwano ich dumnym mianem „Orląt” - lwowskich i przemyskich. We Lwowie powstał najsłynniejszy polski cmentarz wojskowy - Cmentarz Obrońców Lwowa, gdzie pochowano poległych w walkach z Ukraińcami o Lwów i Małopolskę Wschodnią, a później zmarłych już w czasie pokoju weteranów-obrońców miasta Semper Fidelis.  Przemyśl nie chciał być gorszy. Do początków lat trzydziestych XX wieku gród nad Sanem nie dysponował wydzieloną nekropolią wojskową, gdzie miejsce pochówku znaleźliby obrońcy miasta w listopadzie 1918 r. i w walkach o granice II Rzeczypospolitej. Polegli w listopadowych walkach u zarania niepodległości z Ukraińcami zostali pochowani w jednym zbiorowym grobowcu i w licznych pojedyńczych mogiłach, rozproszonych po kilku przemyskich cmentarzach. W 1930 r. powstała idea, która miała zmienić ten stan rzeczy. Wzór czerpano z pewnością ze Lwowa.

Pułkownik Kutner, zastępca płk Hallera w II Brygadzie słynął na całą armię ze sklerozy. Leguni niejednokrotnie wyszydzając tą przypadłość, płatali staremu Austriakowi niezbyt mądre kawały.
Pewnego razu narobili "co nieco" na ścieżkę, którą ten się przechadzał. Złapani jednak na precederze, zostali z miejsca spisani z zamiarem późniejszego ukarania. Kutner zapomniał jednak zanotować szczegóły  przestępstwa i wymiar kary.
Kilka dni później ... obaj legioniści zostali odznaczeni srebrnymi krzyżami za waleczność.

W tym, że żołnierze Piłsudskiego grali w piłkę nie ma nic dziwnego. Rekrutowali się z Galicji, byłego zaboru austriackiego, w której przedwojenne piłkarskie tradycje były bardzo silne. Mocne drużyny istniały nie tylko w Krakowie i Lwowie, ale też w mniejszych miastach regionu. Już pod koniec XIX w. Na krakowskich Błoniach regularnie trenowano football. Gdy wybuchła wojna i piłkarze poszli w kamasze, w większych oddziałów istniała jakaś drużyna.
[...]
Stroje, z resztek mundurów, uszyła legionistom lwowska Liga Kobiet. Lwowianki zapewniły też piłkę do treningów. Legia (nazywana też Drużyną Legionową) grała gdzie się dało. Ogrywała inne zespoły wojskowe, a na jej meczach bywał sam komendant Piłsudski. Do Warszawy trafiła z frontem wiosną 1917 r. Tu wzbudziła zainteresowanie jako zespół z najlepszych galicyjskich piłkarzy. Dużą publiczność miał zremisowany 1:1 mecz z Polonią. Z kolei gdy w czerwcu tego roku Legia pojechała do Krakowa i wygrała 2:1, tamtejsza prasa potraktowała spotkanie jak derby. "Legia składa się głównie z najlepszych graczy Cracovii sprzed trzech lat, tak że wczorajsze zawody miały charakter rodzinny, bratania się, a nieraz ustępowania i omyłek, tłumaczących się tym, że gracze często zapominali, kto przeciwko komu gra" - pisał Ilustrowany Kurier Codzienny. Zespół w praktyce przestał istnieć, gdy rozpoczął się kryzys przysięgowy i polskich żołnierzy internowano.

Całość>> Legia, drużyna najbardziej piłsudska. Ale kiedy powstała? Kuba Dybalski, 20 maja 2012, www.sport.pl

27 Mar

"Kapral" sarna

Opublikowano w Legionowe anegdoty

Przez dłuższy czas nie mieliśmy na naszym odcinku frontu żadnych walk, pozwoliło na to na rozbudowę naszych umocnień. Na przedpolu, poza zasiekami wykopaliśmy tzw. wilcze doły - okrągłe dziury o średnicy około 1 m i dwumetrowej głębokości, ze sterczącym na dnie, ostro zakończonym palem. Pomiędzy dołami rozciągaliśmy druty nisko nad ziemią, miały one spowodować potknięcie.`Dalej na przedpolu, znajdowały się pola minowe przygotowane przez saperów.
Pracowałem przy wilczych dołach, gdy od ziemianek nadbiegł sarni koziołek, przeskoczył przez wszystkie rzędy drutów, nie wpadł do żadnego z wilczych dołów, zerwał jednak minę i nim wybuchła, był już w krzakach.
Opowiadano mi potem, że z dowództwa pułku telefonowano:
- Kto zerwał mine przy pierwszym baonie?
Odpowiedziano - sarna.
- Kapral Sarna jutro do raportu karnego pułkowego!
Do kaprala Sarny wszystko było podobne, każdy zbytek.

Anegdotę zaczerpnąłem ze wspomnień Stanisława Mirka pt. "Opowieści Legionisty". Dariusz Nowiński.

pomnikWspominając polskich ułanów odrodzonej Rzeczypospolitej XX w. „idziemy” kluczem rocznicowych dat związanych z tymi bohaterami. Jesienią minęła kolejna ważna data, mianowicie rocznica śmierci najmłodszego uczestnika „Siódemki Beliny” – ppłk. Antoniego Jabłońskiego. Zginął od zbłąkanej kuli w ostatnich godzinach wojny polsko-radzieckiej jako dowódca 11 Pułku Ułanów. Od rany postrzałowej zmarł w szpitalu we Lwowie. Był to kolejny Wielki Polak, który oddał życie za Ojczyznę. Niektórzy uważali nawet, że mógł być następcą Piłsudskiego. Żył tylko 24 lata. Kawaler Virtuti Militari 5kl.

Dom rodzinny, dom polski

   Rodzina Jabłońskich h. Dąbrowa w chwili urodzenia Antoniego, tj. 13 VI 1896 r., mieszkała we własnym dworze Usarzów w ziemi sandomierskiej. Ojciec Zdzisław otrzymał ten dworek w spadku po swoim ojcu Józefie, który posiadał majątki Usarzów i Rudniki. Zdzisław Jabłoński zmarł na raka w 1934 r. W czasie I wojny sprzedał część majątku, aby wyposażyć syna i jego ułanów w konie i oporządzenie wojskowe. Zarówno ojciec Antoniego jak i matka, Maria z Prawdzic-Szczawińskich, związani byli z polskim ruchem niepodległościowym. Ona była blisko związana konspiracyjnie z Piłsudskim, który wiele razy przebywał w Usarzowie. Dwór ten był miejscem kontaktowym i przerzutowym bojowców PPS z Małopolski do Kongresówki. Maria Jabłońska zmarła w Sandomierzu w 1965 r. Oprócz Antka państwo Jabłońscy mieli jeszcze 2 córki – Wandę i Janinę, obie chorowały na gruźlicę, Janeczka zmarła jako dziecko. Drugi syn Józef po śmierci ojca przejął Usarzów i gospodarzył do II wojny, zginął w Katyniu w 1940 r.

   Dziad Edward Jabłoński walczył pod Langiewiczem w 1863 r., za co został zesłany przez Rosjan na Sybir, a jego majątki: Domaradzice i Zagorzyce skonfiskowano. Antoniego pradziad po kądzieli, Feliks Prawdzic-Szczawiński, walczył w powstaniu listopadowym, a dziad Antoni Prawdzic-Szczawiński w powstaniu styczniowym pod Czachowskim. Zatem trudno byłoby, aby w rodzinie o tak patriotycznych polskich tradycjach, dzieci Marii i Zdzisława, w tym i wspomniany tu Antoni, nie włączyli się do walki o niepodległość Polski, jako kolejne pokolenie Jabłońskich. Tym razem walka z najlepszym skutkiem dla Ojczyzny.

   Dworek, w którym wychowywał się Antoni Jabłoński (dziś już nieistniejący), był modrzewiowy, kryty gontem, parterowy, z gankiem wspartym na czterech kolumnach. Dom postawiono na wysokiej skarpie, za nim znajdował się piękny ogród z uroczym strumykiem oddzielającym dwór od wsi.

   Tuż po I wojnie dobra Usarzów liczyły 320 mórg. Zabudowania folwarczne posiadały dwa czworaki zamieszkałe przez 10 rodzin pracowników dworu i budynki gospodarcze: oficyny, winiarnie, cielętniki, obory, stodoły, kuźnię, no i oczywiście dwie stajnie: fornalską i cugową. We dworze było 14 fornali, każdy miał „pod sobą” 2 pary koni, cugowych rumaków było 4.

   Okolica była (i nadal jest) przepiękna, bogata w urodzajne sandomierskie czarnoziemy, piękne lasy, jary, wąwozy oraz zabytki. Dzieci urządzały wędrówki do okolicznych ruin w Osolinie, Międzygórzu i do starego zamczyska Krzyżtopór w Ujeździe, zniszczonego jak i wiele innych wspaniałych polskich zamków przez szwedzkich barbarzyńców w czasie Potopu. W niedzielę gromadnie zajeżdżano bryczkami i konno do kościoła w pobliskich Goźlicach.

Szkoła

   Naukę w szkole średniej Antoni rozpoczął w 1908 r. w radomskiej „Handlówce” (Szkole Handlowej). Brał udział w „Zarzewiu” (organizacji niepodległościowej) i współprzewodniczył radomskiemu oddziałowi innej niepodległościowej organizacji młodzieżowej „Pet”. W 1913 r. zdał maturę i jesienią tego roku rozpoczął studia na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie na Wydziale Przyrodniczym. Wstąpił tam do Związku Strzeleckiego, do którego należał już jego kolega z rodzinnych stron, Władysław Belina-Prażmowski. We Lwowie zetknął się także z Piłsudskim. Jabłoński zwracał na siebie uwagę inteligencją, wielką wolą walki o niepodległość, chęcią podnoszenia własnych kwalifikacji wojskowych. Pierwsze wakacje 1914 r. postanowił spędzić na szkoleniu wojskowym w ZS i w lipcu uczestniczył w kursie strzeleckim w krakowskich Oleandrach. W sierpniu 1914 r. został wybrany przez Belinę do pierwszego patrolu i wyruszył 2 VIII z sześcioma kolegami do Królestwa w opisywanej już i na naszych łamach „Siódemce Beliny” (patrz: KULTURA i BIZNES nr 2 i 3).

W Legionach Polskich…

jablonski

   6 VIII 1914 r. Antoni Jabłoński wyruszył w składzie 1. Kompanii Kadrowej do Królestwa, do zaboru rosyjskiego, już jako ułan drugiego Patrolu Beliny. Wg Józefa Kolca-Smoleńskiego, Pierwsza Kompania Kadrowa wyruszyła o godz. 4.00, natomiast patrol Beliny o 3.30. Będąc dzielnym żołnierzem i zdolnym dowódcą, szybko rozpoczął „karierę oficerską”. Zaczynał ją od dowódcy 1. Sekcji w 1. Plutonie J. Głuchowskiego (dowódcą 2. Sekcji był A. Strug, a 3. Wieniawa). Niebawem powierzono mu dowodzenie plutonem. W dniu 1 stycznia 1915 r. (jeszcze jako 18-latek) został mianowany ppor. kawalerii i adiutantem dywizjonu kawalerii. W 1917 r. w stopniu porucznika został zastępcą dowódcy 1. szwadronu, był także wykładowcą w szkole oficerskiej w Ostrołęce, w ramach 1. p. uł. LP, wykładał terenoznawstwo.

   Po kryzysie przysięgowym (1917 r.) został internowany w Benjaminowie, gdzie przebywał do marca roku następnego.
J   abłoński brał udział w większości bitew I Brygady. Całą kampanię w Legionach odbył w kawalerii, u boku legendarnego Beliny-Prażmowskiego.

Jadą ułani, jak malowani
Szwadron cały lotem strzały
Po zwycięstwie gna,
Jedzie Belina, płacze dziewczyna,
Bo już czuje, że zrabuje, co się tylko da.

   Po powrocie z internowania, krótkiej nauce w Uniwersytecie Jagiellońskim (studia rolnicze pod kątem zarządzania majątkiem rolniczym), w listopadzie 1918 r. Antoni zorganizował dywizjon jazdy kawalerii, wyposażony przez jego rodziców w konie i oporządzenie. A konie z hodowli ojca były najlepsze, więc Antek jeździł i walczył na koniach rodzimego chowu: na skarogniadym Selimie (doskonałym skoczku) i jego bracie, jasnogniadym Pajacu.

Ułani – ułani siwe konie macie,
Pojadę za wami, jednego mi dacie.
Bo już tu nie mogę wysiedzieć spokojnie,
Gdy mój miły Jasio daleko na wojnie(…)

11 puł   Dywizjon, jaki utworzył Antoni Jabłoński, był zalążkiem 11 Pułku Ułanów Legionowych. 17 XII 1918 Jabłońskiego awansowano na rotmistrza, w styczniu 1919 r. mianowano go d-cą dywizjonu jazdy imienia własnego, który 16 marca przeformowano na 11 pułk ułanów. Jabłoński został zastępcą dowódcy tego pułku. Był ranny w walkach o Wilno 19 IV 1919, w następstwie czego przewieziony został do szpitala w Warszawie. Po kilku tygodniach rekonwalescencji wrócił do służby. W listopadzie tego roku ukończył wojenny kurs w Szkole Sztabu Generalnego i został mianowany szefem III oddziału frontu wołyńskiego w 2. Armii. W lipcu 1920 r. otrzymał awans na majora i został dowódcą 11. Pułku Ułanów (od 28 VII).

   Dzielność i doskonałą taktykę walki objawił w wielu bitwach, szarżach i szturmach, w tym wielokrotnie opisywanym brawurowo przeprowadzonym szturmie na rosyjskie samochody pancerne, przeprowadzonym pod Hołojowem przez jeden szwadron 11 pułku. Szturm oczywiście zwycięski.

   Zdarzyło się jesienią 1920 r., iż po kilku dniach ciągłych walk, bez odpoczynku, jedzenia … z wycieńczenia spadł któregoś dnia nieprzytomny z konia. Wbrew zaleceniom lekarzy nie udał się na urlop, ale po kilkudniowym odpoczynku dowodził dalej pułkiem.

   Bodaj w ostatniej bitwie wojny polsko-rosyjskiej 12 X 1920 został ciężko ranny pod Nową Sieniawką i nie odzyskawszy przytomności, zmarł w lwowskim szpitalu 22 października. Pośmiertnie awansowany został na podpułkownika i odznaczony orderem Virtuti Militari 5kl. Posiadał także Krzyż Niepodległości oraz czterokrotnie Krzyż Walecznych. Był żonaty, bezdzietny.

 

gróbGrób Antoniego Jabłońskiego w Modliborzycach

   Pochowany został w Modliborzycach k. Opatowa, na cmentarzu parafialnym wsi Rudniki w rodzinnym grobowcu. Dziś niestety zniszczonym przez czas, na szczęście zachowanym i dobrze utrzymanym przez władze kościelne i gminne, zadbanym i sprzątanym.

   Na pogrzeb Pułkownika marszałek Józef Piłsudski wydelegował swojego adiutanta Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego. Wieniawa złożył na grobie wieniec od Komendanta, a matce przekazał jego słowa:
-Pani utraciła Syna, ja utraciłem swojego następcę.

   Szarfa wieńca zawierała napis: „Mojemu ukochanemu chłopcu – Naczelny Wódz”

   Po wojnie 1920 roku, w końcu lat trzydziestych, koło b. żołnierzy 1. pułku ułanów Legionów uchwaliło, że wzniesiony będzie w Sandomierzu pomnik Antoniego Jabłońskiego „Zdzisława”. Komendant koła W. Belina-Prażmowski powołał do życia komitet budowy pomnika, którego przewodnictwo objął gen. Stanisław Grzmot-Skotnicki, kolega Antka z „Siódemki Beliny”. Honorowy protektorat przyjęli: Pani Marszałkowa Piłsudska, marszałek E. Śmigły-Rydz i gen. K. Sosnkowski. Autorem konnego pomnika „Zdzisława” w beliniackim mundurze, był rzeźbiarz Aleksander Żurakowski. Niestety wybuch II wojny świat. przerwał przygotowania jego ustawienia.

   Na próżno szukać dziś w encyklopediach polskich biogramu Antoniego Jabłońskiego – zapomniano o Nim. Ale my pamiętamy.

                                                 

Artykuł ukazał się w numerze 4. czasopisma „Kultura i Biznes”.

Zdjęcia:

www.polskieradio.pl

www.mon.gov.pl

ikona_wjazd-do-Kielc-1914W końcu czerwca 1914 roku odbył się we Lwowie zjazd oficerski Związków Strzeleckich oraz Rady Głównej Związku Walki Czynnej. W czasie obrad dotarła do uczestników informacja o zabójstwie austriackiego następcy tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Jego zabójstwo było dużą stratą, gdyż angażował się on osobiście we wspieranie polskiej irredenty przeciwko Rosji.

Jedną z barwnych postaci żołnierzy Marszałka był mjr Tadeusz Brzęk-Osiński. Pomijając już okoliczności postania jego pseudonimu pozwolę przytoczyć sobie jedną z anegdot zawartych w opublikowanych, pod tytułem ""Legionista i piłsudczyk. 1905-1939", wspomnieniach. Dariusz Nowiński.

W Kozach Belina-Prażmowski z oficerami  stanęli we dworze, a szwadrony we wsi. Przyjmowano nas gościnnie, lecz cóż z tego, gdy serce wyrywa się do lubej i zazdrość bierze, gdy widzę oficerów czyniących wypady do Białej lub Kęt, gdzie stał Komendant i sztab I Brygady. No i nie wytrzymałem. Pewnej nocy wymknąłem się z kwatery do prowizorycznej stajni w jakiejś stodole, osiodłałem Bysia, wyprowadziłem za wieś i w cwał. W godzinkę byłem w Andrychowie, przywiązałem Bysia do sztachet i jak to w piosence:

Puk, puk, w okieneczko
Otwórz mi panieneczko
I buziaka daj…


Resztę zostawiam twej wyobraźni. Udało się raz, tedy wypad powtórzyłem, ale tu już przysłowiowe „ucho dzbana” urwało się. Kłusuję w nastroju zwycięskiego rozanielenia, Byś – czując bliskość stajni – parska wesoło, jest jeszcze ciemno, śnieg skrzypi, w górze mruga samotna gwiazdka – może to moja? Wieś już blisko, więc przechodzę w stępa, Ale nie dojeżdżam do opłotków, gdy na drodze wyrasta jakaś postać i woła rozkazująco:
- Stać! Stój! – Poznałem po głosie: „Belina”! A miałem za sobą dopiero trzy miesiące ułańskiej służby i bałem się jeszcze swego cholerującego „wodza”. Karny raport i paka gotowe, co wcale mi się nie uśmiechało.  Nie może mnie więc poznać i z tą decyzją desperacko szarżuję na „Belinę”! Ratował się skokiem do rowu, a ja konia do stajni, a sam pod koc i udaję, że śpię. Miałem niezłego stracha, rozumiejąc, żem strunę przeciągnął. Ale śmiałym fortuna sprzyja! „Belina” dochodzenia nie przeprowadził. Myślał pewno, żem go nie poznał i wolał nie poruszać swej rejterady do rowu. A ja zrezygnowałem , choć z żalem, z tych nocnych wypraw.
Niedługo potem Stasiek Skotnicki ściągnął mnie na kwaterę Beliny. Chodziło o czwartego do brydża: nowej gry, którą poznałem w Niemczech.  O nocnym incydencie już zapomniałem. Aż tu „Belina”, po wygranym ze mną robrze, co poprawiło mu humor, zapytuje z udawanym „marsem”:
- Słuchaj no „Brzęk”, czyś to nie ty szarżował na mnie? Gadaj, coś robił dwa dni temu nocą? – zaskoczony, nie straciłem kontenansu i odparłem trochę bezczelnie:
- Ależ rotmistrzu, ja mam taką słaba pamięć. Co robiłem wczoraj wiem, co onegdaj coś tam pamiętam, ale dwa dni temu nocą? Ależ spałem, oczywiście. Nie.., wychodziłem za potrzebą! – „Belina” mruknął coś, ale że trzeba już było siadać do nowej partii, więc na tym się skończyło.

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version