Józef Piłsudski i II Rzeczpospolita

Switch to desktop

22 Sie

Okoliczności zatonięcia MS Piłsudski

  • Napisane przez  Jan Ruszkowski
Historia tego statku była jednak niestety tyleż barwna co krótka. Po zaledwie trzech latach służby (głównie wożenia emigrantów z zagrożonej wojną Europy) i zaliczonych trzydziestu pięciu rejsach, pierwszy września 1939 zastał go w drodze powrotnej z Nowego Jorku, u wybrzeży Wielkiej Brytanii. MS Piłsudski został tam zawrócony z trasy do Kopenhagi (gdzie niemieckie u-booty już szykowały mu powitanie) przez angielskie lotnictwo i rzucił kotwice w fiordzie Firth of Forth.
 
MS Piłsudski
Zarówno Karol Borchardt, jako starszy oficer, jak i Mamert Stankiewcz, jako kapitan, nie tylko pływali na MS Piłsudskim od samego początku, ale również nadzorowali końcowe etapy jego budowy. Ich ówczesne wątpliwości, co do niektórych rozwiązań konstrukcyjnych statku (patrz „Znaczy Kapitan” rozdział: „W drodze do Itaki”), miały się niestety okazać słuszne. MS Piłsudski dał się bowiem wkrótce poznać jako statek co prawda piękny i nowoczesny, ale zupełnie nie nadający się na nieprzyjazne wody północnego Atlantyku, gdzie został skierowany.
 
Jego dziewicza podróż, z Gdyni do Nowego Jorku, była wielkim wydarzeniem. Wtedy na szczęście spisał się wspaniale i ze średnią prędkością ponad 20 węzłów przybył do celu podróży o jeden dzień wcześniej niż się spodziewano! Na pokładzie było wtedy obecnych wielu przedstawicieli najwyższych władz państwowych, z gen. B. Wieniawą-Długoszewskim oraz gen. G. Orliczem-Dreszerem na czele. MS Piłsudski został owacyjnie powitany nie tylko przez Polonię amerykańską, ale i przez cały Nowy Jork, zaś rozmach całego wydarzenia przyćmił nawet niedawne powitanie w tym samym mieście francuskiej Normandii. Niestety już druga podróż na tej samej trasie ujawniła, że statek źle znosi surowe warunki północnoatlantyckie i jest po prostu zbyt delikatny, aby stawiać czoła tamtejszym sztormom. Nie mniej jednak, choć musiał odwiedzać doki stoczni częściej niż to było planowane, nadal kursował na tej trasie i po pewnym czasie do bon-tonu (nie tylko wśród Polaków) należało choć raz odbyć na nim podróż. Pełną, powrotną trasę Gdynia–Nowy Jork–Gdynia pokonywał on w trzy i pół tygodnia, wykonując średnio 10 takich kursów rocznie. Dodatkowo w lecie odwiedzał norweskie fiordy, zaś w okolicach świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku – Karaiby.
 

Historia tego statku była jednak niestety tyleż barwna co krótka. Po zaledwie trzech latach służby (głównie wożenia emigrantów z zagrożonej wojną Europy) i zaliczonych trzydziestu pięciu rejsach, pierwszy września 1939 zastał go w drodze powrotnej z Nowego Jorku, u wybrzeży Wielkiej Brytanii. MS Piłsudski został tam zawrócony z trasy do Kopenhagi (gdzie niemieckie u-booty już szykowały mu powitanie) przez angielskie lotnictwo i rzucił kotwice w fiordzie Firth of Forth. Wkrótce przeszedł pod skrzydła Admiralicji Brytyjskiej. Wtedy też ponownie spotkali się na jego pokładzie "Znaczy Kapitan" – Mamert Stankiewicz z Karolem Borchardtem, który przedostał się do Anglii po internowaniu w Szwecji Daru Pomorza, na którym służył jako oficer. Wyokrętowawszy pasażerów MS Piłsudski z mieszaną polsko–angielską załogą przepłynął do portu w Newcastle na rzece Tyne. Ponieważ statek został oficjalnie wcielony do sił marynarki wojennej, trzy pierwsze miesiące wojny spędził tam w stoczni, gdzie musiał się poddać (podobnie jak i pozostałe nasze statki) dość drastycznym przeróbkom na potrzeby transportu wojska: został przemalowany, usunięto z niego wszystkie zdobiące go dzieła sztuki, zdarto drewniane (łatwopalne) boazerie, w kabinach i salonach zamontowano piętrowe prycze. Wożąc dotychczas niecałe 800 pasażerów, musiał się przygotować na przyjęcie na pokład ponad 3000 żołnierzy. Wiele okien zaślepiono bądź zamalowano dla ochrony przez ogniem myśliwców, a na koniec uzbrojono go w artylerię przeciwlotniczą. Wreszcie, po długich tygodniach prac stoczniowych i szkolenia załogi, 25 XI 1939 MS Piłsudski podniósł kotwice i ruszył w sztormową noc w swoją pierwszą wojenną misję, obierając kurs na Cape Town, gdzie miał dołączyć do Sobieskiego w konwoju do Nowej Zelandii. Na całą załogę składało się wtedy około dwustu osób, a w tej liczbie tylko siedmiu Anglików. Ponieważ Admiralicja Brytyjska zapewniała o "czystej drodze" na pierwszym odcinku trasy pomiędzy lądem a własnym polem minowym, MS Piłsudski płynął wzdłuż wschodnich wybrzeży Anglii bez strachu napotkania wrogiego okrętu podwodnego i, choć w zaciemnieniu, nie zygzakował.

Zatonięcie MS Piłsudski
  Adam Werka "Zatonięcie MS Piłsudski"
 
Dalszy ciąg zdarzeń, pomimo relacji wielu świadków, do dziś nie został do końca i jednoznacznie ustalony. Dnia 26 listopada 1939, dokładnie o 0536, 2 potężne wybuchy targnęły statkiem w odstępie kilkudz iesięciu sekund. Silniki od razu stanęły, światło zgasło a MS Piłsudski wciąż płynąc zaczął dość szybko przechylać się na lewą burtę. Kapitan natychmiast wydał rozkaz opuszczenia statku. Był dopiero początek wojny i wszystkim świeżo tkwiła w pamięci tragedia sprzed miesiąca, gdy niemiecki okręt podwodny U-47 wdarł się do bazy Scapa Flow i storpedował brytyjski pancernik ROYAL OAK, który po zaledwie trzech minutach przewrócił się i zatonął. Jednakże na MS Piłsudskim, pomimo zrozumiałego pośpiechu, rozkołysanego, listopadowego morza i ciemnej nocy, ewakuacja przebiegła stosunkowo sprawnie i, jak wspominają niektórzy, w niemal całkowitej ciszy. Dokładna liczba ofiar nie jest i nigdy nie będzie znana, z uwagi na to, że nieznany był rzeczywisty skład załogi, uz upełnianej w ostatniej chwili przed wypłynięciem. Wiadomo jednak, że zginęło nie więcej niż kilkanaście osób. Kapitan Stankiewicz pozostał na pokładzie czekając, aż wszystkie zdolne do opuszczenia szalupy znalazły się na wodzie. On sam oraz dwóch chłopców okrętowych, którzy w ostatniej chwili znaleźli w ciemnościach wyjście na pokład, wspólnie spuścili na wodę tratwę ratunkową i na niej starali się doczekać nadejścia pomocy. Nie było to najlepsze rozwiązanie, gdyż morze było akurat bardzo wzburzone, a jaka jest temperatura wody Morza Północnego pod koniec listopada – każdy może sobie łatwo wyobrazić. Kapitan Mamert Stankiewicz zmarł z wychłodzenia, dosłownie w kilka minut po podjęciu go z wody przez brytyjski niszczyciel.
 

Co spowodowało katastrofę? Na dobrą sprawę nie wiadomo tego do dziś. Istniały trzy hipotezy, mogące to wyjaśnić. Większość naocznych świadków nie miała wątpliwości, że statek został trafiony dwiema torpedami. W Polsce wersja ta pokutuje po dzień dzisiejszy. Przemawiać za tym mógł czas, jaki minął pomiędzy pierwszym a drugim wybuchem, jak również to, że najpierw dało się odczuć silne uderzenie w burtę, a dopiero potem nastąpiła detonacja. Możliwa była też wersja, że statek trafiła tylko jedna torpeda, zaś druga eksplozja miała miejsce już w maszynowni. Poważnym argumentem przeciwko tej teorii jest jednak fakt, że żaden niemiecki U–Boot nie zameldował dowództwu o zatopieniu naszego liniowca. Możliwe, że nie zdążył, gdyż załoga brytyjskiego niszczyciela, który podjął większość rozbitków z MS Piłsudskiego, twierdziła, że tuż przed wyruszeniem na pomoc, zatopiła w okolicy niezidentyfikowany okręt podwodny. Jeśli byłaby to prawda, to U–Boot mógł po prostu nie zdążyć zameldować o swoim sukcesie. Później jednak Admiralicja Brytyjska nie potwierdziła tej informacji. Wśród Polaków istniało podejrzenie, że sprawę zatuszowano. Gdyby bowiem sprawcą był rzeczywiście U–Boot, admiralicja musiałaby przyznać się do karygodnego błędu – puszczenia tak drogocennego statku transportowego bez żadnej eskorty, zapewniając go na dodatek o bezpiecznej drodze.

Drugą hipotezą, oficjalnie uznaną przez Anglików i "resztę świata", jest wpadnięcie statku na minę. Morze w tym rejonie jest płytkie i stanowiło idealne miejsce do używania dennych min magnetycznych. Przyjmując taką wersje wydarzeń, drugą detonację na statku tłumaczyć by mógł wtórny wybuch w maszynowni, bądź też wpadnięcie na drugą (ew. sprzężoną) minę, co przy ponad 160-metrowej długości statku wydaje się całkiem prawdopodobne. Angielskie trałowce nie nadążały wówczas z usuwaniem pól minowych stawianych przez niemiecką flotę nawodną, podwodną oraz samoloty. Miny mogły też zdryfować z własnego pola minowego. Niemieckie źródła po wojnie potwierdziły jednak oficjalnie, że statek zatonął na minach postawionych tydzień wcześniej w rejonie ujścia rzeki Humber przez niemieckie niszczyciele.

 

MS Piłsudski wplynal na mine i po eksplozji tonie. Wizja marynisty, Adama Werki na okladce magazynu 'Morze'

 

Istniała jeszcze trzecia, choć mało prawdopodobna, hipoteza. Na statkach alianckich co jakiś czas dochodziło do prób sabotażu. Na to konto zaliczano m.in. rzekomą próbę spalenia innego naszego liniowca, Sobieskiego, jeszcze przed wybuchem wojny, 15 sierpnia 1939. W przypadku MS Piłsudskiego, dokonanie sabotażu przypisywał sobie pewien ukraiński nacjonalista o nazwisku Łapuk. Choć twierdził, że pływał na tym statku jako palacz, nie figurował on na liście załogi i choćby dlatego scenariusz ten nie wydaje się być prawdziwy. Przyczyny tej tragedii nie są jednak aż tak istotne. Faktem jest, że statek zatonął. Wbrew przewidywaniom MS Piłsudski poszedł na dno dopiero o 1030, a więc po prawie pięciu godzinach agonii. Już po wojnie zadawano sobie pytanie, dlaczego nie próbowano go ratować. Ba, kwestionowano nawet decyzję kapitana o ewakuacji załogi, jako zbyt pochopną. Dlaczego nie próbowano odholować go na płytszą wodę? Ano pewnie dlatego, że po pierwsze zaczynał się właśnie największy sztorm sezonu, a po wtóre były to pierwsze miesiące wojny, w dodatku noc, i nikt nie potrafił przewidzieć czy zatonięcie statku to kwestia bardziej minut czy godzin. Inne pytanie brzmi: czy nie można było później podnieść statku z dna? MS Piłsudski zatonął w stosunkowo płytkim miejscu i jeszcze co najmniej do maja 1940 roku wierzchołki jego masztów wystawały ponad powierzchnię wody. Koncepcje wydobycia wraku pojawiały się w polskiej prasie jeszcze w 1957 roku (Życie Warszawy 1957, nr 250). Nigdy jednak nie doszło do ich realizacji. Mało tego – kto nurkuje na wrakach ten wie doskonale, że zatoniecie statku wcale nie jest dla niego najgorszym końcem. Miejsce wiecznego spoczynku naszego liniowca wypadło na bardzo ruchliwym obszarze, gdzie nie ustaje ruch statków a wokół "roi się" obecnie od platform ropy naftowej. Tak ogromny wrak stanowił poważną przeszkodę żeglugową i dlatego Brytyjczycy wkrótce po wojnie... wysadzili w powietrze (a raczej w wodę) wszystkie jego górne pokłady. Tak, w zasadzie, kończy się historia tego najpiękniejszego liniowca II RP.

 Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. 

 

Filmy archiwalne przedstawiające MS Piłsudski

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

 You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

 

Film Polskiego Klubu Nurkowego z zejścia do wrku MS Piłsudski

You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

Ostatnio zmieniany piątek, 19 grudzień 2014 12:41
Więcej w tej kategorii: « Początki polskiej radiotechniki

Copyright © 2006-2015 ISSN 1899-8348

Top Desktop version