Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

18 Wrz

Gustaw Orlicz-Dreszer. Rycerz nad rycerzami

1Charakter jednego z najdzielniejszych polskich ułanów XX wieku, gen. dyw. Gustawa Orlicz-Dreszera, doskonale oddaje następująca anegdota. Otóż podczas wizyty kilku oficerów i generałów w Sulejówku, Marszałek przy powitaniu ich w obecności swoich córek, pocieszał chore wówczas na ospę dziewczynki słowami: - Każdy to musiał przejść, nawet panowie generałowie byli chorzy. - Ja nie Komendancie! - odparł zdecydowanie gen. Orlicz-Dreszer, stukając ostrogami. Piłsudski spojrzał na niego i odrzekł: - No tak, oczywiście, wy, Dreszer, nie byliście chorzy. Was, jak by zabili i wrzucili do Wisły, to popłynęlibyście do Krakowa zamiast do Gdańska. Byle zrobić na przekór.

Narodziny rycerza

   Rycerz – to w dawnych wiekach wojownik walczący konno, dzielny żołnierz doskonale władający bronią, obrońca słusznej sprawy, człek prawy, szlachetny, wielki bohater. W każdym czasach pojawia się grupa takich wybitnych rycerzy, zdolnych do największych poświęceń, może kochających wojnę?
 - ot, choćby Patton, MacArthur czy właśnie Orlicz-Dreszer. Według marszałka Józefa Piłsudskiego był on chlubą polskiej armii, po bitwie warszawskiej marszałek wręcz stwierdził: - Orlicz-Dreszer jest to jeden z najwybitniejszych kawalerzystów świata.

   A nie kto inny właśnie, jak Marszałek, miał prawo tak twierdzić. Znał go bardzo dobrze, obserwował jego karierę wojskową i sterował nią, Komendant osobiście zdecydował, że Dreszer (który 14 sierpnia 1914 r. uciekł z wojska rosyjskiego, by przyłączyć się do legionów Piłsudskiego) będzie walczył w oddziale ułanów Beliny, mimo że Dreszer chciał iść do piechoty. I przy boku Beliny-Prażmowskiego zaczęła się szybka, ułańska kariera, jak się okazało, bardzo zdolnego dowódcy.

   Gustaw Konstanty Dreszer, syn Jana Augusta Dreschera i Emilii z domu Rusch, urodził się w Jadowie k. Radzymina w 1889 r. w zasymilowanej rodzinie dziewiętnastowiecznych. niemieckich osadników. Rodzice wychowali swoich synów na Polaków, zmienili nazwisko na Dreszer. Pani Emilia szczyciła się polskością dzieci, mogła pochwalić się ich znakomitym wychowaniem, ich prawdziwą miłością do Polski i jej kultury. Chłopcy znali poezję Mickiewicza i Słowackiego, zaczytywali się w Sienkiewiczu.

   Polska była dla Generała wartością najwyższą. Mieszkając w Częstochowie i uczęszczając tam do szkoły powszechnej i gimnazjum, organizował m.in. z kolegą Marianem Januszajtisem, późniejszym legionistą i generałem, strajki szkolne w 1905 r. (był za nie aresztowany przez Rosjan). 

   Należał do Organizacji Młodzieży Narodowej, do PET (Przyszłość) i ZET (Związek Młodzieży Polskiej). W czasach studenckich należał do Polskich Drużyn Strzeleckich. Studiował prawo we Lwowie, w Liege (Belgia) i w Hawrze (Francja). W Częstochowie odbył dwuletnią służbę
w wojsku – 14 Mitawski Pułk Huzarów Rosyjskich. Poznał w nim podstawy kawaleryjskiej sztuki wojennej, jak stwierdził później: - Żebym umiał się kiedyś bić z nimi.

   1 sierpnia 1914 r. zmobilizowany został przez Rosjan do macierzystego pułku huzarów, ale zdezerterował po kilkunastu dniach do polskiego wojska. Do I Brygady.

 

W Wojsku Polskim
   U boku Beliny, Orlicz-Dreszer walczył najpierw jako „szeregowy ułan”, szybko mianowany dowódcą szwadronu, później dywizjonu, a po roku, gdy Beliniacy rozrośli się do pułku ułanów, Dreszer został zastępcą dowódcy pułku. Zdobywał Lublin, był wielokrotnie ranny, po kryzysie przysięgowym i uwięzieniu Piłsudskiego za odmowę złożenia przysięgi na wierność zaborcom został internowany – nie ujawnił się jako oficer, ponieważ chciał być w obozie internowanych
z żołnierzami. Po rozpoznaniu, został aresztowany i więziony w trzech obozach w Niemczech. Tam wielokrotnie zachęcano go, aby przeszedł na stronę niemiecką – kiedyś nawet musiał „dać w gębę” jakiemuś Niemcowi za kolejne namawianie go do zdrady Polski.

   W końcówce I wojny światowej, gdy jesienią 1918 r. powrócili do kraju także internowani oficerowie, gdy Polska odzyskiwała swoją niepodległość, gdy nasze rdzenne tereny i wytyczane granice znów paliły się z każdej strony, mjr Orlicz-Dreszer udał się na Chełmszczyznę, by podjąć tym razem walkę z Ukraińcami o polskie kresy.


(…) Co nam obca przemoc wzięła,
Szablą odbierzemy.(...)

 

   Wiedząc pewnie, że „wojna jest zbyt poważną sprawą, żeby zostawić ją politykom”, nie czekał -zorganizował i dowodził tam pułkiem szwoleżerów, nazwanym później Józefa Piłsudskiego. Po wygranej wojnie i uratowaniu m.in. Lwowa, Dreszer wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Dowodził Brygadą Kawalerii i 2. Dywizją Kawalerii, walczył zwycięsko z konnarmią Budionnego. Bywało, że swoim uporem prowadził dywizje kawalerii do ataku, atakował i zwyciężał, kiedy inni się cofali. Człowiek ten nie bał się żadnej pracy, żadnej męki, żadnej walki i żadnej niewoli.

 

(…) Kwiat kawalerii! Szwoleżery!
Pięciu pokoleń cudny śnie!
I na cóż mówić: Bohatery!
Gdy Polak pd stu lat to wie! (…)

 

   Takimi słowami poeta Artur Oppman uczcił XV-lecie powstania 1 Pułku Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego.

   Po zwycięskiej nad bolszewikami wojnie 1920 r. płk. G. Orlicz-Dreszer został mianowany inspektorem kawalerii, dowodził nadal dywizją kawalerii. Ukończył m.in. Kurs Wyższych Dowódców w Wersalu i polskie Centrum  Wyższych Studiów Wojskowych. W 1923 r. w wieku 34 lat mianowany gen. bryg., a gen. dyw. 1 stycznia 1931 r. Służył we wszystkich broniach, dowodził kawalerią, piechotą, był Inspektorem Sił Powietrznych oraz położył wielkie zasługi dla marynarki wojennej. U przełożonych zbierał najlepsze opinie: - Jest jednym z najwybitniejszych oficerów i dowódców naszej jazdy z wielką bojową i moralną referencją (gen. L. Żeligowski). - Płk Dreszer jest jednym z najlepszych dowódców kawalerii. Krzyż Virtuti Militari zasłużył już tysiąc razy i powinien go dostać pierwszym (gen. J. Rómmel). - Miał temperament i fantazję, lubił popić i zabawić się, ale umiał pracować wytrwale i solidnie, kiedy było trzeba, a co najważniejsze – miał bystry i bardzo jasny umysł (gen. Z. Bohusz-Szyszko). - Wyjątkowo dzielny, wybitny i wysoce inteligentny (gen. T. Rozwadowski).

2

fot. portretowa (1932)

   Był jak jego pierwszy dowódca Belina czy sienkiewiczowski Kmicic – bezkompromisowy, uparty, porywczy i temperamenty, „i do szklanki i do bogdanki”.


   Bezwzględne oddanie Marszałkowi, przywiązanie do zwycięskiego Wodza i posłuszeństwo nakazało mu w XI 1925 roku w Sulejówku wypowiedzieć do Komendanta słynne prorocze, pełne miłości i oddania słowa, zapowiadające przewrót majowy: - Niesiemy Ci, oprócz wdzięcznych serc, i pewne, w zwycięstwach zaprawione szable.

   Dreszer był obecny 12 maja 1926 r. przy boku Marszałka na moście Poniatowskiego, gdy Ten prowadził rozmowę z prezydentem Stanisławem Wojciechowskim. Dowodził później oddziałami wiernymi Piłsudskiemu i kolejny raz przyczynił się do zwycięstwa. Wódz i jego dowódcy nie mogli patrzeć na panoszące się wtedy w Polsce zło. Ponadto, oni dali Polsce granice, moc i niepodległość a zostali odsunięci od wpływu na państwo.

   Po zamachu majowym Dreszer pracował w GISZ, od 1930 r. pełnił obowiązki Inspektora Armii. Nie kto inny tylko Dreszer, na pytanie Marszałka o przyszłość naszych stosunków z sąsiadami, odpowiedział najtrafniej: - Niemcy uderzą pierwsi, później Rosjanie.

   6 X 1933 na Błoniach w Krakowie odbyła się wielka Rewia Kawalerii, będąca częścią Święta Jazdy Polskiej, zorganizowanego przez Piłsudskiego w 250 rocznicę wiktorii wiedeńskiej. Defiladę 12 pułków kawalerii prowadził konno gen. dyw. G. Orlicz-Dreszer.

   On także prowadził kondukt pogrzebowy Marszałka w Warszawie w 1935 . i złożył Komendantowi ostatni raport, trzykrotnie salutując trumnę szablą.

 

Liga Morska i Kolonialna
   Dreszer był pionierem polskich spraw morskich i kolonialnych. Pełnił funkcję prezesa Zarządu Głównego Ligi Morskiej i Kolonialnej, powołanej m.in. do budowy i rozwoju polskiej floty handlowej i wojennej. W tym celu wybudowano port w Gdyni. Z inicjatywy Dreszera powołano także Fundusz Obrony Morskiej przekształcony w Fundusz Obrony Narodowej, zbierający środki na obronę kraju. Marzeniem Dreszera było uświadomienie społeczeństwu konieczności budowy własnej floty handlowej i wojennej. Tego wymagała polska racja stanu, a Liga miała być (i była) strażnikiem polskich praw do morza i do Gdańska. Za sprawą Dreszera Liga stała się w Polsce organizacją masową, rozwinęła się również wśród Polonii, szczególnie w Ameryce Północnej. Generał założył też pismo dla młodzieży „Polska na morzu”.

 

Morze, nasze morze!
Wiernie ciebie będziem strzec.
Mamy rozkaz cię utrzymać,
albo na dnie,na dnie twoim lec,
albo na dnie z honorem lec.


   Refren tej pięknej piosenki Adama Kowalskiego, napisanej dla młodzieży LmiK, znają chyba i dziś wszyscy Polacy.



3

Prezes Zarządu Głónego Ligi Morskiej i Kolonialnej gen. Gustaw Orlicz - Dreszerw otoczeniu uczestników obozu podczas spaceru brzegiem morza.

   Sprawy morskie pod rządami prezesa Dreszera w LMiK rozwijały się bardzo intensywnie. Zamawiano nowe statki, uruchamiano nowe transatlantyckie linie – w tym najsłynniejszą do Stanów Zjednoczonych. Szukano w nowej Polsce nowych możliwości współpracy handlowej, wymiany międzynarodowej, w tym zakupu ziemi na innych kontynentach, tworzenia tam polskich kolonii (osad rolnych), uruchamiania produkcji rolnej (m.in.  uprawy owoców cytrusowych) i drogą morską dokonywania wymiany towarowej z krajem Generał uważał m.in., że na zawsze powinno się pozbawić przegranych w wojnie Niemców ich kolonii w Afryce, a Polska powinna zadbać o swoje interesy i w tym zakresie. Posiadanie własnych kolonii poprzez zakupy ziemi w Ameryce Płd. i Afryce rozwiązałoby, zdaniem Dreszera,  wiele problemów gospodarczych ówczesnej przeludnionej Polski. Kolonie dostarczałyby wiele potrzebnych nowych surowców dla odbudowującego się kraju. M.in. za jego sprawą zamówiono nowoczesne statki m/s Batory i m/s Piłsudski, pływające także na trasie Gdynia-Nowy Jork. Ta ważna linia łączyła kraj z wielką Polonią amerykańską. Polonia liczyła przed wojną ok. 8 mln. Osób rozsianych po całym świecie. Do nich chciał też docierać Dreszer mówiąc: - I pragnę poić oczy swoje tym widokiem czarownym, aby miłość Polaków do morza tworzyła nowe wartości w życiu pełnym rozmachu i inicjatywy (…). Gdy rozsiani po wszystkich prawie państwach świata staniecie się przedstawicielami gospodarstwa narodowego, konsumentami i propagatorami wśród obcych wytworów rąk ludu naszego, wówczas zacznie tętnić nieznana dotychczas siła życia polskich miast i wsi oraz znajdą pracę i chleb tysiące ludzi dzisiaj beznadziejnie o zajęcie żebrzących.

4

Gen. Gustaw Orlicz-Dreszer w Truskawcu

Śmiertelny wypadek

 

   Inną, obok kawalerii i żeglarstwa, wielką pasją Generała było lotnictwo. Uwielbiał latać, szkolił się intensywnie także i w tym kierunku. 4 lipca 1936 r., kilkanaście dni przed śmiercią, mianowano go Inspektorem Obrony Powietrznej Państwa. Samoloty był jego nową, wielką pasją, niestety tragiczną, bo zginął właśnie w samolocie.

   Tragiczny lot awionetką sportową RWD-9 miał miejsce 16 lipca 1936 r. o godz. 14.14. Generał chciał z typowo ułańską fantazją powitać swoją amerykańską żonę Elwirę, płynącą z Nowego Jorku do portu w Gdyni. Ponoć zamierzał rzucić jej na pokład z samolotu pęk czerwonych róż. Niestety, silny wiatr spowodował, że samolot lecący zbyt nisko, nagle, prawie pionowo, spadł do morza. Jedna z wersji mówi, że nastąpiła awaria silnika. Jako miejsce zgonu Dreszera podano: Gdynia Orłowo na Polskim Morzu. Wraz z nim zginęli: pilot kpt. Aleksander Łagiewski i płk dypl. Stefan Loth.

   Pogrzeb Generała odbył się 20 lipca w Gdyni z udziałem jego matki i małżonki, prezydenta RP Ignacego Mościckiego, Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych Edwarda Śmigłego-Rydza, premiera Felicjana Sławoj-Składkowskiego, marszałków sejmu i senatu, ministrów, dowódców wojskowych, licznej generalicji, delegacji z całego świata i mieszkańców Gdyni.

 

5
Pogrzeb gen. Gustawa Orlicza-Dreszera


   Tego polskiego Strażnika Morza pochowano na Oksywiu, przy salwach honorowych. Stojące na redzie okręty oddały salut wojskowy, a samoloty wykonały pożegnalny lot w momencie składania trumny do grobu.

6

Widok ogólny pomnika - mauzoleum na Oksywiu

   Po żołniersku pożegnał Dreszera jego przyjaciel legionowy, gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Powiedział m.in.:

   Gdy mówię dziś w imieniu wojska, gdy mamy żegnać Generała Gustawa Orlicz-Dreszera, nie będę zwracał się do Jego rodziny, do Matki, bo – jak powiedział Pan Generał Śmigły – bólu serca matczynego, bólu serca kobiecego, bólu serca żony, która dla Niego kraj swój rodzinny porzuciła, żołnierskie nasze słowa imać się nie śmią, ani też nie znaleziono dlań słów pociechy, bo jakżeż pocieszać innych, gdy nasze żołnierskie serca są pełne smutku i żalu, bo oto żegnać mamy najlepszego spośród najlepszych.

   Przytem tak się złożyły losy, że był to Żołnierz nad żołnierzami, od zarania Swej młodości dla niepodległości Polski walczący (…).

   Zwracam się do Was z jedną prośbą, z jednym apelem: ten Żołnierz, Żołnierz prawny, Żołnierz nieskalany, dowódca świetny, żadnej nie zostawił materialnej schedy, jak prawemu Żołnierzowi przystoi, ale nosił On w sercu skarb nieprzebrany, skarb miłości Ojczyzny, energii i pracy (…).  Nie możemy się zgodzić, aby ten skarb, te Jego walory wraz z Jego zgonem, stanowiącym dla Ojczyzny nieodżałowaną i niepowetowaną stratę, wraz z Nim legły tu, w prochu nadmorskim. Mnie się zdaje, że naszym obowiązkiem obywatelskim i żołnierskim jest, podzieliwszy się, wziąć każdy na siebie cząstkę z tych Jego wartości, chociaż część Jego energii, wiary i zapału. I w ten sposób, chociażby w części pracować. Jeżeli już zaletami i zdolnością dorównać Jemu nie możemy, nadrobić to Ojczyźnie, co Ojczyzna i Armia traci w Jego śmierci (…).

   Panie Generale Orlicz-Dreszer, Inspektorze Armii,
Inspektorze Sił Powietrznych, w imieniu Armii żegnam Cię!

   Prezydent Ignacy Mościcki i marszałek Edward Śmigły-Rydz udekorowali trumnę wielką wstęgą Orderu Odrodzenia Polski.


Wojciech Grochowalski

Artykuł ukazał się w 2. numerze czasopisma „Kultura i Biznes” (lipiec-sierpień 2002)
Zdjęcia: Narodowe Archiwum Cyfrowe

logo rgb_0

Ostatnio zmieniany czwartek, 17 maj 2012 06:51
Wojciech Grochowalski

Jest historykiem, wydawcą, publicystą, animatorem kultury, prezesem zarządu Fundacji im. Artura Rubinsteina w Łodzi. Od 2002 r. wydaje czasopismo "Kultura i biznes", którego jest także redaktorem naczelnym. Jest autorem wydawcą wielu książek.

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version