Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

28 Kwi

Belina-Prażmowski

Opublikowano w Felietony

Belina stworzył piękną polską legendę ułańską. Piosenki o nim Polacy śpiewają do dziś, a niebawem sto lat minie od tamtych czasów, kiedy Beliniacy szablami „wyrąbywali” z łap zaborców naszą niepodległość i granice. Pamiętajmy i o nim.

 

Przy Komendancie

   belina-prazmowskiW Krakowie, tuż przed wybuchem Wielkiej Wojny dla niepodległościowej młodzieży komendantem był i Piłsudski (związków strzeleckich) i Władysław Belina-Prażmowski, komendant krakowskiego „Strzelca” i obozów szkoleniowych. Belina należał do tych ludzi Piłsudskiego, na których Marszałek polegał bezgranicznie. Ale i oni, niekiedy kilkunastoletni chłopcy mieli wiarę w to, co i jak robi Komendant. Wierzyli w zwycięstwo pod jego przewodem, darzyli Wodza najwyższym szacunkiem, mimo że Piłsudski nie był absolwentem szkół wojskowych, nie był wyższym oficerem którejś z zaborczych armii. Ale był Polakiem, umiał przemawiać logicznie do ludzi, prawidłowo oceniać wartość człowieka i zjednywać sobie tych wybranych przez siebie. Zostawał wtedy dla nich na całe życie ukochanym i jedynym Wodzem. Jak w piosence.

Późna jesień 1915 roku.(…) Ciemno, choć oko wykol, mży deszcz, żołądki puste, a kiszki marsza grają. Utrudzeni poprzednimi walkami i intensywną pracą przy budowie ziemianek, żołnierze humory mają wisielcze. Nie radzę nikomu w takiej chwili zaczynać z nami rozmowy i żartów!
A jednak znalazł się taki śmiałek!
Obok maszerującej kolumny człapie ktoś na koniu i po ciemku ociera się o skrzydłowych żołnierzy. Wyprowadza ich to oczywiście z równowagi i pod adresem jeźdźca padają rozmaite, nie bardzo na ogół pochlebne okrzyki. Niezrażony tym albo też udając, że okrzyków nie słyszy czy też ich nie przyjmuje do siebie, zwraca się tajemniczy jeździec do żołnierzy:
- No i co tam słychać, moje pitulinki?
Po głosie i sposobie zagajenia rozmowy poznano jeźdźca. Padają odpowiedzi:
- Do … z taką wojną! Myśmy na taką wojnę się nie godzili. Wojować każą, a wypocząć ani wyspać się nie dadzą. A dziewczynki to nawet na lekarstwo nie ma! Maszeruj, bracie, na deszczu, ciesz się i śpiewaj, choć Deszczna nos i  za kołnierz leje. Jeść się chce, kiszki marsza grają, a z głodu nawet… się nie można!
- Nie jęczcie, obywatele! – odzywa się jeździec. – Ja także jestem głodny, a nie narzekam.
- To nic dziwnego – ktoś oświadcza – Obywatel doktor przyzwyczajony do tego z cywila, a my nie!
Odpowiedź zaimponowała snadź rozmówcy, bo nie replikował już na nią. Na zakończenie, chcąc wiedzieć widocznie, z kim „miał honor”, pyta:
- Która to kompania?
- Czwarta - brzmi odpowiedź
- Niech was cholera weźmie! – ulży sobie ostatecznie doktor „o długiej brodzie, kręconych wąsiskach” i znika prędko w ciemnościach.

 

Anegdotę zaczerpnąłem ze wspomnień Jana Pudełka pod tytułem „W drużynie Komendanta”. Dariusz Nowiński

Lwowskie aspiracje Przemyśla

Prowincjonalnemu Przemyślowi bliżej było do Lwowa niż do Krakowa. Transmisja prądów kulturowych i wszelkich wzorców płynęła głównie z miasta nad Pełtwią. Te szczególne więzi zostały zerwane po drugiej wojnie światowej. Dzisiaj Przemyśl, nazywany przez niektórych „Małym Lwowem”, jest najlepszym punktem wypadowym na Ukrainę, do Lwowa i na dawne polskie Kresy.

Przemyśl jak i Lwów miał obrońców, którzy jako pierwsi bronili „swoich” miast w listopadzie 1918 r. Nazwano ich dumnym mianem „Orląt” - lwowskich i przemyskich. We Lwowie powstał najsłynniejszy polski cmentarz wojskowy - Cmentarz Obrońców Lwowa, gdzie pochowano poległych w walkach z Ukraińcami o Lwów i Małopolskę Wschodnią, a później zmarłych już w czasie pokoju weteranów-obrońców miasta Semper Fidelis.  Przemyśl nie chciał być gorszy. Do początków lat trzydziestych XX wieku gród nad Sanem nie dysponował wydzieloną nekropolią wojskową, gdzie miejsce pochówku znaleźliby obrońcy miasta w listopadzie 1918 r. i w walkach o granice II Rzeczypospolitej. Polegli w listopadowych walkach u zarania niepodległości z Ukraińcami zostali pochowani w jednym zbiorowym grobowcu i w licznych pojedyńczych mogiłach, rozproszonych po kilku przemyskich cmentarzach. W 1930 r. powstała idea, która miała zmienić ten stan rzeczy. Wzór czerpano z pewnością ze Lwowa.

Doświadczenie jakie zdobył podczas walk we Włoszech miało zaprocentować w przyszłości. Zresztą zdobył tam nie tylko doświadczenie ale i niemałą sławę, kiedy podczas szturmu na włoską redutę pod Cordolezzo, zdobył ją prawie z marszu, choć Austriacy bez powodzenia atakowali umocnienia wcześniej już wielokrotnie. Ranny podczas tego brawurowego szturmu jedenastoma odłamkami granatu ręcznego, zdołał utrzymać pozycję i zdobył przy okazji sławę "szalonego Polaka".

Mieliśmy we wsi Imielno, za środkiem odcinka pułku, częstych gości, szczególnie w nocy. Nawet sam dowódca korpusu odwiedził nas raz, a Szeptycki prawie co tydzień przyjeżdżał, rozpytując o wyniki zwiadów i stawiając różne zadania.
Jednym takich zadań było wytyczenie brodów przez Nidę dla celów przyszłej ofensywy.
Wybrałem dla wykonania tego zadania pluton czwartej kompanii, składający się wyłącznie z harcerzy. Kompanią dowodził porucznik Styk-Stachiewicz. Na czele plutonu stał były harcmistrz. Powiedziałem mu, że w ciągu tygodnia powinni znaleźć i wytyczyć dwa wygodne brody, przez które można byłoby przejść nie zanurzając się powyżej pasa. Woda była jeszcze wysoka, był to koniec marca.
Po tygodniu wezwałem dowódcę plutonu i oznajmiłem mu, że pójdę sprawdzić wytyczone brody tej nocy o godzinie dwunastej.
Harcerzyków, zdaje się mocno obeszło moje oświadczenie. Dowódca plutonu zadał mi pytanie:
- Nie wierzycie, obywatelu majorze, naszym szkicom?
- Wierzę, chłopcy – odpowiedziałem. Muszę się tylko przekonać, czy potraficie podczas ciemnej nocy zaprowadzić oddział na przeprawę.
Wyszliśmy o wpół do dwunastej cicho i ostrożnie. Zbliżyliśmy się do rzeki. Trzej chłopcy spokojnie poszli przodem, a ja za nimi. Za mną dowódca i reszta plutonu. Stopniowo zimna woda doszła mi pod pachy. Brodziliśmy dalej i wreszcie stanęliśmy pod Skowronowem. Parę strzałów z okopów pod wzgórzem uprzytomniło nam, że nieprzyjaciel czuwa i słyszał ruch w wodzie. Zawróciliśmy z powrotem i, o dziwo, woda sięgała tylko kilka centymetrów wyżej kolan.
Gdy przyszliśmy na kwaterę, spytałem patrol czołowy:
- Dlaczego nie poprowadziliście od razu, obywatele, przez ten dobry bród, za który muszę was serdecznie pochwalić?
Widząc, że mimo kąpieli nie straciłem humoru, jeden z harcerzy powiedział:
- Powiem prawdę, obywatelu. To za to, żeście nam od razu nie uwierzyli.
Tak ukarały dzielne harcerzyki swego czterdziestoletniego przełożonego.

Powyższa anegdota opisana została przez Leona Berbeckiego, ówczesnego dowódcę 5 pp, w książce „Pamiętniki generała broni Leona Berbeckiego”.
Przytaczając tę opowieść satysfakcję mam tym większą, że znaczna część opisywanego plutonu to legioniści z Łodzi. Przedstawiany jak dowódca plutonu „harcmistrz” to albo Stefan Rowecki, który wówczas dowodził tym plutonem albo  Jerzy Szletyński „Młocki”, który był zastępcą dowódcy plutonu, a wcześniej komendantem skautingu łódzkiego. - Dariusz Nowiński

Gen. bryg. Ludwik Kmicic-Skrzyński zmarł jako ostatni z „Siódemki” Beliny. Pozostał po wojnie na Zachodzie – jak wszyscy żyjący członkowie patrolu Beliny. Zamieszkał w Wielkiej Brytanii, żegnał w ostatniej drodze swoich kolegów, którzy i tam umierali: J. Głuchowskiego i S. Hankę-Kuleszę.

Po I wojnie strzelecki pseudonim przyjął za zgodą wojewody poleskiego do swojego nazwiska na stałe, najpierw Skrzyński-Kmicic, później używał nazwiska Kmicic-Skrzyński. Miał piękną kartę bojową w I i II wojnie, wojnie bolszewickiej.

Read More

ikona_wjazd-do-Kielc-1914W końcu czerwca 1914 roku odbył się we Lwowie zjazd oficerski Związków Strzeleckich oraz Rady Głównej Związku Walki Czynnej. W czasie obrad dotarła do uczestników informacja o zabójstwie austriackiego następcy tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Jego zabójstwo było dużą stratą, gdyż angażował się on osobiście we wspieranie polskiej irredenty przeciwko Rosji.

pomnikWspominając polskich ułanów odrodzonej Rzeczypospolitej XX w. „idziemy” kluczem rocznicowych dat związanych z tymi bohaterami. Jesienią minęła kolejna ważna data, mianowicie rocznica śmierci najmłodszego uczestnika „Siódemki Beliny” – ppłk. Antoniego Jabłońskiego. Zginął od zbłąkanej kuli w ostatnich godzinach wojny polsko-radzieckiej jako dowódca 11 Pułku Ułanów. Od rany postrzałowej zmarł w szpitalu we Lwowie. Był to kolejny Wielki Polak, który oddał życie za Ojczyznę. Niektórzy uważali nawet, że mógł być następcą Piłsudskiego. Żył tylko 24 lata. Kawaler Virtuti Militari 5kl.

Dom rodzinny, dom polski

   Rodzina Jabłońskich h. Dąbrowa w chwili urodzenia Antoniego, tj. 13 VI 1896 r., mieszkała we własnym dworze Usarzów w ziemi sandomierskiej. Ojciec Zdzisław otrzymał ten dworek w spadku po swoim ojcu Józefie, który posiadał majątki Usarzów i Rudniki. Zdzisław Jabłoński zmarł na raka w 1934 r. W czasie I wojny sprzedał część majątku, aby wyposażyć syna i jego ułanów w konie i oporządzenie wojskowe. Zarówno ojciec Antoniego jak i matka, Maria z Prawdzic-Szczawińskich, związani byli z polskim ruchem niepodległościowym. Ona była blisko związana konspiracyjnie z Piłsudskim, który wiele razy przebywał w Usarzowie. Dwór ten był miejscem kontaktowym i przerzutowym bojowców PPS z Małopolski do Kongresówki. Maria Jabłońska zmarła w Sandomierzu w 1965 r. Oprócz Antka państwo Jabłońscy mieli jeszcze 2 córki – Wandę i Janinę, obie chorowały na gruźlicę, Janeczka zmarła jako dziecko. Drugi syn Józef po śmierci ojca przejął Usarzów i gospodarzył do II wojny, zginął w Katyniu w 1940 r.

   Dziad Edward Jabłoński walczył pod Langiewiczem w 1863 r., za co został zesłany przez Rosjan na Sybir, a jego majątki: Domaradzice i Zagorzyce skonfiskowano. Antoniego pradziad po kądzieli, Feliks Prawdzic-Szczawiński, walczył w powstaniu listopadowym, a dziad Antoni Prawdzic-Szczawiński w powstaniu styczniowym pod Czachowskim. Zatem trudno byłoby, aby w rodzinie o tak patriotycznych polskich tradycjach, dzieci Marii i Zdzisława, w tym i wspomniany tu Antoni, nie włączyli się do walki o niepodległość Polski, jako kolejne pokolenie Jabłońskich. Tym razem walka z najlepszym skutkiem dla Ojczyzny.

   Dworek, w którym wychowywał się Antoni Jabłoński (dziś już nieistniejący), był modrzewiowy, kryty gontem, parterowy, z gankiem wspartym na czterech kolumnach. Dom postawiono na wysokiej skarpie, za nim znajdował się piękny ogród z uroczym strumykiem oddzielającym dwór od wsi.

   Tuż po I wojnie dobra Usarzów liczyły 320 mórg. Zabudowania folwarczne posiadały dwa czworaki zamieszkałe przez 10 rodzin pracowników dworu i budynki gospodarcze: oficyny, winiarnie, cielętniki, obory, stodoły, kuźnię, no i oczywiście dwie stajnie: fornalską i cugową. We dworze było 14 fornali, każdy miał „pod sobą” 2 pary koni, cugowych rumaków było 4.

   Okolica była (i nadal jest) przepiękna, bogata w urodzajne sandomierskie czarnoziemy, piękne lasy, jary, wąwozy oraz zabytki. Dzieci urządzały wędrówki do okolicznych ruin w Osolinie, Międzygórzu i do starego zamczyska Krzyżtopór w Ujeździe, zniszczonego jak i wiele innych wspaniałych polskich zamków przez szwedzkich barbarzyńców w czasie Potopu. W niedzielę gromadnie zajeżdżano bryczkami i konno do kościoła w pobliskich Goźlicach.

Szkoła

   Naukę w szkole średniej Antoni rozpoczął w 1908 r. w radomskiej „Handlówce” (Szkole Handlowej). Brał udział w „Zarzewiu” (organizacji niepodległościowej) i współprzewodniczył radomskiemu oddziałowi innej niepodległościowej organizacji młodzieżowej „Pet”. W 1913 r. zdał maturę i jesienią tego roku rozpoczął studia na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie na Wydziale Przyrodniczym. Wstąpił tam do Związku Strzeleckiego, do którego należał już jego kolega z rodzinnych stron, Władysław Belina-Prażmowski. We Lwowie zetknął się także z Piłsudskim. Jabłoński zwracał na siebie uwagę inteligencją, wielką wolą walki o niepodległość, chęcią podnoszenia własnych kwalifikacji wojskowych. Pierwsze wakacje 1914 r. postanowił spędzić na szkoleniu wojskowym w ZS i w lipcu uczestniczył w kursie strzeleckim w krakowskich Oleandrach. W sierpniu 1914 r. został wybrany przez Belinę do pierwszego patrolu i wyruszył 2 VIII z sześcioma kolegami do Królestwa w opisywanej już i na naszych łamach „Siódemce Beliny” (patrz: KULTURA i BIZNES nr 2 i 3).

W Legionach Polskich…

jablonski

   6 VIII 1914 r. Antoni Jabłoński wyruszył w składzie 1. Kompanii Kadrowej do Królestwa, do zaboru rosyjskiego, już jako ułan drugiego Patrolu Beliny. Wg Józefa Kolca-Smoleńskiego, Pierwsza Kompania Kadrowa wyruszyła o godz. 4.00, natomiast patrol Beliny o 3.30. Będąc dzielnym żołnierzem i zdolnym dowódcą, szybko rozpoczął „karierę oficerską”. Zaczynał ją od dowódcy 1. Sekcji w 1. Plutonie J. Głuchowskiego (dowódcą 2. Sekcji był A. Strug, a 3. Wieniawa). Niebawem powierzono mu dowodzenie plutonem. W dniu 1 stycznia 1915 r. (jeszcze jako 18-latek) został mianowany ppor. kawalerii i adiutantem dywizjonu kawalerii. W 1917 r. w stopniu porucznika został zastępcą dowódcy 1. szwadronu, był także wykładowcą w szkole oficerskiej w Ostrołęce, w ramach 1. p. uł. LP, wykładał terenoznawstwo.

   Po kryzysie przysięgowym (1917 r.) został internowany w Benjaminowie, gdzie przebywał do marca roku następnego.
J   abłoński brał udział w większości bitew I Brygady. Całą kampanię w Legionach odbył w kawalerii, u boku legendarnego Beliny-Prażmowskiego.

Jadą ułani, jak malowani
Szwadron cały lotem strzały
Po zwycięstwie gna,
Jedzie Belina, płacze dziewczyna,
Bo już czuje, że zrabuje, co się tylko da.

   Po powrocie z internowania, krótkiej nauce w Uniwersytecie Jagiellońskim (studia rolnicze pod kątem zarządzania majątkiem rolniczym), w listopadzie 1918 r. Antoni zorganizował dywizjon jazdy kawalerii, wyposażony przez jego rodziców w konie i oporządzenie. A konie z hodowli ojca były najlepsze, więc Antek jeździł i walczył na koniach rodzimego chowu: na skarogniadym Selimie (doskonałym skoczku) i jego bracie, jasnogniadym Pajacu.

Ułani – ułani siwe konie macie,
Pojadę za wami, jednego mi dacie.
Bo już tu nie mogę wysiedzieć spokojnie,
Gdy mój miły Jasio daleko na wojnie(…)

11 puł   Dywizjon, jaki utworzył Antoni Jabłoński, był zalążkiem 11 Pułku Ułanów Legionowych. 17 XII 1918 Jabłońskiego awansowano na rotmistrza, w styczniu 1919 r. mianowano go d-cą dywizjonu jazdy imienia własnego, który 16 marca przeformowano na 11 pułk ułanów. Jabłoński został zastępcą dowódcy tego pułku. Był ranny w walkach o Wilno 19 IV 1919, w następstwie czego przewieziony został do szpitala w Warszawie. Po kilku tygodniach rekonwalescencji wrócił do służby. W listopadzie tego roku ukończył wojenny kurs w Szkole Sztabu Generalnego i został mianowany szefem III oddziału frontu wołyńskiego w 2. Armii. W lipcu 1920 r. otrzymał awans na majora i został dowódcą 11. Pułku Ułanów (od 28 VII).

   Dzielność i doskonałą taktykę walki objawił w wielu bitwach, szarżach i szturmach, w tym wielokrotnie opisywanym brawurowo przeprowadzonym szturmie na rosyjskie samochody pancerne, przeprowadzonym pod Hołojowem przez jeden szwadron 11 pułku. Szturm oczywiście zwycięski.

   Zdarzyło się jesienią 1920 r., iż po kilku dniach ciągłych walk, bez odpoczynku, jedzenia … z wycieńczenia spadł któregoś dnia nieprzytomny z konia. Wbrew zaleceniom lekarzy nie udał się na urlop, ale po kilkudniowym odpoczynku dowodził dalej pułkiem.

   Bodaj w ostatniej bitwie wojny polsko-rosyjskiej 12 X 1920 został ciężko ranny pod Nową Sieniawką i nie odzyskawszy przytomności, zmarł w lwowskim szpitalu 22 października. Pośmiertnie awansowany został na podpułkownika i odznaczony orderem Virtuti Militari 5kl. Posiadał także Krzyż Niepodległości oraz czterokrotnie Krzyż Walecznych. Był żonaty, bezdzietny.

 

gróbGrób Antoniego Jabłońskiego w Modliborzycach

   Pochowany został w Modliborzycach k. Opatowa, na cmentarzu parafialnym wsi Rudniki w rodzinnym grobowcu. Dziś niestety zniszczonym przez czas, na szczęście zachowanym i dobrze utrzymanym przez władze kościelne i gminne, zadbanym i sprzątanym.

   Na pogrzeb Pułkownika marszałek Józef Piłsudski wydelegował swojego adiutanta Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego. Wieniawa złożył na grobie wieniec od Komendanta, a matce przekazał jego słowa:
-Pani utraciła Syna, ja utraciłem swojego następcę.

   Szarfa wieńca zawierała napis: „Mojemu ukochanemu chłopcu – Naczelny Wódz”

   Po wojnie 1920 roku, w końcu lat trzydziestych, koło b. żołnierzy 1. pułku ułanów Legionów uchwaliło, że wzniesiony będzie w Sandomierzu pomnik Antoniego Jabłońskiego „Zdzisława”. Komendant koła W. Belina-Prażmowski powołał do życia komitet budowy pomnika, którego przewodnictwo objął gen. Stanisław Grzmot-Skotnicki, kolega Antka z „Siódemki Beliny”. Honorowy protektorat przyjęli: Pani Marszałkowa Piłsudska, marszałek E. Śmigły-Rydz i gen. K. Sosnkowski. Autorem konnego pomnika „Zdzisława” w beliniackim mundurze, był rzeźbiarz Aleksander Żurakowski. Niestety wybuch II wojny świat. przerwał przygotowania jego ustawienia.

   Na próżno szukać dziś w encyklopediach polskich biogramu Antoniego Jabłońskiego – zapomniano o Nim. Ale my pamiętamy.

                                                 

Artykuł ukazał się w numerze 4. czasopisma „Kultura i Biznes”.

Zdjęcia:

www.polskieradio.pl

www.mon.gov.pl

Jedna z anegdot legionowych opisana przez Tadeusza Alf-Traczyńskiego w jego książce "Wspomnienia oficera Pierwszej Brygady".

W ów słoneczny dzień 19 marca siadłem właśnie na konia, kiedy strzelec Józef Łaś "górol z samych Tater" podszedł do mnie i powiada:
- Obywatelu porucniku, jakta zobacycie Dziadka, to sie go spytojcie, cy sie jesce zli na mnie, cy mu juz przesło.
Bo to tak było:
Któregoś plugawego dnia pod koniec lutego- nagle na odcinku batalionu zjawił się na inspekcję Komendant. Na froncie był spokój zupełny i w okopach tylko pojedynczy strzelcy obserwowali przedpole. Zameldowałem się Komendantowi na styku mego odcinka z sąsiadującym odcinkiem spieszonego szwadronu porucznika Orlicza-Dreszera i prowadziłem go dalej wzdłuż okopów.
Po drodze Komendant rozmawiał z kapitanem Olszyną o niemożności utrzymania czysto karabinów zarówno z braku smarów jak i wyjątkowo wilgotnych, przesiąkłych mokrym śniegiem dni.
Nagle za załamaniem okopu padł pojedynczy strzał. Właśnie strzelec Łaś - stojąc tyłem do Komendanta repetował karabin.
Komendant zatrzymał się.
- Do czego strzelasz chłopcze?
- Ady nimem do cego, to do kominka strzylom.
- Do jakiego kominka?
- Ady tam styrcy z ziemianki u Mochów.
Komendant patrzył przez lornetkę. Widocznie znalazł cel.
- I co trafiliscie?
- Jesce nie, ale jak mi nie bedziecie przeskodzać to moze.
Zdrętwiałem.
Komendant jak by nie słyszał tej osobliwie uwarunkowanej nadziei strzelca Łasia - kontynuując rozmowę z kapitanem Olszyną wskazał mi na karabin Łasia.
- Patrzcie jaki zardzewiały zamek!
Strzelec Łaś najwidoczniej wziął tę uwagę personalnie do siebie. I wtedy stało się coś, czego nigdy bym sobie nie potrafił wyobrazić, gdybym tego na własne oczy nie widział...
Strzelec Józef Łaś - dużo później kapral I Brygady a jeszcze później kawaler orderu Virtuti Militari- uśmiechnął się szeroko i... pewnie jedyny człowiek na świecie poklepał Komendanta łagodnym głaskającym ruchem po ramieniu i z głębokim przekonaniem w prawdę tego co mówi, powiedział:
- Iii, obywatelu Komendancie, z wirchu to niekze ta, a w środku to lufe kulkom cysce...
Oniemiałem ze zgrozy. Komendant świsnął szpicrutą i bez słowa ruszył dalej odcinkiem.
Do tego właśnie incydentu odnosiła się prośba strzelca Łasia, któremu bardzo chodziło o to czy "Dziadek źli sie jesce, czy mu juz przesło...".
(...)
Gdy przyszła moja kolej (na składanie życzeń imieninowych Komendantowi - przyp. palatyn) - zameldowałem Komendantowi, że strzelec Łaś przy świadkach zestrzelił kominek. Właściwie - to nie wiadomo, czy go zestrzelił czy też Moskale zorientowali się, że ten kominek jest celem i sami go usunęli. Zameldowałem także, że strzelec Łaś srogo został ukarany.
- Czyś ty go chłopcze ukarał? Za co?
Powiedziałem że nie jak, ale koledzy z jego plutonu i to wcale wyrafinowanie. Przez kilka dobre dni ciągle ktoś go nie klepał, ale łupił z całej siły po ramieniu i pytał czy ma "cystą lufę".
Komendant zaśmiał się, ale zaraz spoważniał.
- To dobrze chłopcze, to dobrze. On przecie z dobrego serca. Ja znam górali. Gdybyś go ukarał, nie wiedziałby za co. Miałby poczucie krzywdy. Pamiętaj dziecko, poczucie krzywdy - wielka rzecz, wielka rzecz...

                                                                        

Wędrówki dusz chwila nastała,

na białym Orle do chmur odleciała.

Nadzieja jego i miłość jedyna,

na skrzydłach go do Raju spowiła.

         Ł.Z.

    Julian Stachiewicz urodził się we Lwowie - 26 lipca 1890 roku[1].  Rodzicami Juliana byli Teofil Stachiewicz oraz Aniela z domu Kirchmayer. Rodzina wychowywana była w duchu patriotycznym, zaprzątana niestety chorobami matki, która bardzo często musiała wyjeżdżać na kurację. W pewnym sensie odbiło się to na życiu rodzinnym. Niewątpliwie matka miała ogromny wpływ na wychowanie trójki dzieci (Julian, Wacław, Maria). Była bardzo piękną, a ponadto inteligentną i kulturalną kobietą. To ona zaszczepiła młodym synom zamiłowanie do literatury patriotycznej. Julian i jego brat Wacław uczęszczali do lwowskiego V Gimnazjum przy ulicy Wałowej, znajdującego się w gmachu OO. Bernardynów. Julian rozpoczął naukę 1900 roku i uczył się dobrze. Ogromny patriotyzm młodego Juliana wyniesiony z domu dał o sobie znać za murami szkoły. Będąc w szóstej  klasie zorganizował w gimnazjum opór przeciwko nauce w dzień 3 maja 1906 roku . Władze szkolne zgodziły się jedynie na krótkie nabożeństwo, po czym zajęcia lekcyjne miały odbywać się zgodnie z planem. Przeciwny był tego typu rozwiązaniu młody Stachiewicz, który rozpoczął buntowanie swoich kolegów. Jerzy Kirchmayer świadek tamtego wydarzenia wspominał:

   „W krytycznym momencie pojawił się na balkonie dyrektor naszego gimnazjum Schneider, wysoki pan, majestatycznej postawy, z dużą białą brodą i rozkazał nam donośnym głosem wejść do klas. Mimo rozpaczliwych wysiłków starszych kolegów, a szczególnie Julka, niezliczone trzody »mikrusów« ulękły się i sunęły do gmachu. Nauka rozpoczęła się, chociaż z pewnym  opóźnieniem. I to także osiągnięcie!” [2].                                  

   Ponadto założył kółko samokształcenia im. Zygmunta Wróblewskiego oraz pod jego redakcją w 1907 roku wyszło siedem numerów dwutygodnika pt. „Próby”. Warto przy tej okazji zaznaczyć również, że młody Julek aktywnie działał w organizacji młodzieży niepodległościowej „Promień”.

   Szczęśliwie udało mu się ukończyć Gimnazjum Filologiczne w 1908 roku zdając maturę z odznaką.  Następnie rozpoczął studia w Krakowie, na tamtejszym Uniwersytecie Jagiellońskim na Wydziale Filozoficznym. Na studiach wciągnięty został w działalność akademickiego stowarzyszenia „Życie”. Uczestniczył w pracach akademickiego stowarzyszenia filareckiego „Promień” oraz Unii Stowarzyszeń Młodzieży Postępowo-Niepodległościowych  O działalności stowarzyszenia pisał pod pseudonimem Leon Stański na łamach „Krytyki” pt. „Obecne prądy wśród młodzieży”.

   Syn Juliana Mieczysław, po latach, pisał w swoich wspomnieniach, że jego ojciec  wyjechał do Krakowa na studia na rozkaz Komendanta. Julian „zresztą tych studiów nie skończył, gdyż za bardzo był zajęty działalnością strzelecką” [3].

   W listopadzie 1909 roku J. Stachiewicz został  przez Stanisława Falkiewicza wciągnięty w szeregi Związku Walki Czynnej.  W latach 1909-1910 ukończył kurs podoficerski. W czerwcu 1911 roku został podporucznikiem. W styczniu 1912 roku został mianowany komendantem miejskim Związku Strzeleckiego, a od czerwca pełnił funkcję komendanta Wyższego Kursu Oficerskiego w Krakowie. W czasie szkolenia uczestniczył w wykładach Józefa Piłsudskiego. W okresie od 13 lutego do 17 maja 1912 roku Piłsudski wygłosił cykl wykładów w krakowskiej Szkole Nauk Polityczno-Społecznych. Wykład pierwszy Zarys historii militarnej powstania styczniowego odbył się 13 lutego 1912 roku. Większość słuchaczy stanowili słuchacze kursu oficerskiego „Strzelca”. Wśród uczniów był Stachiewicz, który skrzętnie notował to, co wykładał Piłsudski.  Z czasem odczyt ten został ogłoszony  w nr 1 Przeglądu Wojskowo-Historycznego  w  1929 roku. Stenogram Julka  został przedłożony Piłsudskiemu i po poprawkach opublikowany.  Podobnie uczyniono z wykładem z 11 maja 1912 r.  O rewolucji 1905 roku, który został opublikowany  przez W  Poboga-Malinowskiego w „Wiadomościach Literackich”, 13 września 1931 roku, według notatek sporządzonych przez J. Stachiewicza. Zanotowane również zostało przez niego, 1 czerwca 1913 roku, sprawozdanie Józefa Piłsudskiego wygłoszone wobec oficerów strzeleckich w Krakowie, a opatrzone tytułem Sprawozdanie Obywatela Komendanta Głównego Mieczysława wobec oficerów Związków i Drużyn Strzeleckich w Krakowie dnia 1. VI. 1913 z okresu jego komendy głównej nad wojskiem polskim. Po raz pierwszy fragmenty notatek pojawił się drukiem w pracy J. Stachiewicza pt. Polskie plany mobilizacyjne przed wojną światową zamieszczonej w „Niepodległości” w tomie VIII. Całość sprawozdania ukazała się w dodatkowym tomie „Pism-Mów-Rozkazów”[4].

 

1

Grupa współorganizatorów Związku Strzeleckiego. Siedzą od lewej: Jerzy Ołdakowski, Mieczysław Ryś-Trojanowski, Władysław Belina-Prażmowski. Stoją od lewej: Julian Stachiewicz, Edward Rydz-Śmigły.

www.nac.gov.pl

   Udało się Julianowi przed wybuchem wojny ukończyć w Związku Strzeleckim dwa kursy: niższy – podoficerski i oficerski. Od lutego do września 1913 roku był członkiem regulaminowej komisji wydawniczej Związków i Drużyn Strzeleckich. Opracowywał regulaminy wojskowe i instrukcje z Januszem Gąsiorowskim. 6 sierpnia 1914 roku wymaszerowała  z krakowskich Oleandrów do Królestwa Pierwsza Kompania Kadrowa rozpoczynająca epopeję legionową, której Stachiewicz był jednym z głównych aktorów.  Po wkroczeniu do Kongresówki liczono na wybuch powstania, tak jednak się nie stało. Miejscowa ludność negatywnie odniosła się widoku żołnierzy Piłsudskiego. 17 sierpnia Stachiewicz został przeniesiony do Komendy Legionów jako adiutant[5]. 9 września 1914 roku został awansowany na  porucznika[6]. Słusznie Andrzej Garlicki zauważył, że bliskimi współpracownikami Piłsudskiego w tym okresie byli „Sławek, Wieniawa-Długoszowski, Prystor,  Miedziński, Świtalski, Pieracki, Matuszewski, Orlicz-Dreszer, a również - choć może nie należacy do kręgu tak wówczas bliskiego – Koc, Boerner, Stamirowski, J. Stachiewicz, Hołówko, Beck, Floyar-Rajchman, Adam  Skwarczyński i Stpiczyński”[7]. W grudniu 1914 roku J. Stachiewicz zachorował na tyfus, co spowodowało, że przez trzy najbliższe miesiące musiał przebywać na leczeniu. 22 marca 1915 roku objął referat spraw organizacyjno-wojskowych Naczelnego Komitetu Narodowego w Piotrkowie. 5 maja został mianowany na kapitana, a od sierpnia służył w sztabie jako oficer operacyjny[8]. 27 sierpnia 1915 roku Stachiewicz został oficerem operacyjnym w sztabie I Brygady. 27 września wraz z oddziałami Śmigłego-Rydza wkroczył do wsi Kostiuchnówka, a  następnie uczestniczył, w zakończonej klęską, wyprawie zajęcia wsi – Kołodię. Stachiewicz  wykazał się męstwem między innymi w czasie walk pod Jabłonką i Kuklami, za co dostał w grudniu 1915 roku niemiecki order Krzyża Żelaznego II klasy.

 

                            

2

Julian Stachiewicz, kapitan, oficer I Brygady Legionów - fotografia portretowa

 www.nac.gov.pl

   Stachiewicz uczestniczył w krwawych walkach pod Kostiuchnówką w lipcu 1916 roku. Dając świadectwo ogromnemu poświęceniu legionistów napisał pracę „Bój I Brygady Legionów pod Kostiuchnówką 4, 5, 6 lipca 1916 r.”. Po akcie 5 listopada opracowano specjalny memoriał, który był dziełem Piłsudskiego i Stachiewicza, wysłany do Beselera 26 grudnia 1916 roku. Memoriał mówił o tworzeniu jak najszybciej licznej armii oraz jej profesjonalnym wyszkoleniu pod dowództwem polskich kadr, głównie rekrutującej się z Legionów ,podlegającej Radzie Stanu.

W 1916 roku 26-letni Julian poślubił w Warszawie Marię Sawicką. Przyszli małżonkowie poznali się w Krakowie, tam bowiem studiowała Maria. Zamieszkali po ślubie w kamienicy przy ulicy Hipotecznej 5.

   15 czerwca 1917 roku oddelegowany został do Pomiechówka pod Modlinem, gdzie stacjonował 1 pp Leg. Objął tam dowództwo batalionu, będąc zarazem zastępcą dowódcy pułku. Stachiewicz po kryzysie przysięgowym  na krótko, bo od sierpniu do września 1917 roku, został  dowódcą 1 Pułku Piechoty Legionów. Dowództwo przejął po płk. E.  Śmigłym-Rydzu, który został Komendantem POW. W styczniu 1918 r. Stachiewicz został komendantem POW na Lwów opierając się głównie na młodzieży zarzewiackiej i piłsudczykowskiej. W tym czasie przetłumaczył m.in. pracę P. Cantala „Etudes sur larmee revolutionnare” – „Armia rewolucyjna” opublikowaną w „Kulturze” w 1918 roku. Spod pióra Stachiewicza w tym okresie wyszły artykuły : „Wojsko i społeczeństwo” oraz „Patriotyzm wojska”. 9 listopada 1918 roku pełniący funkcję szefa sztabu Komendy Wojskowej Krakowa mjr J. Stachiewicz, dowodząc „Grupą San” został wysłany przez gen. Roję do Przemyśla na czele oddziału, który miał odbić z rąk Ukraińców Przemyśl i tym samym otworzyć drogę na odsiecz Lwowa. W grudniu 1918 roku, Julian Stachiewicz bardzo ciężko zachorował. Zapalenie płuc było na tyle poważne, że w liście pisanym do żony  z Zakopanego nalegał:

„»Koniecznie postaraj się o mieszkanie, tylko musi być z kaloryferem i łazienką...«”[9].

   Po powrocie z Zakopanego Julian nie poinformował o swoim ciężkim stanie Piłsudskiego, który oddelegował go, 3 stycznia 1919 roku, do Wielkopolski, by tam objął funkcję szefa sztabu wojsk wielkopolskich po kpt. Stanisławie Łapińskim.  Z oceny końcowej pracy Stachiewicza wystawionej przez gen. J. Dowbora-Muśnickiego, 8 lutego 1919 roku, wynika:

   „Podpułkownik Juliusz Stachiewicz pracował pod moim dowództwem jako szef sztabu w b. zaborze pruskim od 16 stycznia br. do dzisiaj. Miałem możność się przekonać, że podpułkownik Stachiewicz posiada umysł giętki, dostateczne wiadomości wojskowe, dobrą wolę i wiele wręcz do dalszego się kształcenia. Ma on charakter zgodny, jest dobrze wychowanym i zdyscyplinowanym. Orientuje [sic!] się szybko w każdej sytuacji i nie traci równowagi w ciężkich chwilach. Był ze mną szczerym i otwartym. Wysoki urząd szefa sztabu pełnił starannie, choć brak mu było fachowego wykształcenia, co zresztą od niego nie zależało. Oto w ogólnych zarysach, co mogę powiedzieć o podpułkowniku Stachiewiczu za krótki czas pracy. Uważam, że mógłby on być pożytecznym na urzędzie nie wyżej szefa sztabu dywizji”[10].

   26 marca 1919 roku  wszedł w skład komisji, która miała przeprowadzić weryfikację oficerów. Obok Stachiewicza w komisji zasiadali ppłk. Thullie i gen. E. Michealis jako przewodniczący.

   Pod koniec marca 1919 roku J. Piłsudski zakładał rozpoczęcia ofensywy na Wilno. Do opracowania planu operacji Naczelny Wódz dobrał sobie  odpowiedni sztab ludzi, w którym znalazł się szef Oddziału I ppłk J. Stachiewicz. Obok podpułkownika znaleźli się również mjr T. Kasprzycki, kpt. S. Nilski-Łapiński, ppłk. M. Karaszewicz-Tokarzewski[11]. 5 kwietnia 1919 roku w kwaterze głównej Naczelnego Wodza w Skrzybowcach odbyła się ostatnia odprawa przed operacją zajęcia Wilna. Obecny na niej był ppłk. J. Stachiewicz. Piłsudski, w czasie spotkania, wydał rozkaz uderzenia na Wilno i Lidę. Na wiosnę 1920 roku zapadła decyzja w sztabie Piłsudskiego o przeprowadzeniu uderzenia wyprzedzającego na Ukrainę. Plany wyprawy kijowskiej zostały opracowane pod kierownictwem Piłsudskiego w obecności J. Stachiewicza, Bolesława Wieniawy- Długoszowskiego i Stanisława Radziwiłła. W opracowywaniu planów nie był poinformowany żaden z dowódców armii. 1 kwietnia 1920 roku ppłk J. Stachiewicz został awansowany na pułkownika.

 

 

 3

płk dypl. Julian Stachiewicz - fot. portretowa www.nac.gov.pl
 

   Od 22 kwietnia do 17 maja 1920 roku dowództwo frontu na Ukrainie sprawował  J. Piłsudski. Po jego wyjeździe 17 maja  obowiązki dowódcy przejął gen. St. Haller, szefem sztabu został płk J. Stachiewicz[12]. W dniu 12 sierpniu 1920 roku J. Stachiewicz został szefem Sztabu Kwatery Głównej Naczelnego Wodza i przygotowywał plan uderzenia znad Wieprza.  Julian został w tym czasie na krótko  szefem Sztabu Frontu Środkowego u gen. Śmigłego-Rydza oraz dowodził 65 Starogardzkim Pułkiem Piechoty wchodzącym w skład 16 Pomorskiej DP. Po rozwiązaniu  Frontu Środkowego, 23 sierpnia, z dniem 14 września  1920 r. został desygnowany na stanowisko szefa Sztabu 6 Armii. Dowodem na to, że Piłsudski darzył ogromnym zaufaniem Stachiewicza, było wysłanie go w towarzystwie gen. St. Hallera do Rumunii, w celu zawarcia polsko-rumuńskiego sojuszu wojskowego. Z dniem 9 maja 1921 roku płk. S.G. Stachiewiczowi powierzono pełnienie obowiązków pierwszego oficera w sztabie Inspektoratu Armii nr  III w Toruniu. Inspektoratem kierował dotychczasowy dowódca 4 Armii gen. L. Skierski. Na początku kwietnia 1922 roku płk SG J. Stachiewicz musiał pożegnać się z grodem Kopernika, gdyż miał objąć dowództwo nad 13 DP. Wystawiając opinię końcową za blisko roczny okres współpracy gen. L  Skierski pisał:

   „Wybitny. Człowiek o nieposzlakowanej prawości charakteru, który nigdy nie pozwoli sobie na czyn niegodny z pojęciem o honorze żołniersko-obywatelskim i o koleżeństwie. Ale gorączka, impetyk, łatwo poddający się podnietom rozdrażnienia i wychodzący wtedy z równowagi duchowej. Pozatem doskonały, szczery i uczynny kolega. Żołnierza kocha. Rozumie go i gotów jest zawsze serdecznie zająć się nim. Gotów jest zawsze największy wysiłek fiz., który jednak wyczerpuje organizm delikatny i nadwyrężony. Inteligencja nie tylko wybitna ale b. niepowszednia. Umysł krytyczny, ujmujący łatwo sam rdzeń przedmiotu, zdolny do badań z pierwiastkiem twórczości. Posiada w wysokim stopniu zmysł org. Wykazuje nadzwyczajną wydajność pracy, której się w razie potrzeby oddaje z zupełnem [sic] poświęceniem aż do kompletnego wyczerpania. Wszechstronnie wykształcony. Dąży wciąż naprzód. Nadaje się w zupełności na szefa sztabu armji [sic]. Ma wszelkie kwalifikacje na dcę wyższej jednostki, ale musi przejść cenzus dowodzenia jednostkami przynajmniej od pułku wzwyż. Ze wszech miar wskazanem byłoby komenderowanie wymienionego na wyższe kursa  do Francji, a to w celu kompletnego wyzyskania dla dobra armji zdolności nietuzinkowych tego wybitnego oficera”.

   Dnia 9 kwietnia 1922 roku Julian Stachiewicz został wysłany do Równego na Wołyniu, obejmując dowództwo nad  13 Dywizją Piechoty. Roczne  prowadzenie dywizji ukazało jakim ogromnym talentem dowódczym był obdarzony Stachiewicz. Opracował wówczas studium pt.: „Nasz system obronny na froncie wschodnim”[13] Mimo postępującej choroby sprostał wymaganiom jakie spoczywają na dowódcy dywizji piechoty. Dzięki temu zyskał uznanie w oczach licznych generałów, którzy byli jego przełożonymi.

Opinia gen. J. Romera za rok 1922:

   „Pod każdym wzg.[lędem – przyp. Ł. Z] wybitny oficer  i dca dyw. Nadaje się również do pracy w Szt.[abie – przyp. Ł. Z.]Gen.[eralnym – Ł.Z]. Oficer o niezwykłej obowiązkowości i poświęceniu, wysoce wyrobionego charakteru. Niezwykle ideowy i lojalny. O podwładnych b. dbały. Delikatnego zdrowia, potrzebuje jakiś czas szanowania się. Odznacza się wybitną inteligencją, łatwością pracy i dyspozycji. Wybitny organizator w projektowaniu i wykonaniu. Pełen energii i inicjatywy  i stanowczości. Posiada wyszkolenie fachowe  gruntowne i umie je zastosować”.

Podobną opinię wystawił Stachiewiczowi gen Stanisław Haller:

   „Potwierdzam opinię gen. Romera. Jako dca dywizji oddawał się z całem poświęceniem pracy, aby dywizję na najwyższy poziom postawić. Pracował niestety ponad swoje siły fiz. Najlepiej za nim przemawia, że jako oficer legjonowy zjednał sobie niepodzielnie uznanie całej jednostki z tradycjami francuskiemi”.

Płk Szt. Gen. Tadeusz Piskor w  1923 roku  pisał:

   „Płk.S. Znany jest ze swej pracy w całej armji. Stanowi wybitny. Umysł  elastyczny. Posiada dużą wiedzę ogólną i wojskową. Łatwy i piękny styl. Nadaje się na samodzielne wyższe stanowiska, jako dca dyw. Piech., zca szefa Szt.Gen., na placówkę zagraniczną. Obecnie ze wzgl. Na zły stan zdrowia przez 1-2 lata nie może być wyzyskany na tych stanowiskach”[14].

   1 kwietnia 1923 r. płk Stachiewicz został oddelegowany do Warszawy, był już wówczas bardzo chory. Syn Mieczysław wspominał, że był „już choru na gruźlicę”[15]. Obowiązki dowódcy 13 DP objął gen. M. Kukiel. Choroba nie odebrała Julianowi chęci do dalszej pracy. Przebywając  w stolicy został od lipca 1923 roku do stycznia 1925 r. szefem Biura Historycznego Sztabu Generalnego[16]. Z dniem 1 lipca 1923 roku otrzymał awans na stopień generała brygady.

 

4

gen bryg. Julian Stachiewicz - szef Wojskowego Biura Historycznego - fot. portretowa. www.nac.gov.pl

 

W roku 1924 gen. T. Piskor tak pisał o gen. Stachiewiczu:

   „Swoja dotychczasową pracą i zdolnościami gen.S.[tachiewicza- przyp. Ł.Z] dał się na tyle poznać, iż wysunął się na czołowe miejsce wśród generałów młodszej generacji. Nazwisko jego wystarczy samo, jako najlepszy opis i kwalifikacja . Na nieszczęście stan jego zdrowia, budzący poważne obawy, nie pozwala wyzyskać jego zdolności w obecnej fazie jego choroby”.

    Gen. S. Haller dalej opiniując Stachiewicza pod rokiem 1924 pisał:

    „Z powodu nadwątlonego zdrowia nie mógł ciągłej pracy podołać, która musiała wobec tego ulec dłuższej przerwie aż do chwili powrotu do pełni sił”[17].

   Gruźlica, która wyniszczała powoli organizm generała coraz bardziej ograniczała prace za biurkiem w Wojskowym Biurze Historycznym. W latach dwudziestych generał był częstym gościem w Sulejówku, gdzie odseparował się od życia politycznego marszałek Pilsudski. W czasie tej izolacji pisał pracę o wojnie polsko-bolszewickiej. Współpraca z marszałkiem w pisaniu Roku 1920 zaowocowała w 1924 roku, opublikowaniem pierwszego wydania.  Stachiewicz miał duży wkład w zbieraniu materiałów do dzieła Piłsudskiego. Dowoził do willi w Sulejówku akta dotyczące działań frontu, armii, dywizji oraz dokumenty z Ministerstwa Spraw Wojskowych, mapy, dzienniki, raporty. Praca powstała w miesiącach od kwietnia do czerwca 1924 roku. Rozdziały od pierwszego do dziewiątego były dyktowane przez Piłsudskiego a pisane  ręką Aleksandry Piłsudskiej. Rozdział dziesiąty dyktowany był Stachiewiczowi.

 5

Szef Biura Historycznego www.nac.gov.pl

 

   W 1923 roku z inicjatywy Józefa Piłsudskiego powołano do życia Instytut Badań Najnowszej Historii Polski. Obok działalności w Wojskowym Biurze Historycznym i Instytucie Badań Najnowszej Historii Polski generał poszczycić się mógł również działalnością w Towarzystwie Wiedzy Wojskowej (TWW). 17 grudnia 1927 roku Stachiewicz został wybrany prezesem Towarzystwa Wiedzy Wojskowej.  Wydał w 1928 roku „Wskazówki metodologiczne do studiów historyczno-wojskowych”. Zainicjował również z Ottonem Laskowskim powstanie „Encyklopedii wojskowości” oraz prac dotyczących historii pierwszej wojny światowej.

   Niewątpliwie generał należał do wybitnych historyków okresu dwudziestolecia międzywojennego. Spod jego pióra wyszła takie prace jak: Z opowiadań oficera sztabowego, Działania pierwszego pułku pod Nowym Korczynem i Opatowem napisane w okresie legionowym, następnie zamieszczone  przez Wacława Tokarza w pracy  Legiony na polu walki. Działania pierwszego pułku Legionów Polskich na lewym brzegu Wisły w sierpniu i wrześniu  1914 roku. Relację uczestników.[18]

   W 1930 roku wespół z W. Lipińskim zebrali i opracowali wspomnienia byłych żołnierzy POW zatytułowane Polska Organizacja Wojskowa. Szkice i wspomnienia[19]. Z jego inicjatywy również światło dzienne ujrzała praca Pisma, mowy, rozkazy autorstwa Józefa Piłsudskiego. W tomie pierwszym „Niepodległości” w 1930 roku opublikował Niemieckie plany organizacji wojska polskiego  w czasie wojny światowej[20]. Pod redakcją Stachiewicza opublikowano szereg wspomnień  Za kratami więzień i drutami obozów (Wspomnienia i notatki więźniów ideowych z lat 1914-1921)[21]. Napisał również artykuł Rady Główne Związku Walki Czynnej[22].

   W setną rocznice wybuchu powstania listopadowego Stachiewicz podjął się pracy pt. „Źródła do wojny polsko-rosyjskiej 1830-1831”.  Sprawował również w 1930 roku funkcję przewodniczącego Głównej Rady Programowej Polskiego Radia. Studio Polskiego Radia mieściło się na ulicy Zielonej 25.

   Pod koniec życia Julian wyjeżdżał do Otwocka pod Warszawę, gdzie były najlepsze warunki dla chorych na gruźlicę.  Dyrektorem sanatorium była Zofia Dobrowolska, kuzynka Stachiewicza. Julian właśnie tam spędził ostatnie lata swego życia. W nocy 20 września 1934 roku generał zmarł w swoim domu w wieku 44 lat. Marszałek Piłsudski w noc śmierci Juliana nie mógł zasnąć, ponieważ budził go hasał stuku obcasów. Rankiem gdy dowiedział się o śmierci generała stwierdził: „Teraz wiem, że to biedny Julek przychodzi pożegnać swego Komendanta”[23].

   Niewątpliwie generał był jednym z najinteligentniejszych oficerów tamtego okresu, posiadał wiedzę oraz zdolności predestynujące go na najwyższe stanowiska w wojsku. Piłsudski widział go w roli szefa Sztabu Głównego. Poprzez szybkie i trafne podejmowanie  decyzji zyskiwał szacunek tak prostych żołnierzy jak i generałów z którymi współpracował.

   Życie generała było podwójną walką, którą toczył od najmłodszych lat. Jedną z nich wygrał w listopadzie 1918 roku, natomiast tę ostatnią, której decydujący bój stoczył w noc  20 września  1934 roku musiał przegrać, by zapisać się w historii, jako wybitny żołnierz i historyk wojskowości Drugiej Rzeczpospolitej.

 

 

6

Pogrzeb gen. bryg. Juliana Stachiewicza w Warszawie. Wyniesienie trumny z kościoła. Od końca trumnę podtrzymują: gen. Stanisław Rouppert, gen. Tadeusz Piskor. www.nac.gov.pl


   Generał brygady Julian Stachiewicz odznaczony był m.in. Krzyżem Srebrnym,  Orderu Wojennego Virtuti Militari, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Niepodległości z Mieczami, Krzyżem Walecznych (czterokrotnie).

 

 

Bibliografia:

Kryska-Karski T., S. Żurakowski S., Generałowie Polski Niepodległej, Warszawa 1991.

•Encyklopedia Historii Drugiej Rzeczpospolitej, pod  red. A. Garlicki, Warszawa 1999.

•Polski Słownik Biograficzny, pod red. Sporny J., Stochon R.,  Warszawa-Kraków 2002, t. XLI.

 •Kirchmayer J., Pamietnik, Warszawa 1962.

 •Wyszczelski L., Polska sztuka wojenna w latach 1918-1921, Toruń 2004.

•Wyszczelski L., Wilno 1919-1920, Warszawa 2008.

Wyszczelski L.,Od demobilizacji do zamachu majowego w latach 1921-1926, Warszawa 2007.

•Stachiewicz M., Moje pierwsze dziewięćdziesiąt lat. Wspomnienia, Warszawa 2008.

•Piłsudski J., Pisma  zbiorowe, Warszawa  1937,  t. III.

•Słownik Biograficzny Powstania Wielkopolskiego 1918-1919, pod red. A. Czubiński, B. Polak, Poznań 2002.

•Wojtaszek A., Generalicja Wojska Polskiego 1918-1926, Szczecin 2005.

•Garlicki A.,  Józef Piłsudski 1867-1935, Warszawa 1988,

•Ze źródeł Sztabu Generalnego Wojska  Polskiego 1918-1921, oprac. K. Sikora, A. Wesołowski, Warszawa 2008.

•Bitwa lwowska 25 VII – 18 X 1920. Dokumenty operacyjne. Część I 25 VII – 5 VIII, oprac. M. Tarczyński, Warszawa 2002.

•Stachiewicz J., Nasz system obronny na froncie wschodnim, „Bellona” 1922.

•Działania pierwszego pułku Legionów Polskich na lewym brzegu Wisły w sierpniu i wrześniu  1914 roku. Relację uczestników, wybór i oprac. W. Tokarz, Piotrków Trybunalski 1916.

•Polska Organizacja Wojskowa. Szkice i wspomnienia, pod red. J. Stachiewicz, W. Lipiński, Warszawa 1930.

•Stachiewicz J., Niemieckie plany  organizacji wojska polskiego w czasie wojny światowej,„Niepodległość“, t. I,  1930.

•Za kratami więzień i drutami obozów (Wspomnienia i notatki więźniów ideowych z lat 1914-1921), red. J. Stachiewicz, t. I-II, Warszawa 1931.

•Stachiewicz J., Rady Główne Związku Walki Czynnej,  „ Niepodległość” 1934, z. 21.

•Jędrzejewicz W., Cisek J., Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935, Warszawa 1994, t. III.

Fotografie:

http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/59729/13e3180dd847cb93b0402a7cae5f196e/ 

http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/56668/13e3180dd847cb93b0402a7cae5f196e/ 

http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/57077/13e3180dd847cb93b0402a7cae5f196e/ 

http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/59737/h:135/ 

http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/59734/h:135/ 

http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/59768/13e3180dd847cb93b0402a7cae5f196e/ 



[1]    T. Kryska-Karski, S. Żurakowski, Generałowie Polski Niepodległej, Warszawa 1991, s. 169; Encyklopedia Historii Drugiej Rzeczpospolitej, pod  red. A. Garlicki, Warszawa 1999, s. 421; Polski Słownik Biograficzny, pod red. Sporny J., Stochon R.,  Warszawa-Kraków 2002, t. XLI , z. 169, s. 299.

[2]    J. Kirchmayer, Pamietnik, Warszawa 1962, s. 33.

[3]  M. Stachiewicz, Moje pierwsze dziewięćdziesiąt lat. Wspomnienia, Warszawa 2008, s. 15.

[4]    J.  Piłsudski, Pisma  zbiorowe, Warszawa  1937,  t. III. s. 82-174.

[5]    Słownik Biograficzny Powstania Wielkopolskiego 1918-1919, pod red. A. Czubiński, B. Polak, Poznań 2002, s. 341.

[6]    A. Wojtaszek, Generalicja Wojska Polskiego 1918-1926, Szczecin 2005, s. 37; Polski Słownik Biograficzny podaje datę nominacji J. Stachiewicza na porucznika dzień 5 marca 1915 r., Polski Słownik Biograficzny...., s. 300.

[7]    A. Garlicki,  Józef Piłsudski 1867-1935, Warszawa 1988, s. 307.

[8]    Słownik Biograficzny Powstania...,  s. 341.

[9]    M. Stachiewicz, op. cit., s. 17.

[10]  Ze źródeł Sztabu Generalnego Wojska  Polskiego 1918-1921, oprac. K. Sikora, A. Wesołowski, Warszawa 2008, s. 146.

[11]  L. Wyszczelski, Wilno 1919-1920, Warszawa 2008, s.71.

[12]  Bitwa lwowska 25 VII – 18 X 1920. Dokumenty operacyjne. Część I 25 VII – 5 VIII, oprac. M. Tarczyński, Warszawa 2002,  s. 28.

[13]  J. Stachiewicz, Nasz system obronny na froncie wschodnim, „Bellona” 1922, z. 5.

[14]  Ze źródeł Sztabu..., s. 148.

[15]  M. Stachiewicz, op.cit., s. 18.

[16]  L. Wyszczelski, Od demobilizacji do zamachu majowego w latach 1921-1926, Warszawa 2007,  s.  99.

[17]  Ze źródeł Sztabu..., s. 148.

[18]Działania pierwszego pułku Legionów Polskich na lewym brzegu Wisły w sierpniu i wrześniu  1914 roku. Relację uczestników, wybór i oprac. W. Tokarz, Piotrków Trybunalski 1916.

[19]  Polska Organizacja Wojskowa. Szkice i wspomnienia, pod red. J. Stachiewicz, W. Lipiński, Warszawa 1930.

[20]  J. Stachiewicz, Niemieckie plany  organizacji wojska polskiego w czasie wojny światowej,„Niepodległość“, t. I,  1930.

[21]    Za kratami więzień i drutami obozów (Wspomnienia i notatki więźniów ideowych z lat 1914-1921), red. J. Stachiewicz, t. I-II, Warszawa 1931.

[22]  J. Stachiewicz, Rady Główne Związku Walki Czynnej,  „ Niepodległość” 1934, z. 21.

[23]  W. Jędrzejewicz, J. Cisek, Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego 1867-1935, Warszawa 1994, t. III, s. 196.

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version