Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

28 Sty

Militaryzacja administracji. Przyczyny i mechanizmy przechodzenia oficerów do administracji ogólnej w Polsce pomajowej

  • Napisane przez  Janusz Mierzwa

pieracki   Problem obecności byłych wojskowych w administracji państwowej po 1926 r. był już przedmiotem zarówno obiegowych opinii czy relacji z okresu międzywojennego[1] jak i pewnej ilości opracowań odnoszących się do tego zagadnienia[2]. Najstarsze i jednocześnie podstawowe dla tego zagadnienia opracowanie P. Staweckiego, poza generalnymi mniej lub bardziej aktualnymi wnioskami, odnosi się przede wszystkim do tej części korpusu oficerskiego, która przeniesiona do cywila zajęła najbardziej eksponowane stanowiska ministrów czy wojewodów, a zatem jest najprostsza do identyfikacji. Ponadto operuje on głównie na poziomie politycznym, opisując znaczenie tego zjawiska dla możliwości funkcjonowania obozu piłsudczykowskiego, a w zasadzie nie schodząc do poziomu przyczyn i mechanizmów procesu.

   Bardziej kłopotliwe jest badanie tego zjawiska na poziomie niższym tj. osób, które po przejściu do administracji ogólnej zajęły stanowiska służbowe od V do VII stopnia służbowego, a zatem samodzielne, kierownicze (naczelnicy wydziałów, kierownicy starostw, radcy wojewódzcy), ale liczniejsze niż w wymienionym przypadku. Poniższa analiza tego zjawiska nie wyczerpuje wspomnianej problematyki. W omawianym okresie mamy bowiem do czynienia z co najmniej jeszcze jedną grupą oficerów, która po opuszczeniu służby czynnej, pobierając uposażenie emerytalne jednocześnie czerpała dochody pracując jako urzędnicy kontraktowi[3]. Ze względu na naturę tej umowy uchwycenie, także w przypadku innych grup zawodowych, nie tylko oficerów, tego typu relacji jest wręcz niemożliwe, tym bardziej że II Rzeczpospolita będzie raczej narzekała na brak wykwalifikowanej siły roboczej, co będzie skutkowało zatrudnianiem w tej formie także osób, które zgodnie z zasadami logiki, ze względu na wiek, winny utrzymywać się wyłącznie z emerytury[4].

   Warto również przy tej okazji pamiętać, iż poważnym problemem dla oceny skali i cech charakterystycznych zjawiska, jakim było przenoszenie wojskowych do administracji ogólnej jest kwestia operowania zbiorczymi danymi w zakresie przenoszenia do rezerwy lub w stan spoczynku, zawierającymi, jak słusznie zauważa się nie tylko obejmujących stanowiska cywilne. Kwestia ta wydaje się miała znaczenie wtórne w stosunku do podstawowej motywacji wypływającej z: a) osiągania przez zainteresowanych wieku emerytalnego odpowiedniego dla danego stopnia lub b) braku możliwości/woli awansowana na stopień wyższy, c) złego stanu zdrowia, inwalidztwa lub d) negatywnego stosunku do reżimu pomajowego. Istotne jest, że kwalifikacja do grup a-c absolutnie nie wykluczała przeniesienia do administracji państwowej. Czy państwo polskie mogło sobie pozwolić, by 38-letni podpułkownik, inwalida wojenny (a zatem osoba ze względów fizycznych nie kwalifikująca się do służby czynnej) w pełni władz umysłowych, z ukończonymi studiami, pozostał bezczynny?[5] W tej sytuacji wydaje się, że wyodrębniona przez P. Staweckiego grupa tych, „których całkiem celowo przeniesiono do cywilnego aparatu administracyjnego”[6], wydaje się być grupą może i widowiskową (zagadnienie dotyczy elity piłsudczykowskiej szczebla centralnego), ale z punktu widzenia liczebności nieistotną.

   Przedmiotem niniejszego tekstu są jedynie oficerowie przenoszeni do rezerwy lub w stan spoczynku w związku z przejściem do służby w administracji ogólnej. Jednocześnie warto pamiętać, że podobne mechanizmy towarzyszyły zdobywaniu posad w administracji cywilnej przez osoby, które odeszły z wojska bezpośrednio lub w kilka lat po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej, podejmując się np. prowadzenia gospodarstwa rolnego, po czym, ze względu różne uwarunkowania (zwykle plajta) zmuszające je do zmiany profesji, poszukujące ok. 1929 r. spokojnej posady państwowej[7].

   Przyglądając się przyczynom składającym się na przechodzenie wojskowych do administracji ogólnej należy wziąć pod uwagę dwa punkty widzenia – przenoszących oraz przenoszonych do cywila. Z pierwszego punktu widzenia kluczową, ze względu ilościowego, okolicznością było zastosowanie przepisów emerytalnych wobec oficerów służby czynnej[8]. Przesłanki, które zadecydowały o podjęciu wynikały przede wszystkim z przerostów w służbach administracyjnych armii oraz ukształtowania się niezdrowej struktury wiekowej korpusu oficerskiego uniemożliwiającej jego odmłodzenie[9]. W konsekwencji od początku 1927 r. przeprowadzano systematyczne zwolnienia, które miały doprowadzić normalizacji sytuacji w armii, a na koniec 1934 r. osiągnęły wielkość prawie 6,7 tys. oficerów. Analiza skali zjawiska potwierdza merytoryczne (osiągnięcie wieku emerytalnego, niezdatność do służby zawodowej), a nie polityczne podłoże tych ruchów (choć oczywiście pojedyncze przypadki usuwania z wojska niepoprawnych politycznie, zwłaszcza wyższych dowódców, zdarzały się).

   Jak wspomniano, czynnik niezdatności do służby zawodowej odgrywał dosyć istotną rolę przy zwolnieniach z armii. I rzeczywiście znajduje to odzwierciedlenie w grupie oficerów przenoszonych do służby w administracji MSW. Poza wspomnianym przykładem ppłk. Józefa Wimmera należeli do tej grupy m.in. mjr piech. Feliks Tarnogórski, który już w 1914 r. stracił cztery palce u ręki, a w administracji po kilku miesiącach pracy w starostwie powiatowym w Tarnopolu awansował na kierownika starostwa w Skałacie, por. Henryk Kintopf, ciężko ranny w walkach nad Stochodem 16 sierpnia 1916 r., mający doświadczenie w służbie Oddziału II Sztabu Generalnego, a w administracji pracujący jako radca wojewódzki w Urzędach Wojewódzkich we Lwowie, Warszawie i Kielcach[10], czy dr praw i mjr piech. Józef Czuszkiewicz, ranny 27 października 1915 r. w bitwie pod Kamieniuchą nad Styrem, już w 1929 r. mianowany starostą gorlickim[11]. Ze względu na stan zdrowia byli oni rzeczywiście raczej balastem dla armii, natomiast na stanowiskach w administracji cywilnej ich ułomności mogły odgrywać mniejsze znaczenie. W rzeczywistości dolegliwości będące obciążeniem dla ich służby wojskowej, nie pomagały im także w administracji. Czuszkiewicz był przez przełożonych charakteryzowany jako „powolny i nieterminowy w pracy, mało wnikliwy, nie dość energiczny, o słabych zdolnościach organizacyjnych […] nie wykazuje dostatecznych zdolności kierowniczych, niezręczny w załatwianiu spraw wymagających wyczucia sytuacji, przepisy zna w stopniu średnim”, źródeł tego stanu upatrywano w kontuzji z czasów wojny[12]. Z kolei Kintopf był określany wprost jako „mało obowiązkowy, pracowitość mierna”[13] …

   Warto jednak przy tej okazji podkreślić, że dowodem na to, iż kwestia stanu zdrowia i inicjatywy dotyczącej zwolnienia z wojska nie jest zagadnieniem całkiem klarownym może być przypadek kpt. Mariana Sochańskiego. W latach 1927-1930 był on najpierw referentem a następnie kierownikiem Samodzielnego Referatu Informacyjnego DOK nr V, na które to stanowisko trafił z 7 pułku artylerii polowej. Powodem przeniesienia z linii do sztabu był stan zdrowia Sochańskiego. Mimo to pod koniec 1929 r. podjął on starania celem przeniesienia do administracji państwowej. Jak sam stwierdzał, „będąc na stanowisku kierownika SRI w Krakowie w okresie 1929 r. spotkałem się z por. Przyborowskim, który także pracował w dwójce w Krakowie, a później został przeniesiony do pracy w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Podczas rozmowy z nim powiedziałem mu, że praca w wojsku nie odpowiada mi z powodu choroby, przy czym prosiłem go, aby pomógł mi uzyskać pracę w administracji. W odpowiedzi oświadczył mi, że w wydziale narodowościowym MSWewn. jest wolny etat, gdzie mógłbym być przyjęty do pracy, nadmieniając, że na ten temat będzie rozmawiał z naczelnikiem wydziału [Henrykiem] Suchenkiem-Sucheckim oraz z urzędnikami biura personalnego”[14].

   Odrębną grupę oficerów przenoszonych do administracji ogólnej stanowili ci, którzy zgodnie z art. 72 ustawy o podstawowych obowiązkach i prawach oficerów Wojsk Polskich osiągnęli granicę wieku[15]. Występowały przy tej okazji przykłady skrajne jak gen. Mariusz Zaruski, który został przeniesiony w stan spoczynku w wieku 60 lat, płk dr Mikołaj Kwaśniewski (55 l.) czy mjr Władysław Wiewiórowski (50 l.), ale generalnie dominowali (w zależności od stopnia) oficerowie w wieku 30-40 lat[16], a zatem mający do osiągnięcia wieku emerytalnego co najmniej kilka lat. Fakt iż nie byli oni „stawiani pod ścianą” w zakresie podejmowania decyzji o przejściu na konkretne stanowisko pozwalał im sprawdzić swoje kwalifikacje i, ewentualnie w razie fiaska, powrócić do wojska, gdzie mogli przeczekać do czasu odnalezienia bardziej adekwatnego zajęcia („powroty” do wojska nie należały do rzadkości). Redukowano zatem armię o osoby zbliżające się do emerytury[17], pozbawione szans na awans, a jednocześnie dawano im szansę wykorzystania posiadanych umiejętności na odcinku cywilnym, wiążąc z nimi niejednokrotnie duże nadzieje na dalszą współpracę…

   Zagadnienie wydłużania aktywności zawodowej oficerów przenoszonych w stan spoczynku było tym bardziej palące, iż w świetle danych przedstawianych w 1937 r. liczba osób pobierających świadczenia emerytalne nieustannie w okresie po 1926-1927 r. rosła, a wzrost ten był szczególnie widoczny w dziale emerytów wojskowych. Według ustaleń J. Michalskiego na dzień 30 IX 1936 r. stosunek liczby emerytowanych wojskowych do oficerów i podoficerów służby czynnej wynosił jak 1 do 4![18] A zatem kwestia wydłużenia aktywności zawodowej i przeniesienia spensjonowanych wojskowych do innych działów gospodarki (w tym także administracji) była poważnym zagadnieniem z punktu widzenia finansów państwa. Istniały również i ekonomiczne bodźce mające zachęcić zwalnianych z wojska oficerów do podejmowania pracy zawodowej, związane głównie z redukcją wysokości świadczeń emerytów wojskowych[19].

   W gronie oficerów przenoszonych do służby w administracji ogólnej istotną grupę stanowili i ci, których w ramach wniosków segregacyjnych przełożeni usiłowali się pozbyć[20]. Przykładem tego typu przeniesień może być chociażby kpt. Marian Turowski. Zestawienie opinii kwalifikacyjnej za 1931 r. z wcześniejszymi ewidentnie sugeruje nieporozumienie między zainteresowanym a dowódcą: „w chwili obecnej do pracy sztabowej nie nadaje się. Chyba po doprowadzeniu swego stanu psychicznego w linii do sprawności. O ile nie odbędzie służby w linii powinien przejść do administracji”[21]. Opinia ta tym bardziej może dziwić, że wspomniany na stanowiskach starosty w Kościerzynie czy Kostopolu radził sobie całkiem dobrze.

   Odrębną grupę oficerów przenoszonych do administracji ogólnej z wojska stanowili ci, którzy do armii ze względu na posiadane cechy osobowości… nie pasowali. Zjawisko to jest łatwo wytłumaczalne warunkami i okolicznościami, które towarzyszyły budowie Wojska Polskiego. Wszakże sporą część spośród żołnierzy zwłaszcza formacji ochotniczych takich jak Legiony Polskie stanowili ludzie, którzy w innym momencie dziejowym byliby po prostu znakomitymi nauczycielami, urzędnikami, prawnikami etc. Nie wszyscy spośród nich zdecydowali się na opuszczenie armii bezpośrednio po zakończeniu walk o granice. Siłą rzeczy proces weryfikacji szeregów korpusu oficerskiego musiał dotknąć i ich. Przykładem tego typu postaci może być mjr. piech. Gustaw Janecki. Przeniesiony w 1930 r. w stan spoczynku, w 1928 r. tak był charakteryzowany przez gen. Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza: „Nadaje się na d[owód]cę baonu wzgl[ędnie] w sł[użbie] adm[inistracyjnej]. Ofic[er] o spokojnym charakterze, cichy, skromny, miękki w stosunku do podwładnych – pełen dobroci, uprzejmości wobec każdego – za mało cech męskiego charakteru. Duży zasób wiedzy. Jako org[anizator] specjalnie się [nie?] wyróżnia, raczej zmysł wykonawczy. Dobry kier[ownik] ref[eratu] potrzebuje jednak wskazówek. Za mało posiada pewności i stanowczości […][22]”.

   Warto przy tej okazji na marginesie wspomnieć, iż w ramach „rugów” pozbywano się również oficerów, którzy w zmienionych okolicznościach politycznych po maju 1926 r. mieli nieco bardziej wybujałe ambicje. Przykładem tego typu postawy może być wywodzący się z II Brygady Legionów mjr Kazimierz Fiala. Ocena jego działalności na terenie czysto wojskowym jest w tym kontekście dość jednoznaczna: „Oficer o wybitnych wartościach, który odpowie w zupełności każdemu stanowisku odpowiadającemu jego stopniowi. – Umysł bardzo bystry, inteligencja żywa. – Po wypadkach majowych zmanierował się trochę przez pobudzoną ambicję, skłonny do indywidualizowania pracy i wymykania się spod kierownictwa. Jako referent P[rzysposobienia] W[ojskowego] nie przejawia inicjatywy większej na terenie organizacji, z którymi nie łączą go sympatie jego poglądów”[23]. W przekonaniu przełożonych w wojsku mjr Fiala mógł lepiej realizować swoje ambicje poza armią. W służbie administracyjnej radził sobie nieco lepiej, choć i tu, już jako wicewojewoda, popadł w 1935 r. w ostry konflikt z wojewodą poleskim Wacławem Kostek-Biernackim…[24]

   Jak wyglądał wymiar statystyczny omawianego zjawiska? Jaki materiał ludzki był przekazywany przez armię do administracji ogólnej[25] W odniesieniu do lat 1926-1932 dysponujemy materiałem źródłowym pozwalającym na przeprowadzenie w tym względzie pewnych szacunków. Zgodnie z nimi liczbę oficerów, którzy zostali w wymienionym okresie przeniesieni z WP na stanowiska kierownicze (bez ministerialnych, czyli wojewodowie, dyrektorzy departamentów, naczelnicy wydziałów, starostowie, radcy ministerialni i wojewódzcy) z etatu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych można ocenić na około 100[26].

   Zebrane pozwalają na ustalenie, że najwyższa intensywność procesu przypadła na lata 1928-1929, kiedy to do administracji MSW przeniesiono 51% ogółu zatrudnionych na stanowiskach kierowniczych w dziale MSW w latach 1926-1932 oficerów. Mimo iż dysponujemy zestawieniami dla wymienionego okresu, to w świetle dotychczasowych ustaleń wielkości przeniesień w późniejszym okresie oscylują w granicach charakterystycznych dla lat 1931-1932 tj. 10-15 oficerów rocznie. Interesujące ustalenia dotyczą wieku, w jakim znajdowali się przenoszeni do administracji. Największą grupę, szacowaną na 62%, stanowią oficerowie, którzy odeszli z wojska w wieku od 30 do 40 lat; przeniesieni w wieku powyżej 47 lat stanowią zaledwie 10% całości grupy.

   Ciekawie przedstawiają się również dane dotyczące rodzajów broni, z których wywodzili się przenoszeni do administracji MSW oficerowie. Lwią część stanowili oficerowie korpusu piechoty – ich udział w całości omawianej grupy szacuje się aż na 65%. Co charakterystyczne, ci którzy byli, jak się wydaje szczególnie predestynowani z racji kwalifikacji i założeń polityki Piłsudskiego, zmierzającego do cięć przede wszystkim w administracji, czyli oficerowie korpusu administracji i intendentury stanowili zaledwie 10%.

hauke nowak   Mniej zaskakujące są dane dotyczące stopni, w jakich oficerowie opuszczali wojsko – aż 66% z nich stanowili kapitanowie i majorzy, a jedynie 5% porucznicy. Zestawienie informacji dotyczących służby w czasie I wojny światowej również może potwierdzać stereotypy dotyczące starostów międzywojennych, choć skala zjawiska jest chyba nieco mniejsza niż zwykło się uważać. Spośród oficerów przeniesionych do administracji MSW na stanowiska kierownicze w omawianym okresie 56% stanowili byli legioniści lub peowiacy, 19% służący w b. armii austriackiej, a 21% – w b. armii rosyjskiej[27]. A zatem rzeczywiście b. legioniści stanowili większość oficerów obsadzających stanowiska w administracji MSW, ale nie jest to wielkość przygniatająca. Warto też nadmienić, że liczącą się grupę spośród przenoszonych do administracji oficerów stanowili oficerowie dyplomowani – 12%.

   Należy podkreślić, że w omawianym okresie doszło do bardzo gruntownej przebudowy korpusu urzędniczego administracji ogólnej, głównie w warstwie kierowniczej. Na proces „inwazji” zwalnianych bezpośrednio z wojska oficerów nałożyło się zjawisko podejmowania służby państwowej przez oficerów rezerwy lub w stanie spoczynku, niejednokrotnie z bagażem służby w Legionach, którzy opuścili armię w latach 1921-1922 przechodząc do administracji, szkolnictwa czy rolnictwa, po czym po przewrocie majowym albo byli odnajdywani przez chętnych do poprawy ich sytuacji finansowej kolegów[28], albo sami ich odnajdywali na wysokich stanowiskach państwowych. Ponadto należy do tego dodać również niemałą grupę funkcjonariuszy Policji Państwowej, którzy również w tym okresie w liczbie ok. 10 przenieśli się z policji do administracji ogólnej. Obie grupy można dla lat 1926-1932 oszacować na ok. 30 osób, co stanowiłoby około jedną trzecią liczby oficerów przeniesionych do administracji z wojska. Łączna liczba 130 nowych wyższych urzędników przy ogólnej liczbie 282 powiatów (dane na dzień 1 IV 1930 r.) rzeczywiście mogła sprawiać wrażenie istnego trzęsienia ziemi w wymiarze personalnym administracji[29]. Tym bardziej że sporą część spośród wspomnianej grupy 30 osób stanowili ludzie ze stażem w Legionach Polskich czy POW…

   Oczywiście „restrukturyzacja” korpusu oficerskiego w postaci takiej, w jakiej ostatecznie ją przeprowadzono nie byłaby możliwa bez odpowiednich instrumentów prawnych, dzięki którym było możliwe wprowadzenie tak licznej grupy do aparatu administracyjnego. Podstawą dla przyznawania pierwszeństwa oficerom rezerwy i w stanie spoczynku w dostępie do państwowych posad były przepisy ustawy z 23 marca 1922 r. podstawowych obowiązkach i prawach oficerów Wojska Polskiego[30] oraz m.in. rozporządzenia wykonawcze do niej. Zgodnie z nimi w przypadku równych kwalifikacji na stanowiska w służbie państwowej lub samorządowej pierwszeństwo należało się właśnie oficerom WP. Stosowanie w praktyce tych przepisów napotykało przed 1926 r. na różnorakie problemy i dopiero rzeczywistość rządów pomajowych spowodowała zmianę w tym zakresie[31]. Warto przy tym zaznaczyć, że w przypadku podoficerów zawodowych podobne uprawnienia nadawała im ustawa z 18 lipca 1924 r. o podstawowych obowiązkach i prawach szeregowych Wojska Polskiego[32].

   W dotychczasową praktykę przenoszenia oficerów do administracji w ogóle, a MSW w szczególności, doskonale wpisywały się „Wytyczne administracji personalnej” sformułowane okólnikiem Prezesa Rady Ministrów z 28 VIII 1936 r.[33] Już ich wstępne stwierdzenia można interpretować jako ukoronowanie istniejących od 1926 r. „militarnych” trendów w administracji. Zgodnie z „Wytycznymi” prace nad polityką personalną „winny dać Państwu zastępy funkcjonariuszów nowego polskiego typu, którzy na równi z wojskiem narodowym będą wiernymi – na innym tylko odcinku pracy – żołnierzami Rzeczypospolitej wysoko dzierżącymi swój sztandar moralny i ideowy”[34]. Omawiane „Wytyczne” miały stać się drogowskazem polityki personalnej w zakresie administracji. Zgodnie z ich założeniami podstawę dla niej miała stanowić stosunkowo szczupła kadra uzupełniania pracownikami kontraktowymi[35]. Zatrudnienie na podstawie kontraktu mogło być stosunkowo mało atrakcyjne dla młodych, wchodzących na rynek, zainteresowanych wypracowywaniem przyszłych świadczeń socjalnych czy emerytalnych. Natomiast w ten system doskonale wpisywali się spensjonowani oficerowie, którzy mogli dorobić do emerytury nie tracąc jednocześnie uprawnienia do świadczeń wynikających ze służby wojskowej.

   Jednocześnie wytyczne ramowo określały zasady ewolucji korpusu urzędniczego. Zgodnie z nimi przede wszystkim przyjmować należy tych, którzy winni być uprzywilejowani z mocy obowiązującego prawa: kawalerów orderu Virtuti Militari, wysłużonym podoficerom zawodowym czy wreszcie „osobom zasłużonym w działalności niepodległościowej”. Drugą w kolejności grupę powinni stanowić kandydaci o odpowiednich kwalifikacjach, z tym że „część stanowisk winna być zarezerwowana dla oficerów zawodowych, przechodzących ze służby wojskowej i posiadających odpowiednie kwalifikacje. Ilość i rodzaj tych stanowisk dla oficerów zawodowych w każdym dziale zarządu państwowego, będą corocznie określane przez Prezesa Rady Ministrów w porozumieniu z właściwą władzą naczelną i Ministrem Spraw Wojskowych”[36]. Zaznaczano jednocześnie, że w przypadku dwóch kandydatów do awansu, charakteryzujących się równymi kwalifikacjami i przydatnością służbową, decydujące będą udokumentowane zasługi w zakresie działalności niepodległościowej. Powyższe wytyczne w istocie sankcjonowały dotychczas stosowaną praktykę, ze wszystkimi jej pozytywnymi i negatywnymi konsekwencjami…

   „Wytyczne” zawierały również zalecenie poddawania kandydatów do służby na stałe egzaminom przepisany w ustawie o państwowej służbie cywilnej, choć jak ze stosowaniem w praktyce tego zapisu sytuacja wyglądałaby trudno powiedzieć. Można podejrzewać, iż tak jak na przełomie lat 20. i 30. Rada Ministrów „w drodze wyjątku” wydawałaby masowe zgody na zwolnienie z tegoż egzaminu…[37]

   Co najmniej równie ciekawe wygląda kwestia przeniesienia do cywila z punktu widzenia zainteresowanych. Przechodzenie na stanowiska w administracji ogólnej odbywało się bowiem nie tylko pod presją władz wojskowych, ale także z inicjatywy samych zainteresowanych. Jednym z motywów, którymi kierowali się oficerowie, zwłaszcza niżsi stopniem, był brak możliwości uzyskania awansu w wojsku. Przykładem tego typu może być los por. Tadeusza Lipskiego, który już w 1922 r. spodziewał się awansu[38]. Nie doczekawszy się go, we wrześniu 1929 r. został oddany do dyspozycji Samodzielnego Wydziału Wojskowego MSW, a 28 II 1930 r. przeniesiony w stan spoczynku, z większymi sukcesami kontynuując karierę w administracji ogólnej, gdzie osiągnął stanowisko starosty w Chojnicach oraz Chełmnie[39].

   Podobnym przypadkiem może być por. dypl. Władysław Skłodowski. Charakteryzowany we wniosku awansowym z 1930 r. przez szefa Oddziału I SG płk. dypl. Józefa Kordian-Zamorskiego jako „oficer bardzo dobry, bardzo inteligentny mimo tego, że nie posiada cenzusu dowodzenia” [podkr. JM], nie miał szans na normalny awans w wojsku. Stąd też awans na kapitana był przez wnioskodawcę podniesiony jako alibi, „by nie przypuszczano poza tym, że armia na odcinek pracy cywilnej wyrzuca same nieużytki”[40]. Inna rzecz, że tego typu stwierdzenie jako uzasadnienie dla awansu sporo mówi na temat odbioru społecznego zjawiska przechodzenia wojskowych do administracji…

   W sposób niesatysfakcjonujący przebiegała również kariera wojskowa por. dypl. Adama Twardowskiego. Ambitny, wykształcony (w 1922 r. uzyskał tytuł doktora praw, a w 1923 r. ukończył Szkołę Nauk Politycznych w Krakowie, a w 1928 r. Wyższą Szkołę Wojenną)[41], był jednocześnie jednostką chyba nie do końca nadającą się do wojska. Dyrektor nauk Wyższej Szkoły Wojennej płk. Louis Faury tak charakteryzował Twardowskiego: „Inteligencja niedyscyplinowana, za dużo wyobraźni, brak odczucia rzeczywistości. Pracuje z łatwością lecz bez metody, skłonny do improwizacji. Robi wrażenie nieinteresującego się zagadnieniami wojskowymi. Musi wykonać wielki wysiłek by wyrównać braki metody i systematyczności w myśleniu. Stara się żyć unikając towarzystwa kolegów”[42]. Mimo iż na początku lat 30. Twardowski był, jako oficer Oddziału II, wykorzystywany w misjach wywiadowczych na teren Niemiec, szans na karierę wojskową nie miał i stąd przeniesienie do administracji ogólnej. Również jednak i na tej nie niwie nie odnotował osiągnięć – w 1933 r. trafił na stanowisko starosty w Działdowie, gdzie zapewne z polecenia wojewody Stefana Kirtiklisa dopuścił się wykorzystania środków państwowych dla celów stricte politycznych, co zaowocowało procesem i w 1937 r. emigracją polityczną Twardowskiego do Czechosłowacji[43].

   O braku oczekiwanego awansu decydowały nie tylko kwalifikacje osobiste oraz brak cenzusu naukowego, ale również mankamenty polityki awansowej Józefa Piłsudskiego lat 30. czy osobiste animozje. Fakt ustawicznego pomijania przy awansie stał się przyczyną przejścia w 1935 r. do administracji rtm. Stefana Ejchlera. Jak po latach wspomniała jego córka „jego koledzy i rówieśnicy byli już dawno majorami a nawet pułkownikami, a on był wiecznym rotmistrzem”[44]. Źródłem tego stanu miał być ostry konflikt z gen. Gustawem Orlicz-Dreszerem, na co miał mu zwrócić uwagę jego młodszy brat, gen. Rudolf Dreszer; „on też doradzał ojcu przejście do służby cywilnej”[45].

   Niektórzy z oficerów WP nosili się z zamiarem przejścia do administracji jeszcze przed przewrotem majowym[46]. Przykładem może być mjr. dypl. Kazimierz Duch, któremu już w 1925 r. minister spraw wewnętrznych Władysław Raczkiewicz miał zalecić zapisanie się do jakiejś partii politycznej jako najlepszą sposób na realizację tego zamysłu[47]. Ostateczny impuls przyszedł jednak po maju. Jak stwierdzał po latach, „zorientowałem się, iż Piłsudski niechętnie widział mnie w swym towarzystwie, jako b. oficera austriackiego i b. drużyniaka. Pomyślałem sobie, iż w wojsku nie mam co szukać. Wszystkie ważne stanowiska obsadzone były legionistami […] Z końcem miesiąca [listopada 1926 r.] zatelefonował do mnie płk Bronisław Pieracki, który był szefem Wydziału Wojskowego w MSWewn. i oznajmił, iż znalazł w asserwatach[48] ministra moje podanie o przyjęcie do tego ministerstwa. Odpowiedziałem mu, iż starałem się o to, ale wobec warunków postawionych mi przez min. Raczkiewicza przestałem o to zabiegać. Odpowiedział mi, że teraz są szanse przyjęcia. Jeżeli obstaję za tym, postara się, aby MSWojsk. delegowało mnie do MSWewn.”[49].

   Przykładem innej drogi z wojska do administracji może być kariera mjr. dypl. Pawła Sulatyckiego. Mimo że był oficerem intendentury, a zatem członkiem tego korpusu oficerskiego, który szczególnie zaciekle miał zostać przetrzebiony przez marszałka Piłsudskiego[50], przetrwał w wojsku do 1936 r. Wówczas miał zostać zaangażowany do zastępowania premiera Sławoja Składkowskiego w wypełnianiu spoczywających na nim obowiązków poselskich względem wyborców w Turku. Ponieważ z powierzonych, na wskroś cywilnych, obowiązków Sulatycki wywiązywał się nader przykładnie, jak on sam wspominał, Składkowski „pod koniec zapytał mnie, czy nie zechciałbym przejść do administracji państwowej lub samorządowej na stanowisko starosty powiatowego. Propozycja była serdeczna, zaskakująca i frapująca. Dzięki poruczonej mi przez niego pracy w terenie miałem wielokrotnie możność zetknięcia się z działalnością starostów w powiatach kaliskim i tureckim. Nabrałem wówczas przekonania, że będąc na ich miejscu, potrafiłbym się wykazać lepszymi rezultatami. Dlatego – podziękowawszy generałowi – odpowiedziałem z nieukrywanym zadowoleniem: „Rozkaz. Z przyjemnością”…[51]

   Podsumowując z wojska do administracji MSW trafiał bardzo różny element. Zdarzali oficerowie korpusu oficerów administracji, intendentury czy Korpusu Sądowego, których obecność w służbie cywilnej była jak najbardziej zrozumiała. Większość stanowili oficerowie piechoty, posiadający często praktykę w powiatowych komendach uzupełnień, strukturach przysposobienia wojskowego czy szkolnictwie wojskowym. Niektórzy zostali przeniesieni do administracji z żandarmerii, Oddziału II czy KOP (przy czym jednostka ta nie była przez nich traktowana jako elitarna, a raczej charakteryzująca się wyjątkowymi niedogodnościami w codziennej służbie). Jak wspomniano pozbywano się również jednostek schorowanych czy wręcz inwalidów wojennych.

   Czy rzeczywiście było tak, że do administracji wysyłano jednostki, stanowiące dla armii balast? Wydaje się, że jest to opinia krzywdząca, mimo iż panował taki stereotyp wśród współczesnych (czego dowodem wskazany powyżej przykład por. dypl. Skłodowskiego). Warto choćby odnieść wielkości dotyczące oficerów dyplomowanych, a zatem swoistej elity intelektualnej wśród korpusu oficerskiego, przenoszonych do administracji MSW do ogólnych wskaźników. Zgodnie z ustaleniami P. Staweckiego oficerowie dyplomowani stanowili 5,6% ogółu korpusu oficerskiego WP. Tymczasem w przypadku oficerów przeniesionych do administracji MSW w latach 1926-1932 wskaźnik ten wynosił 12%, a zatem był prawie dwukrotnie wyższy[52]. Trudno zatem chociażby tę grupę charakteryzować jako całkowicie zbędną i niepotrzebną w armii.

   Interesująca w tym kontekście jest społeczna ocena zjawiska jakim było przenikanie b. wojskowych do administracji państwowej (nie tylko w resorcie MSW). Ciekawe uwagi w tym zakresie poczynił po latach jeden z pierwszych oficerów przeniesionych po maju 1926 r. do administracji, mjr dypl. Kazimierz Duch: „Te pochwały [działalności K. Ducha jako starosty nowosądeckiego – przyp. JM] doszły do Min[isterstwa] Spr[aw] Wewn[ętrznych] i spowodowały fatalny skutek. Wyciągnięto z tego wniosek, iż wystarczy posłać kapitana lub majora na powiat, a wszystko będzie dobrze. Nie zdawano sobie sprawy jakie ja miałem przygotowanie [doktorat z prawa – przyp. JM], jakie doświadczenie i ile wysiłku musiałem włożyć, aby stanąć na wysokości zadania. Mimo woli utorowałem drogę do administracji różnym słabeuszom lub durniom, którzy wyobrażali sobie, iż z Ducha Świętego otrzymają natchnienie na cywilnym stanowisku. Wystarczy zdaniem ich komenderować, a fachowe konie robocze zrobią wszystko. Skutki tych rządów były fatalne w różnych powiatach”[53].

   „Inwazja” wojskowych na administrację MSW wywołała zrozumiały niepokój wśród urzędników już zatrudnionych w urzędach wojewódzkich i starostwach. Było rzeczą jasną, iż przenoszeni oficerowie otrzymywać będą bardziej eksponowane, najczęściej samodzielne, stanowiska w administracji, co spowoduje zatrzymanie normalnego, przewidzianego pragmatyką rozwoju kariery zawodowej zainteresowanych. Trudno się w związku z tym dziwić rozgoryczeniu, które narastało wraz ze wzrastającą dynamiką transferu wojskowych do administracji, a mogło mieć bardzo negatywne skutki dla funkcjonowania aparatu jako całości. Na problem ten zwracał uwagę wojewoda poznański Piotr Dunin-Borkowski w piśmie do ministra spraw wewnętrznych w kontekście wniosku o zamianowanie starostą właśnie przedstawiciela młodego pokolenia urzędników: „W końcu pozwalam sobie zaznaczyć, iż nominacja na starostę Skalskiego, który na tutejszym Uniwersytecie [Poznańskim] otrzymał dyplom magistra prawa i na terenie Województwa Poznańskiego przeszedł wszystkie fazy z dziedziny administracji, będzie miała niepoślednie znaczenie dla zachęcenia do pozostania w służbie administracji ogólnej i tak już bardzo szczupłego grona młodych referendarzy i praktykantów I kat. jako też i dla zwerbowania do służby w administracji państwowej w Poznaniu młodzieży, która kończy studia. Zastraszający jest bowiem w ostatnim czasie objaw opuszczania przez co tylko mianowanych referendarzy służby administracyjnej, z których na niewielką ich ilość w tut[ejszym] Urzędzie aż trzech został w pierwszym półroczu b.r. na własną prośbę zwolnionych. Nie dość na tym, nawet i praktykanci I kat. których przypływ jest znikomy, noszą się z zamiarem opuszczenia służby jeszcze przed zdaniem egzaminu praktycznego. Powodem powyższej tendencji młodzieży okazała się nie tylko dążność do poprawy materialnej bytu ale również, jak noszący się z zamiarem wystąpienia przyparci do muru oświadczyli, niechęć do dalszej służby, spowodowana mianowaniem przez Ministerstwo na wyższe stanowiska oficerów, przez co ich zdaniem widoki na przyszłość zostają dla nich przekreślone [podkr. JM]”[54]. Wydaje się, że przedstawiony powyżej problem… sam się rozwiązał. Wraz z nastaniem wielkiego kryzysu, praca stała się dobrem szczególnie poszukiwanym, tym bardziej gdy pracodawcą było państwo, co wiązało się, mimo cięć, z większą stabilizacją zatrudnienia oraz wcale przyzwoitym wynagrodzeniem. Młodzi musieli się pogodzić z losem, tym bardziej, że akurat w województwach zachodnich ich sytuacja w zakresie awansu nie przedstawiała się tak beznadziejnie jak w pozostałych częściach kraju.

   Przenoszenie oficerów rezerwy i w stanie spoczynku na stanowiska w administracji wiązało się oczywiście z koniecznością zrobienia im w tej administracji miejsca, tym bardziej że okres przełomu lat 20. i 30. to czas także bardzo intensywnych procesów likwidacyjnych w zakresie administracji powiatowej. Obejmowanie przez b. wojskowych stanowisk w administracji MSW powodowało zatem konieczność wysłania na emeryturę dotychczasowych urzędników, wśród których oczywiście zdarzali się lepsi i gorsi. Proces ten przyczynił się do powstania zjawiska tzw. młodych przymusowych emerytów (tym razem cywilnych). Jak stwierdzał J. Michalski „ludzie fachowi, wykształceni, ludzie bez zarzutu, niejednokrotnie nawet zupełnie apolityczni, – ba, niekiedy bywały wypadki, że ludzie z najwyższymi kwalifikacjami, doświadczeni, używający najlepszej sławy, albo wprost bywali zmuszani do podawania się na emeryturę, albo też byli przenoszeni „dla dobra służby” najpierw w stan nieczynny, a następnie po upływie pół roku – na emeryturę (art. 56 ustawy o państwowej służbie cywilnej). Komuż – każdemu z nas, w kole najbliższych nawet jego znajomych, nie są znane podobne fakty?”[55]

   Oczywiście zarówno „rugi urzędnicze” jak i blokowanie możliwości normalnego awansu młodym urzędnikom powodowało w sferach urzędniczych spore rozgoryczenie. Z jednej strony świadomość praktycznej nie możności osiągnięcia stanowiska starosty w toku normalnego rozwoju ścieżki zawodowej, z którym był związany uzus, iż przy wojskowym „z politycznego nadania” (w pewnej mierze bez oglądania się na jego faktyczne kompetencje) fachowcem jest wicestarosta, z drugiej zaś strony permanentna groźba zwolnienia ze służby z powołaniem się na art. 54 lub 116 ustawy o państwowej służbie cywilnej – wszystko to nie budowało wysokiego morale wśród rzesz urzędniczych, także administracji MSW. Tryb tych operacji odzwierciedla przypadek starosty lubaczowskiego Władysława Błockiego, który, jak sam stwierdzał, otrzymał „wezwanie do jawienia się u Pana Wicewojewody w dniu 6 V 1929 i wtedy p. Wicewojewoda lwowski zaproponował mi, ażebym zgodził się na przejście z etatu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na etat Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej i na objęcie referatu opieki nad inwalidami przy Urzędzie Wojewódzkim [podkr. oryginalne]. Kiedy zaskoczony i zdumiony tą nieoczekiwaną propozycją zapytałem o jej przyczynę, oznajmił mi p. Wicewojewoda, że »przekonał się, iż jako starosta powiatowy mam za słabą rękę w stosunku do podwładnych urzędników i że jeśli się nie zgodzę na powyższą propozycję – będę zmuszony pójść na emeryturę« [podkr. oryginalne]”[56]. W konsekwencji wysłano na emeryturę człowieka, który przepracował w służbie państwowej (austriackiej i polskiej) 25 lat, a w chwili jej opuszczenia miał 48 lat…[57] Poziom rozczarowania był tym większy, iż przedwcześnie emerytowani nie otrzymywali świadczeń w pełnej wysokości.

   Problem tzw. militaryzacji administracji, który pojawiał się także w wystąpieniach polityków opozycji, na co zwraca uwagę R. Łuczak[58], był na tyle poważny, że odniósł się do niego w swoim dzienniku również Kazimierz Świtalski: „broniłem się przeciw temu zarzutowi tym, że gdybym po pierwszej wojnie światowej dyskwalifikował jako ministra każdego oficera rezerwy, to byłbym skazany albo na ramolów, którzy w okresie lat 1914-18 nie podlegali już obowiązkowi służby wojskowej, albo na młodziaków, którzy jeszcze nie byli w latach poborowych, albo na dekowników”[59]. Oczywiście opinia Świtalskiego w istotny sposób spłaszczała i trywializowała faktyczny problem rewolucji, która dokonała się w wymiarze personalnym administracji MSW. Na negatywny wpływ militaryzacji MSW na morale urzędników zwracał uwagę w swoim raporcie dla ministra Pierackiego K. Duch, wskazując iż powoduje ona osłabienie gorliwości w służbie oraz dezercję do innych rodzajów służby państwowej (zwłaszcza sądownictwo oraz rolnictwo i reformy rolne)[60].

   Kwestia oceny przedmiotowego zjawiska jako całości wiązała się nierozerwalnie z zagadnieniem weryfikacji umiejętności b. wojskowych na stanowiskach w administracji ogólnej. Jak wspomniano powyżej kierowani do administracji oficerowie-inwalidzi różnie sprawdzali się na piastowanych stanowiskach. Z jednej strony przykładem jest ppłk Wimmer, który zbierał dobre oceny pracy na stanowiskach służby cywilnej (choć odejście z wojska miał bardzo głęboko przeżyć), a z drugiej strony przykłady mjr. Czuszkiewicza czy por. Kintopfa stanowiły pożywkę do wszelkiej krytyki. Przytoczony powyżej przykład mjr. Gustawa Janeckiego, wyeliminowanego z wojska jako „zbyt miękkiego” też nie należał do najbardziej budujących. Cechy charakteru wykluczające go z wojska były równie mało przydatne w administracji cywilnej. Jako starosta rohatyński też był bowiem oceniany jako zbyt mało stanowczy[61].

   Trudno w tym miejscu odnaleźć jakąś regułę czy zasadę; kwestia posiadania odpowiednich kwalifikacji do zajmowania kierowniczych stanowisk zależała od cech indywidualnych starosty czy naczelnika wydziału. Generalną prawidłowością, jaką można zauważyć przy zestawianiu ocen kwalifikacyjnych, którym urzędnicy podlegali rokrocznie, był zrozumiały fakt lepszego wyczucia zagadnień związanych z bezpieczeństwem publicznym czy funkcjonowaniem referatu wojskowego oraz mob., charakterystyczny dla oficerów rezerwy (w stanie spoczynku). W tym też należy upatrywać przyjęcia w polityce personalnej lat 30. zasady, zgodnie z którą stanowiska starostów w powiatach granicznych mogli obejmować jedynie urzędnicy posiadający stopień oficerski[62].

   Z drugiej strony oczywiście „patent” oficerski nie oznaczał patentu na doskonałość w zakresie spraw bezpieczeństwa publicznego. Znane są przykłady oficerów, nawet z doświadczeniem wyniesionym z Oddziału II SG czy Korpusu Ochrony Pogranicza, którzy w walce z ruchami wywrotowymi na podległym terenie nie do końca się wykazali[63]. Co ciekawe, fakt bycia oficerem rezerwy czy w stanie spoczynku nie gwarantował poprawnych stosunków między starostą-emerytem wojskowym a WP. Przykładem tego typu zjawiska może być awantura, jaka wybuchła między starostą sarneńskim Franciszkiem Grzesikiem a miejscowym korpusem oficerskim[64]. Co więcej, oficerowie przenoszeni do administracji MSW niejednokrotnie, choć były to raczej wyjątki od reguły, bardziej wykazywali się jako „starostowie-samorządowcy”, wykazujący więcej zrozumienia dla zagadnień gospodarczych, niż bezpieczeństwa.

   Warto przy okazji zmierzyć się z innym stereotypem pokutującym w świadomości społecznej, jakoby do administracji, poza b. legionistami, trafiali „dwójkarze”. W świetle przeprowadzonych badań należy podważyć tezę, jakoby to właśnie to kryterium decydowało o przenoszeniu oficerów do administracji MSW. Rzeczywiście oficerowie, którzy mieli za sobą praktykę w Oddziale II stanowili istotny odsetek wojskowych kierowanych do służby w administracji MSW, ale przy tej okazji należałoby zdefiniować pojęcie „dwójkarza”. Czy był nim oficer kawalerii lub piechoty, który służąc w WP w latach 1918-1928 przez rok, na jakimś etapie swojej kariery zawodowej odbywał służbę w strukturach Oddziału II był „profesjonalnym funkcjonariuszem wojskowego wywiadu i kontrwywiadu”? Można mieć co do tego duże wątpliwości, co zresztą też powinno stać się impulsem do pogłębionych badań w wymiarze personalnym Oddziału II SG i jakości tegoż.

   Z drugiej strony jednak wiadomo, że z wywiadu i kontrwywiadu się nie odchodzi. Było rzeczą jasną, iż, ze względu na zakres kompetencji w zakresie bezpieczeństwa, zwalczania ruchu komunistycznego, czy też prowadzenia spraw paszportowych zwłaszcza w powiatach przygranicznych, starostowie, niezależnie od tego czy byli oficerami rezerwy lub w stanie spoczynku, czy też stuprocentowymi cywilami, będą na kontakcie z funkcjonariuszami Oddziału II. Z drugiej strony istnieją, co prawda bardzo nieliczne, ale jednak dowody, na pozostawanie w kontakcie operacyjnym z „dwójką” po przejściu do administracji. Przykładem może być pokwitowanie z 16 sierpnia 1937 r. pobrania przez mjr. dypl. art. w stanie spoczynku Wincentego Żmigrodzkiego kwoty 200 zł na koszty wywiadowcze[65]. Zapewne nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż wymieniony był w tym okresie radcą w Oddziale Administracji Komunalnej Warszawskiego Urzędu Wojewódzkiego…

   Warto przy tej okazji zapytać czy podnoszone już pod koniec lat 20. głosy odnośnie szkodliwości militaryzacji administracji MSW miały wpływ na trendy w zakresie tego zjawiska. Wydaje się, że raczej znikomy, chociaż największe nasilenie zjawiska przenoszenia oficerów rezerwy i w stanie spoczynku do administracji MSW przypadło właśnie na okres 1928-1932. W latach 30. proces ten również występował, ale jego skala była nieporównanie mniejsza niż we wcześniejszym okresie. Źródeł tego stanu należałoby raczej jednak upatrywać w fakcie, iż 1932 r. można traktować jako cezurę w strukturalnym opanowaniu aparatu administracyjnego przez ekipę pomajową. Późniejszy dopływ należy traktować z jednej strony jako ograniczony możliwościami przyjęć administracji (co niekiedy prowadziło do kuriozalnych sytuacji, gdy np. trzech b. starostów-oficerów rezerwy lub w stanie spoczynku, którzy nie sprawdzili się w terenie, obciążało budżet MSW pracując jako radcy przy jednym z urzędów wojewódzkich, nie za bardzo mając co tam robić), a z drugiej, jako dopływ wynikający z naturalnej selekcji wśród korpusu urzędniczego (nie sprawdzili się lub nie odpowiadała im służba więc zmienili dział administracji bądź faktycznie żyli jedynie z emerytury, zmarli).

   Patrząc na przyczyny oraz konsekwencje, zarówno dla państwa jak i samych zainteresowanych, procesu militaryzacji administracji należy pamiętać o specyfice MSW. Resort ten, łącznie z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, był w pierwszej kolejności obiektem „inwazji” b. wojskowych. Bez wątpienia, był też tym, spośród innych działów administracji państwowej, gdzie wyniesione z wojska umiejętności mogły być najbardziej przydatne w życiu cywilnym. Oficerowie rezerwy lub w stanie spoczynku w MSW mniej razili niż np. w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, stając się przyczyną niejednokrotnie głębokich konfliktów i zadrażnień[66]. Należy również pamiętać o jednej okoliczności – omawiana grupa starostów czy naczelników wydziałów wywodzących się z armii jest środowiskiem, na tle pozostałych zredukowanych, stosunkowo specyficznym. Ze względu na wysokość poborów w cywilu jak i docelowo osiąganie samodzielnego stanowiska, z którym związany był także duży prestiż, stanowią oni na tle pozostałych zredukowanych w armii grupę stosunkowo zadowoloną. W toku prowadzonych badań jedynie raz napotkano na przypadek oficera, płk. dypl. Mieczysława Pożerskiego, który po zwolnieniu z wojska został przyjęty do administracji ogólnej, po czym gdy usiłowano go przenieść na drugi koniec kraju, do powiatu nieświeskiego, odmówił ze względów… finansowych[67].

 

dr Janusz Mierzwa

 

Przypisy:

[1] Por. np. B. Hulewicz, Wspomnienia ze służby w Biurze Personalnym MSWojsk. w latach 1929-1933, „Wojskowy Przegląd Historyczny” 1981, nr 2; K. Duch Od Franz Jozefa do Bieruta. Wspomnienia, mps w Zakładzie Historii Polski Najnowszej Instytutu Historii UJ. Z kolei nieprzychylny piłsudczykom M. Romeyko stwierdzał: „Z tą chwilą [1930 rokiem] rozpoczyna się odpływ z wojska. Nowi ministrowie ściągają swych przyjaciół z lat wojennych bądź dla zapewnienia sobie oparcia bądź też, by wyświadczyć im koleżeńską przysługę […] Nie pretendując do ścisłości historycznej, zaryzykowałbym twierdzenie, że napływ ten rozpoczął się w latach 1929-1930”. Por. M. Romeyko, Przed i po maju, Warszawa 1967, t. 2, s. 299.

[2] P. Stawecki, Następcy Komendanta. Wojsko a polityka wewnętrzna Drugiej Rzeczypospolitej w latach 1935-1939, Warszawa 1969, s. 110-118; R. Rybka, K. Stepan, Awanse oficerskie w Wojsku Polskim 1935-1939, Kraków 2003, s. V-XXV; R. Łuczak, Z badań nad polityką personalną Ministerstwa Spraw Wojskowych w latach 1926-1935, „Studia i Materiały do dziejów Wojskowości” 1994, t. 36, s. 217-244. W kontekście wyborów parlamentarnych 1928 r. też: J. Mierzwa, Administracja ogólna (polityczna) I stopnia jako organizator wyborów parlamentarnych 1928 r. (na marginesie Diariusza Kazimierza Świtalskiego, „Dzieje Najnowsze” 2010, t. 4, s. 3-14. Na nie zagospodarowany charakter tematyki polityki awansowej po maju 1926 r., wiążący się z przedmiotowym zagadnieniem zwracał uwagę K. Olejnik, Konsekwencje przewrotu majowego w siłach zbrojnych II Rzeczypospolitej, w: Zamach stanu Józefa Piłsudskiego 1926 roku, pod red. M. Siomy, Lublin 2007, s. 380.

[3] Rozwiązanie to pozwalało na ominięcie art. 25 ustawy z 11 XII 1923 r. o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy państwowych i zawodowych wojskowych, który stanowił, że łączna suma uposażenia emerytalnego oraz wynagrodzenia pobieranego przez emeryta w zakładzie pracy nie może, w przypadku zatrudnienia na umowę o pracę, przekraczać poziomu emerytury dla pracowników danego stopnia służbowego, w którym został on przeniesiony w stan spoczynku. Omawiana grupa nie była związana stosunkiem pracy z urzędem, a zatem omawianym ograniczeniom nie podlegała; Dz. U. RP 1924, nr 6, poz. 46.

[4] Na problem braku ścisłych danych, ze względów statystycznych, dotyczących zatrudnienia np. w dziale przedsiębiorstwa państwowe zwracał uwagę już F. Rasiński; J. Michalski, Zagadnienie emerytalne w państwie polskim, Warszawa 1937, s. 16.

[5] Do dodatkowych, nieutajonych zalet należy zaliczyć fakt, iż wymieniony – ppłk Józef Wimmer – był legionistą, a bezpośrednio po wybuchu I wojny światowej oficerem ordynansowym Józefa Piłsudskiego, odznaczonym m.in. Virtuti Militari, a zatem posiadającym pierwszeństwo przy obejmowaniu posad państwowych.

[6] P. Stawecki, Następcy…, s. 111.

[7] Jak po latach stwierdzał Zygmunt Szacherski, w latach 1930-1931 zastępca naczelnika Wydziału Bezpieczeństwa Publicznego Urzędu Wojewódzkiego Warszawskiego, „po zlikwidowaniu na jesieni 1929 r. gospodarstwa w Izabelinie zacząłem czynić starania w kierunku otrzymania posady na terenie miasta Warszawy. W tym czasie spotkałem swego kolegę szkolnego Tarnowskiego Tadeusza, który poinformował mnie, że wakuje posada w Wydziale Bezpieczeństwa Publicznego Komisariatu Rządu, w którym on również jako zastępca naczelnika pracuje. Posadę tę uzyskałem dzięki temu, że znałem prywatnie Komisarza Rządu Jaroszewicza, który mi to ułatwił”. Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej (dalej: AIPN) w Warszawie, IPN BU 01251/239, k. 71, Protokół przesłuchania podejrzanego Zygmunta Szacherskiego, Warszawa 2 IX 1954 r.

[8] K. Stepan, R. Rybka, op. cit., s. XX.

[9] R. Łuczak, op. cit., s. 221-222.

[10] Dziennik Urzędowy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych 1932, nr 12, cz. IX.

[11] Ibidem 1929, nr 12, cz. VI.

[12] Archiwum Akt Nowych, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (dalej: AAN MSW) – dopływy, cz. III, sygn. 816, k. 314-315, Ocena kwalifikacyjna 1938 r.

[13] AAN, MSW, III-dopływy, sygn. 824, k. 216, Ocena kwalifikacyjna 1938 r.

[14] AIPN w Warszawie, IPN BU 1236/1131, k. 58, Protokół przesłuchania podejrzanego Sochańskiego Mariana, Warszawa 28 V 1949 r.

[15] Dz. U. RP 1922, nr 32, poz. 256.

[16] Rekordzistą dla lat 1926-1932 był kpt. wspomniany Marian Sochański, który z wojska do administracji został przeniesiony w wieku… 31 lat.

[17] Pozwalały na to przepisy rozporządzenia Prezydenta RP z 13 XII 1926 r. nowelizującego ustawę emerytalną z 11 XII 1923 r. Zgodnie z nimi można było przenieść w stan spoczynku oficera, któremu do przewidzianej ustawą granicy wieku brakowało 7 lat.

[18] Dla danych z 1926 r. emerytowani wojskowi stanowili tylko 4% oficerów i podoficerów zawodowych w służbie czynnej; J. Michalski, op. cit., s. 35.

[19] Ibidem, s. 82.

[20] R. Łuczak, op. cit., s. 224-225.

[21] Centralne Archiwum Wojskowe w Warszawie (dalej: CAW), ap 855+ap 4975, npag., Roczne uzupełnienie listy kwalifikacyjnej za rok 1931.

[22] CAW, ap 1985, npag., Karta przebiegu służby.

[23] CAW, ap 1293, npag, Krótka opinia za czas od 1 XII 1926 r. do 1 V 1927 r. dla mjr. Fiali Kazimierza, kierownika referatu P[rzysposobienia] W[ojskowego] DOK II, Lublin 2 V 1927 r.

[24] AAN, MSW, sygn. 4336, k. 1-6, Sprawozdanie z dochodzeń w sprawie zażalenia Wicewojewody poleskiego Kazimierza Fiali, Warszawa 22 IX 1935 r.

[25] Mowa tu o urzędnikach zatrudnionych na etatach (prowizoryczni lub ustabilizowani), bez zatrudnionych na kontraktach, bo, jak wspomniano powyżej, ta grupa jest uchwytna tylko przy przechodzeniu na etaty. Zresztą podobnie rzecz się ma i dzisiaj z uchwyceniem osób świadczących pracę na podstawie umów zlecenia czy o dzieło…

[26] Przeniesienie z wojska do administracji ze zrozumiałych względów rzadko kiedy dokonywało się bezpośrednio na stanowiska kierownicze. Częstszym zwyczajem, nawet po odbyciu przez oficera obowiązkowej praktyki administracyjnej, było powoływanie na stanowisko prowizorycznego radcy wojewódzkiego (ministerialnego), a następnie po kilku miesiącach mianowanie na docelową funkcję naczelnika wydziału czy starosty.

[27] Zarówno w przypadku armii austriackiej jak i rosyjskiej występowały osoby służące zarówno w armiach państw zaborczych jak i w POW, w związku z czym zostali ujęci w obu grupach. Nie udało się ustalić przynależności trzech oficerów, co jednak nie zaburza statystyki tegoż zestawieni

[28] Osobą nader chętnie pociągającą kolegów-oficerów do służby w administracji MSW, zazwyczaj według klucza znajomości z wojska bądź gimnazjum, był Bronisław Pieracki. Tak np. M. Romeyko wspominał okoliczności trafienia mjr. dypl. Kazimierza Ringa (we wspomnieniu Kazimierz R.) do administracji: „Pewnego poranka, już w latach trzydziestych, wpada do mnie wyraźnie zakłopotany Kazio: „Marian, musisz mi doradzić… Wczoraj przypadkowo spotkałem Pierackiego […]. Byliśmy ongiś w 4 pułku Legionów. „Kaziu, jesteś mi potrzebny – powiedział – Przyjdź do mnie do ministerstwa. Zostaniesz starostą. Egzamin za tydzień.” Zbaraniałem, odpowiedziałem, że nie chcę być starostą i nie mogę nim być, bo nie mam zielonego pojęcia o służbie administracyjnej. Na to Pieracki: „To się nauczysz… Jesteś mi potrzebny i zostaniesz starostą”. M. Romeyko, Przed i po maju, t. II, Warszawa 1967, s. 307.

[29] A.J. Mielcarek, Podziały terytorialno-administracyjne II Rzeczypospolitej w zakresie administracji zespolonej, Warszawa 2008, s. 61.

[30] Dz. U. RP 1922, nr 32, poz. 256.

[31] R. Łuczak, op. cit., s. 232.

[32] Dz. U. RP 1924, nr 72, poz. 698

[33] AAN, MSW, sygn. 4238, Wytyczne administracji personalnej. Zał. nr 1 do okólnika Prezesa Rady Ministrów nr 54 z dnia 28 sierpnia 1936 r.

[34] Ibidem, k. 3.

[35] Ibidem, k. 7.

[36] Ibidem, k. 14

[37] Ibidem, k. 41

[38] CAW, ap 2993, npag., Pismo por. Tadeusza Lipskiego, oficera instrukcyjnego Przysposobienia Rezerw PKU Ostrowice do Szefa Oddziału V Sztabu Ministerstwa Spraw Wojskowych, Ostrowice 27 lipca 1922 r.

[39] Ibidem, Karta ewidencyjna. Czynnikiem decydującym o braku awansu w tym przypadku był niedostateczny staż w służbie w linii jak i brak cenzusu naukowego (Lipski ukończył 6 klas szkoły realnej).

[40] CAW, ap 3823, npag., Wniosek kwalifikujący do awansu w 1930 r. na kapitana porucznika dypl. Skłodowskiego Władysława.

[41] CAW, sygn. 1769/89/5341, k. 5, pismo por. A. Twardowskiego 5 dyon samochodowy do Wyższej Szkoły Wojennej przez DOK nr V, Kraków 20 grudnia 1922 r.; W 50-lecie powstania Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie, zebrał i oprac. W. Chocianowicz, Londyn 1969, s. 358.

[42] CAW, sygn. 1769/89/5341, k. 92, Opinia płk. L. Faury, Warszawa 17 sierpnia 1928 r.

[43] AIPN w Warszawie, IPN BU 1571/195 , k. 10-29, Pismo Adama Twardowskiego do kpt. dr. Tadeusza Kiełpińskiego, sekretarza Komisji Wojskowej Rady Narodowej RP w Londynie, Londyn 14 listopad 1942 r.; P. Olstowski, Obóz pomajowy w województwie pomorskim w latach 1926-1939, Warszawa 2008, s. 147-148.

[44] K. Eichler, Śladami Odysei, Toruń 2003, s. 52.

[45] Ibidem, s. 53.

[46] Należy zaznaczyć, że spora grupa zamiar ten uskuteczniła

[47] K. Duch, Od Franz Jozefa do Bieruta. Wspomnienia, mps w Zakładzie Historii Polski Najnowszej Instytutu Historii UJ, k. 212-213.

[48] Asservat (z niem.) – tu: dokument.

[49] Ibidem, k. 236, 238.

[50] R. Łuczak, op. cit., s. 220-221.

[51] P.T.A. Sulatycki, Żyłem w trudnych czasach (wspomnienia), Gdańsk 1998, s. 188-189.

[52] P. Stawecki, Oficerowie dyplomowani Wojska Drugiej Rzeczypospolitej, Wrocław 1997, s. 48.

[53] K. Duch, op. cit., k. 253.

[54] AAN, MSW, III-dopływy, sygn. 371, k. 114-115, pismo Wojewody Poznańskiego do Ministra Spraw Wewnętrznych w przedmiocie: zamianowanie Starosty w Nowym Tomyślu, Poznań 8 VIII 1929 r.

[55] J. Michalski, op. cit., s. 73.

[56] AAN, MSW, III-dopływy, sygn. 659, k. 50-51, Pismo starosty lubaczowskiego Władysława Błockiego do Ministra Spraw Wewnętrznych w sprawie: przedstawienie sprawy osobistej, Lubaczów 6 VI 1929 r.

[57] Oczywiście część wśród zwalnianych ze służby państwowej stanowili urzędnicy, którzy, z różnych względów, autentycznie nie posiadali kwalifikacji do zajmowania stanowisk kierowniczych; J. Mierzwa, Administracja ogólna (polityczna) I stopnia jako organizator wyborów parlamentarnych 1928 r. (na marginesie Diariusza Kazimierza Świtalskiego), „Dzieje Najnowsze” 2010, z. 4, , s. 7.

[58] R. Łuczak, op. cit., s. 239.

[59] K. Świtalski, Diariusz 1919-1935, do druku przygot. A. Garlicki i R. Świętek, Warszawa 1992, s. 377.

[60] K. Duch, op. cit., k. 307.

[61] AAN, MSW, III-dopływy, sygn. 823, k. 51-52, Ocena kwalifikacyjna za rok 1938.

[62] Ibidem, sygn. 200, k. 36, pismo Wojewody Lwowskiego do Ministra Spraw Wewnętrznych w sprawie: Wagner Izydor, wniosek na przeniesienie, Lwów 28 IX 1935 r. [63] Por. np. P. Cichoracki, Polesie nieidylliczne. Zaburzenia porządku publicznego w województwie poleskim w latach trzydziestych XX wieku, Łomianki 2007, s. 95-96. [64] W. Mędrzecki, Inteligencja polska na Wołyniu w okresie międzywojennym, Warszawa 2005, s. 301. [65] CAW, sygn. 1769/89/5999, npag.

[66] Np. B. Żongołłowicz, Dziennik 1930-1936, oprac. D. Zamojska, Warszawa 2004, s. 440.

[67] AAN, MSW, III-dopływy, sygn. 951, k. 44. „Odmowę uzasadnił Pan [płk dypl. Mieczysław Pożerski] tym, że do ofiarowanej Panu ponownie stałej posady państwowej przywiązane jest uposażenie grupy niższej od grupy, według której przyznano Panu, jako emerytowanemu pułkownikowi Wojsk Polskich uposażenie emerytalne”.

 

dr Jausz Mierzwa - dyrektor Muzeum Armii Krajowej w Krakowie, pracownik Instytutu Historii Uniwersytetu Jageillońskiego, autor m.in: "Adam Koc. Biografia polityczna", "Starostowie Polski międzywojennej. Portret zbiorowy".

 

Zdjęcia: www.nac.gov.pl

 

logo rgb 0

Ostatnio zmieniany wtorek, 28 styczeń 2014 23:45

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version