Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

Fragmenty wspomnień Jana Kasztelowicza z wojny polsko-bolszewickiej 1920. Potem znów odwrót na linię rzeki Styr i dalej na linię rzeki Piny. Były tam okopy z wojny światowej, które wykorzystaliśmy do obrony. Dobrze, iż pogoda dopisywała, bo w czasie deszczów trudno byłoby chodzić, takie tam były błota. Poza tym mogliśmy spać w okopach, bo w domach tych Poleszczuków był przeraźliwy brud, smród, pluskwy i wszy. Z tej pozycji też musieliśmy się jednak wycofać w kierunku Brześcia, który miał być miejscem ostatecznego oporu (...).
Na wiadomość o zdobyciu Warszawy już 15 sierpnia wiwatowano w Moskwie i Wilnie. W dodatkach do wileńskich gazet donoszono: "Warszawa wzięta! Czerwone flagi nad Warszawą! Po Warszawie, cała Europa czerwona! [...] Zwycięstwo rewolucji Wszechświatowej! Bramy do Berlina wyłamane! Proletariat polski i masy pracujące Polski włączają się do marszu na Europę!".
 Bali się jej wrodzy żołnierze, ludność cywilna oraz... moskiewska centrala. 1.Armia Konna Siemiona Budionnego budziła powszechny strach. Gdy gdzieś pojawiali się ci jeźdźcy  nikt nie był bezpieczny. Nawet komisarze.  O słynnej Konarmii pisze na łamach Polski Zbrojnej Norbert Bączyk.

Gen. Leonard Skierski, gen. Paul Henrys i Wódz Naczelny Józef Piłsudski, sierpień 1920 r. Fot.: Ze zbiorów Instytutu Piłsudskiego w Ameryce

W dniu 6 sierpnia nastąpiła ostateczna decyzja Naczelnego Wodza co do uderzenia znad Wieprza (uderzenia znad rzeki Wieprz na lewe skrzydło Armii Czerwonej). I tegoż dnia został wydany rozkaz operacyjny, tzw. rozkaz do przegrupowania, nakazujący sprowadzenie na odpowiednie odcinki pewnych dywizji. Rozkaz ten poszedł do dowództwa armii i okazało się, że już w dwa dni potem był w rękach bolszewików.
 
Tuchaczewski, dowódca frontu północnego, tego który szedł na Warszawę, miał ten rozkaz w swoim ręku 8 czy 9 sierpnia i chwała Bogu w niego nie uwierzył. Pomyślał, że jest to rozkaz sfingowany przez II Oddział Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (wywiad i kontrwywiad wojskowy), żeby go wprowadzić w błąd i zlekceważył ten rozkaz, czego potem, jak opisywał w swoich wspomnieniach, bardzo żałował.

A co się działo w polskim sztabie generalnym? Powstał pewien popłoch, że rozkaz jest znany bolszewikom. I oto gen. Rozwadowski własnoręcznie pisze nowy rozkaz – 10 sierpnia (...) Rozkaz ten, który znajduje się w aktach Instytutu, jest starannie przechowywany jako najcenniejszy dokument. Liczy 10 stron. Niebywały wypadek, aby szef sztabu generalnego sam pisał cały rozkaz i to odręcznie, nie na maszynie. Rozkaz ten nie został rozesłany do armii z obawy o nową wsypę, lecz dowódcy armii zostali wezwani do Warszawy, żeby go przeczytać. W tym rozkazie dyskutowano szczegółowo poszczególne odcinki. Każdy z dowódców odpisywał to, co jego dotyczy i podpisywał się. Na rozkazie znajdują się podpisy wszystkich dowódców polskich. A więc przede wszystkim Naczelnego Wodza marszałka Piłsudskiego oraz między innymi dowódców: Weyganda, Rydza Śmigłego, Kutrzeby, Sikorskiego.

Bitwa warszawska. Piłsudski, decydując się na tę operację, przeżywał straszne chwile, bo musiał popełnić nonsens, jak to potem opisywał. Nonsens polegał na tym, że do głównego uderzenia znad Wieprza, które miało decydować o losach Polski, musiał dać niedostateczną ilość wojska. Wtedy, gdy 20 polskich dywizji było na innych frontach, które chwilowo był frontami drugorzędnymi, to na front na Wieprzu, który miał rozbić nieprzyjaciela, mógł Naczelny Wódz dać tylko pięć dywizji. Jednak utrzymanie Warszawy było konieczne politycznie, nie wojskowo. Wojskowo, ściśle mówiąc, wejście bolszewików do Warszawy spowodowałoby w rezultacie większą ich klęskę przez ich zaangażowanie się. Im więcej by się oni angażowali na Wiśle, na południe, tym straszniejsze uderzenie byłoby na nich na północy i całkowite odcięcie od powrotu w głąb Rosji. Ale, oczywiście, Warszawy oddać nie można było przede wszystkim z punktu widzenia politycznego i nakazana była obrona Warszawy, którą znakomicie bronił gen. Żeligowski na odcinku Radzymina, gen. Sikorski nad Wkrą, a gen. Sosnkowski, minister spraw wojskowych, wspaniale zorganizował wszelkie środki do obrony stolicy. To w rezultacie pozwoliło na utrzymanie frontu. Warszawa wytrzymała, a przecież Radzymin, gdzie front przechodził z rąk do rąk, był tylko 16 km od Warszawy.

Mówił mi Putna[1]: 'Przekonany byłem, że jutro, pojutrze wejdę do Warszawy. Wszystko było przygotowane, a tu nagle klęska (...)'. Był on w zatargu ze swoim dowódcą, marszałkiem Tuchaczewskim, którego winił, i słusznie, za rozciągnięcie frontu itp. Kłócili się z Tuchaczewskim, a los ostatecznie doprowadził, że obydwaj, jednego dnia, zostali rozstrzelani z rozkazu Stalina w ramach czystek w roku 1937. Ale Putna był wybitnym dowódcą.

Uderzenie nastąpiło 16 sierpnia. Mamy tu piękny dokument oryginalny – list Piłsudskiego z Puław, gdzie była kwatera główna Naczelnego Wodza, z 15 sierpnia – do gen. Tadeusza Rozwadowskiego: 'Kochany Gienerale (...) Jutro o świcie zaczyna się operacja' – i w liście kilkustronicowym opisuje zamiar uderzenia w dniu jutrzejszym. Następnego dnia pierwsza część operacji udała się znakomicie. Wojska sowieckie zostały zaatakowane zupełnie nieoczekiwanie dla nich, według tego rozkazu, któremu poprzednio nie uwierzyli. Po dwóch dniach przerwana została ich łączność. Armie sowieckie straciły kontakt ze swoim naczelnym dowództwem, które było w Mińsku i w tych warunkach rozpoczął się głęboki odwrót bolszewików.

18 sierpnia marszałek Józef Piłsudski powrócił do Warszawy, by opracować wytyczne do przegrupowania wojsk i wyznaczyć poszczególnym armiom nowe zadania. Był to moment, w którym bitwa na Wisłą weszła w decydującą fazę – pościgu za cofającymi jednostkami frontu zachodniego. 22 sierpnia rozbito pod Białymstokiem oddziały 16. Armii Czerwonej, z których jedynie część zdołała ujść za Niemen. 23 sierpnia po dwudniowych walkach rozbito 15. armię sowiecką pod Śniadowem i Łomżą, której niedobitki uszły na wschód, wzdłuż granicy pruskiej. Wówczas zaangażowanie wojsk polskich pod Białymstokiem i Łomżą pozwoliło 3. armii sowieckiej ujść przez Narew do Grodna. 4. armia sowiecka, walcząca nad dolną Wisłą, została pokonana przez oddziały polskie pod Kolnem. 25 sierpnia 1920 r. zakończono działania pościgowe, co uznaje się za koniec bitwy warszawskiej.

Ale w historii światowej bitwa warszawska została uznana za jedną z decydujących bitew świata. [...] Bitwa warszawska uratowała dużą część Europy od zagłady komunistycznej na 20 lat. Sytuacja w Europie wówczas była taka, że komuniści na Węgrzech i w Niemczech tylko czekali na wejście wojsk sowieckich, by rewolucję komunistyczną rozszerzyć, która by się zapewne przerzuciła na Austrię i Włochy. Przegranie bitwy warszawskiej zmieniłoby całkowicie sytuację w Europie. Konsekwencje wygrania tej bitwy były ogromne.

Wacław Jędrzejewicz

Fragmenty wykładu "Rok 1920", wygłoszonego w dniu 6 czerwca 1981 r. Drukiem ukazał się w skrypcie wydanym przez Instytut Józefa Piłsudskiego w Ameryce. Powyższe fragmenty publikujemy za: Nowy Dziennik, Polish Daily News. www.dziennik.com

 

Przypisy:

1. Prof. Jędrzejewicz, będąc attaché wojskowym w Tokio, spotkał się z sowieckim attaché wojskowym gen. Witowtem Putną, który dowodził 27. dywizją pod Radzyminem.

 


Profesor Jędrzejewicz – podpułkownik dyplomowany Wojska Polskiego, polski działacz niepodległościowy, działacz państwowy II Rzeczypospolitej, dyplomata, polityk i historyk – należał do najbliższego kręgu zaufanych ludzi marszałka Józefa Piłsudskiego. Był uczestnikiem wojny 1920 r.pełniąc fukncję szefa II oddziału I Armii Frontu Północnego pod dowództwem gen. Zegadłowicza, gdzie zajmował się oceną sił bolszewickich.

Podczas wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku Józef Piłsudski wiedział o każdym posunięciu wroga. Zwyciężyliśmy, bo polscy kryptolodzy złamali najtajniejsze szyfry Armii Czerwonej. Pod koniec wojny odczytywaliśmy zaszyfrowane depesze szybciej niż sami Rosjanie.

IkonaPokonanie bolszewików w 1920 roku nastąpiło dzięki wspaniałej postawie większości narodu polskiego, heroizmowi polskiego żołnierza, licznych bohaterów – ks. Ignacego Skorupki, por. Stefana Pogonowskiego oraz wybitnych dowódców – Marszałka Piłsudskiego, gen. Rozwadowskiego, gen. Śmigłego-Rydza, gen. Sikorskiego, gen. Hallera. W gronie tym nie może zabraknąć głównego organizatora polskiego zrywu mobilizacyjnego, ministra spraw wojskowych gen. Kazimierza Sosnkowskiego

 

Żeby zrozumieć przyczyny "dymisji" cofnijmy się o dwa dni, do 10 sierpnia 1920 r. Tego dnia przedstawiciele Ententy, podczas konferencji w Hythe uzgodnili warunki udzielenia Polsce pomocy na wypadek gdyby rokowania z bolszewikami, które miały się rozpocząć w Mińsku nie przyniosły rezultatu.

Wśród warunków stawianych stronie polskiej wysunięto żądanie usunięcia Piłsudskiego ze stanowiska Naczelnego Wodza i mianowanie na nie generała posłusznego woli Aliantów. Sprzymierzonym Piłsudski wadził przede wszystkim ze względu na swoją samodzielność i absolutną niechęć do jakichkolwiek pertraktacji z bolszewikami.

 

Wbrew jego opinii, następnego dnia, 11 sierpnia, Rada Obrony Państwa zatwierdziła skład delegacji wysyłanej do Mińska. Powszechnie bowiem uznawano, że wojna jest przegrana i trzeba natychmiast rozpocząć rozmowy pokojowe.

 

Piłsudski w tym czasie przygotowywał kontrofensywę znad Wieprza. Licząc się jednak z tym, że przedsięwzięcie może nie przynieść spodziewanych rezultatów i nie odwróci losów wojny, postanowił w dniu wyjazdu na front dać polskiemu rządowi do ręki gotowy akt, który miał spełnić żądanie Aliantów - jego dymisję ze stanowiska Naczelnego Wodza. A, że nie wyobrażał sobie jakichkolwiek rozmów z bolszewikami także ze stanowiska Naczelnika Państwa. Witos miał go użyć, gdyby planowana bitwa nie powiodła się i jedynym ratunkiem byłaby aliancka interwencja.

 

Tymczasem krytycy Piłsudskiego cynicznie robią z tego aktu odpowiedzialności zarzut. - Dymisja! - mówią, więc na pewno, w domyśle, kapitulacja! Szkoda tylko, że nigdy nie odsyłają do treści owego dokumentu, a jest to najdziwniejsza dymisja w dziejach. Składał ją bowiem Wódz Naczelny nie dlatego, że walczyć nie chciał. Składał ją bo właśnie wbrew wszechobecnym kapitulantom godzącym się na haniebne warunki pokojowe, walczyć chciał, i to jak sam pisał "à outrance" (do ostateczności): "Byłem i jestem stronnikiem wojny „à outrance” z bolszewikami, dlatego że nie widzę najzupełniej gwarancji, aby te czy inne umowy, czy traktaty były przez nich dotrzymane".

 

I nie uchylał się bynajmniej od odpowiedzialności, on ją brał całkowicie na siebie: "Sądzę, że jestem odpowiedzialny zarówno za sławę i siłę Polski w dobie poprzedniej, jak i za bezsiłę oraz upokorzenie teraźniejsze. Przynajmniej do tej odpowiedzialności się poczuwam zawsze" - pisał w tym samym dokumencie. "Rozumiem dobrze, że ta wartość, którą w Polsce reprezentuję nie należy do mnie, lecz do Ojczyzny całej".

 

12 sierpnia 1920 r., w dniu wyjazdu na front by stanąć na czele kontrofensywy, Piłsudski spotkał się z premierem i wręczył mu ten akt. Witos list Piłsudskiego schował do sejfu by użyć go gdy będzie taka konieczność i los wojny planowaną właśnie bitwą nie odmieni się. Los wojny się odmienił i wkrótce premier oddał dokument Piłsudskiemu. Tak więc dymisja nigdy nie weszła w życie i Marszałek ani przez chwilę nie przestał pełnić funkcji Naczelnego Wodza. Aktu tego też nigdy się nie wstydził i nakazał dołączyć go do swoich dokumentów. Do dziś jest dostępny w zbiorach Instytutu Piłsudskiego w Ameryce.


Poniżej zamieszczamy jego treść:



Wielce Szanowny Panie Prezydencie!

Przed swym wyjazdem na front, rozważywszy wszystkie okoliczności nasze wewnętrzne i zewnętrzne, przyszedłem do przekonania, że obowiązkiem moim wobec Ojczyzny jest zostawić w ręku Pana, Panie Prezydencie, moją dymisję ze stanowiska Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza Wojsk Polskich.

Powody i przyczyny, które mnie do tego kroku skłoniły, są następujące:

1) Już na jednym z posiedzeń R(ady) O(brony) P(aństwa) miałem zaszczyt wypowiedzieć jeden z najbardziej zasadniczych powodów. Sytuacja, w której Polska się znalazła, wymaga wzmocnienia poczucia odpowiedzialności, a przeciętna opinia słusznie żądać musi i coraz natarczywiej żądać będzie, aby ta odpowiedzialność nie była czczym frazesem tylko, lecz zupełnie realną rzeczą. Sądzę, że jestem odpowiedzialny zarówno za sławę i siłę Polski w dobie poprzedniej, jak i za bezsiłę oraz upokorzenie teraźniejsze. Przynajmniej do tej odpowiedzialności się poczuwam zawsze i dlatego naturalną konsekwencją dla mnie jest podanie się do dymisji. I chociaż ROP, gdy tę sprawę podniosłem, wyraziła mi pełne zaufanie i upoważniła w ten sposób do pozostania przy władzy, nie mogę ukryć, że pozostają we mnie i działają z wielką siłą te moralne motywy, które wyłuszczyłem przed ROP parę tygodni temu.

2) Byłem i jestem stronnikiem wojny „
à outrance” z bolszewikami, dlatego że nie widzę najzupełniej gwarancji, aby te czy inne umowy, czy traktaty były przez nich dotrzymane. Staję, więc z sobą teraz w ciągłej sprzeczności, gdy zmuszony jestem do stałych ustępstw w tej dziedzinie, prowadzących w niniejszej sytuacji, zdaniem moim do częstych upokorzeń zarówno dla Polski, a specjalnie dla mnie osobiście.

3) Po prawdopodobnym zerwaniem rokowań pokojowych w Mińsku pozostaje nam atut w rezerwie – atut Ententy. Warunki postawione przez nią są skierowane przeciwko funkcji państwowej, którą prawie od dwu lat wypełniam. Ja: ROP, rząd czy Sejm, wszyscy mieliby do wyboru albo pozostawić mnie przy jednej funkcji, albo usunąć mnie zupełnie. Jest ona bardziej zgodna z godnością osobistą i jest praktyczniejsza. Pozostawienie mnie na jednym z urzędów zmniejsza mój autorytet i tak silnie poderwany i doprowadza z konieczności do powolnego zniszczenia tej siły moralnej, którą dotąd jeszcze reprezentuję dla walki i kraju. Biorę następnie pod uwagę mój charakter bardzo niezależny i przyzwyczajenie do postępowania według własnego zdania, co z warunkami postawionymi przez Ententę nie zgadza się. Wreszcie przeczy to systemowi, któremu służyłem w Polsce od początku swojej pracy politycznej i społecznej, której podstawą zawsze była możliwie samodzielna praca nad odbudowaniem Ojczyzny, ta bowiem wydawała mi się jedynie wartościowa i trwała. Obawiam się, więc że przy pozostawieniu [mnie] przy funkcjach przodujących oraz przy moim charakterze i przyzwyczajeniach wynikać mogą ze szkodą dla kraju tarcia większe i mniejsze, które nie będąc przyjemne dla żadnej ze stron, wszystko jedno skończyć by się musiały moim usunięciem się.

Wreszcie ostatnie. Rozumiem dobrze, że ta wartość, którą w Polsce reprezentuję nie należy do mnie, lecz do Ojczyzny całej. Dotąd rozporządzałem nią jak umiałem samodzielnie.

Z chwilą napisania tego listu, uważam, że ustać to musi i rozporządzalność moją osobą przejść musi do Rządu, który szczęśliwie skleciłem z reprezentantów całej Polski.

Dlatego też pozostawiam Panu, Panie Prezydencie, rozstrzygnięcie co do czasu opublikowania aktu mojej dymisji. Również Panu wraz z Jego kolegami z Rządu pozostawiam sposób wprowadzenia w życie mojej dymisji i wreszcie oczekiwać wówczas będę rozkazu Rządu, co do zużytkowania moich sił w tej czy innej pracy. Co do ostatniego, proszę tylko nie krępować się ani wysoką szarżą, którą piastuję ani wysokim stanowiskiem, które posiadam. Nie chciałbym, bowiem mnożyć swoją osobą licznej rzeszy ludzi nie układającej się w żaden system, czy to z powodu kaprysów i ambicji osobistej, czy to z powodu słabości charakteru polskiego, skłonnego do wytwarzania najniepotrzebniejszych funkcji ze względów osobistych.

Proszę Pana Prezydenta przyjąć zapewnienie wysokiego szacunku i poważania z jakim pozostaję.

(-) Józef Piłsudski
Belweder 12 sierpnia 1920

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version